CCCP last minute
W 1972 przeszedłem do Narodowego Hanuszkiewicza. Był to teatr wędrowny, bo co najmniej dwa razy do roku wyjeżdżał. Przeważnie do KDL, ale wtedy dobre było i to - wspomina Andrzej Łapicki w Rzeczpospolitej Plus Minus.
Jedną z ciekawszych wypraw był wyjazd do Helsinek przez Moskwę. Nie było innego połączenia. Do Moskwy pociągiem, przyjechaliśmy o północy. Wściekli i głodni. W hotelu restauracja zamknięta. Wrót pilnuje "Kliczko" - nie lzia i koniec. I tu Mietek Czechowicz wpada na pomysł:
- Kiedy z nami jest Łapicki! - No to co?
- Ale on grał w "Lekarstwie na miłość!"
-Etotfilm z Kaliną?
-Da.
-Pażałsta!
Drzwi szeroko otwarte. Sześciu kelnerów, kawior i koniak do rana. Po godzinnej drzemce - zbiórka w autobusie. Pomagają etażne: "Tam ha schodach jeszcze jeden z waszych leży".
Jakoś się pozbieraliśmy. W autobusie na dworzec - cisza. W powietrzu latają promile. I w tej ciszy rozlega się refleksyjna uwaga I sekretarza POP w teatrze: "Ci Rosjanie mili, serdeczni, ale jednak...". I z tym "ale jednak" pojechaliśmy na dworzec. Mróz. Słońce syberyjskie. Pociąg do
Helsinek ma dwie godziny opóźnienia. Nigdy nie zapomnę takiego widoku: Zosia Kucówna ubrana jak paryżanka na dworcu w Leningradzie ciągnie czystą z gwinta. Wreszcie po drobnych nieuprzejmościach (zdejmowanie skarpetek w poszukiwaniu dolarów) - Finlandia. Celnik (mężczyzna) ma długie, białe włosy i niczego od nas nie chce. W Helsinkach wynoszą kilka trupów - jeszcze niedopitych.
Gramy. Jak można grać w Finlandii "Hamleta" po polsku? Zabawne. Ja, co prawda, oglądałem w Budapeszcie "Otella" po węgiersku i pomimo znajomości sztuki (grałem w niej nawet w 1948 roku rolę Rodryga) niczego nie zrozumiałem.
Potem z Helsinek ruszyliśmy do Leningradu. Wywiozłem stamtąd pamiątkę - Eisernes Kreuz 1939, za 2 $. Pamiątka po sojusznikach.
Ciekawa rzecz, wszystkie carskie pomniki Finowie zostawili, a u nas chce się rozbierać Pałac Kultury.
Na zakończenie - bankiet. Dyrektor fińskiego teatru wznosi toast "Obyśmy nigdy nie mieli wspólnego króla".
Wielki sukces odniosłem również w RFN, w mieście Brema. Grałem Pana Młodego w "Weselu". Miałem brawo po każdej zwrotce, ponieważ Niemcy oszaleli, widząc, że ktoś potrafi mówić tak szybko w tak dziwacznym języku.
Żeby już skończyć z CCCP, prawdziwym zwycięzcą byłem w "Trzy po trzy" Fredry. Znali i epokę, i Fredrę i podobał im się lekki ton przedstawienia. Gdy obrzucony kwiatami zszedłem do garderoby, czekał tam na mnie słynny tenor Kozłowski i usiłował gratulować po polsku, żeby udokumentować swoje polskie, zaszczytne pochodzenie.
Na zdjęciu: Kalina Jędrusik i Andrzej Łapicki w "lekarstwie na miłość".