Artykuły

Zróbmy pranie

Tytuł ma intrygować i przyciągać, to jasne. Będzie o seksie. A skoro dla opornych, tym lepiej: więcej opowieści dla niedowiarków i nieprzekonanych, czyli więcej szczegółów. Jak w znanych dowcipach. Sztuka Michele Riml funkcjonuje z powodzeniem na polskich scenach, niedawno w Teatrze Wybrzeże wyreżyserowała ją Krystyna Janda.

Seks dla opornych nie jest jednak historią inicjacji ani pikantną historyjką o poznawaniu najmodniejszych układów i technik erotycznych. To komedia małżeńska: para z długoletnim stażem usiłuje rozbudzić dawno porzuconą namiętność, która zgubiła się gdzieś pomiędzy powrotem z pracy a składaniem prania. Między wychowywaniem dzieci a drżeniem o rozwój kariery (bo awans, jak to zwykle bywa, dostał ten, kto zasłużył raczej na zwolnienie). Między podawaniem obiadu a wieczorną toaletą.

W przedstawieniu w Teatrze Bagatela oglądamy parę małżonków już sobą nieco znudzonych, ale wciąż gotowych na walkę o związek. Do najmodniejszego w mieście hotelu (jego hasło reklamowe brzmi: „synteza wschodniego designu i zachodniego poczucia estetyki”) zabierają ze sobą poradnik Seks dla opornych. Dziwny tytuł jak na poradnik – niby zachęca, a jednocześnie budzi ostrożność. Trzeba się przyznać, że z tym seksem coś w naszym życiu nie tak. A kto dziś dobrowolnie stwierdzi, że ma z tym problem?

Alice (w pokazie, który oglądałam, wystąpiła Alina Kamińska) i Henry (Łukasz Żurek) są przeciętnym małżeństwem. Ona oczywiście pracuje, ale zajmuje się domem i to pochłania większość jej uwagi. On czuje się niedoceniony w firmie, marzy o wielkich projektach, a w domu leczy frustracje. Ona wciąż jest atrakcyjną kobietą, on mógłby się jeszcze podobać. I tak dalej – właściwie nic ich nie wyróżnia. Mają trójkę dzieci – na tyle dużych, że nie absorbują całej uwagi rodziców. I w tym tkwi problem…

Weekend w hotelu „L” był jej pomysłem, podobnie jak zabranie ze sobą poradnika Seks dla opornych. Nie widziałam spektaklu Jandy, w którym występują Dorota Kolak i Mirosław Baka, ale na zdjęciach okładka książki przypomina te z podręczników obsługi komputera, jakie pojawiły się w Polsce tuż po transformacji ustrojowej. W krakowskim przedstawieniu na czarnym tle tytuł wypisany jest ozdobnymi wywijasami. Taki niby elegancki, trochę tajemniczy i wyzywający. Przyciągnął kobiecą uwagę, ma być antidotum na małżeńską stagnację.

 Lubimy bohaterów, choć niekiedy, trzeba to przyznać, również irytują. Bo zbyt przypominają nas samych, naszych rodziców, znajomych, tych, których życie obserwujemy. Drobne sprzeczki (ją drażni zamiłowanie małżonka do telewizyjnych wiadomości), błahostki urastające do rangi problemów egzystencjalnych (on nie lubi kwiatów i nie umie tańczyć), niezrozumienie i rutyna. Sztuka Michele Riml (oryginalny tytuł brzmi Sexy Laundry) korzysta ze znanej formuły „znacie, to posłuchajcie”. Nic tu zaskakującego, wszystkie zwroty akcji i zakończenie są przewidywalne. Zadanie reżysera i aktorów jest tym trudniejsze: pokazać na scenie żywych ludzi, z którymi widz może się zidentyfikować.

Seks dla opornych widziałam na jednym z pierwszych pokazów, jeszcze na dużej scenie Teatru Bagatela; kolejne przedstawienia będą grane na scenie przy Sarego 7. To korzystna zmiana: w małej przestrzeni zintensyfikują się emocje, kontakt z widzem będzie łatwiejszy.

Spektakl Henryka Jacka Schoena nie jest brawurowym popisem dowcipnych ripost, zagranych przez błyskotliwych aktorów – i bardzo dobrze. Szarża byłaby w tym przypadku trudna do zniesienia. To, co wydarza się podczas jednego wieczoru w anonimowym pokoju designerskiego hotelu (jak możemy się domyślać, zimnego i pretensjonalnego, choć oferującego ręczniki z wyjątkowej mikrofibry i aromaterapię), wydaje się nieefektowne, choć przecież przełomowe z życiu małżeńskim Lane’ów. Kamińska i Żurek tworzą bohaterów „z sąsiedztwa”, są w konstruowaniu swoich postaci powściągliwi. Ich próby wypełniania podręcznikowych zadań są zabawnie nieporadne – ale to śmiech raczej życzliwy. Nie umieją wpisać się w formaty narzucane przez kulturę popularną, są raczej staroświeccy – szampan i róże zamiast wieloetapowego masażu ciała partnera. „Seks to sposób komunikowania się”, „tworzenie metafor wymaga wyobraźni”, „personifikacja części intymnych” – te i inne poradnikowe mądrości nie mogą trafić do ludzi, którzy wspólnie wychowali dzieci i przeszli kilka życiowych burz.  

Przedstawienie w Bagateli jest dość skromne, kameralne, mniejsze znaczenie mają tu scenografia czy oprawa muzyczna, większe – to, co wydarza się pomiędzy kobietą i mężczyzną. Schoen i aktorzy zręcznie balansują między sentymentalną opowiastką z życia małżeńskiego a rodzajową komedią. To spektakl, który ma bawić i wzruszać – i taki właśnie jest.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji