Miłość, Czechow i rosyjskie historie według Mrożka
Po "Błądzeniu" i "Kosmosie" Jerzy Jarocki pracuje w Teatrze Narodowym nad następną premierą. Tym razem powraca do swojej kolejnej literackiej fascynacji - Sławomira Mrożka.
Wieloletnia przyjaźń między reżyserem a dramaturgiem zaowocowała pamiętnymi w historii polskiego teatru przedstawieniami, m.in. "Rzeźnią" w Teatrze Dramatycznym i "Portretem" w Starym Teatrze w Krakowie. Jarocki przymierzał się również do prapremiery "Miłości na Krymie" w 1994 roku. Ostatecznie wyreżyserował ją Maciej Wojtyszko. Teraz na scenie Teatru Narodowego będzie miał miejsce niezwykły precedens: niechętny wszelkim zmianom w tekście Mrożek pozwolił na nie Jarockiemu.
"Miłość na Krymie" jest sztuką nietypową w dorobku jednego z najważniejszych polskich dramaturgów, rozpoczynającą nowy rozdział jego twórczości w połowie lat 90. Mistrz absurdu zaczął w tym czasie przyglądać się życiu swoich bohaterów z ironią zaprawioną sporą dawką melancholii, a także pytać o rzeczy ostateczne i najważniejsze. Przypomina w tym Czechowa, którego dramaty wyraźnie zainspirowały autora pracującego nad"Miłością...". Zwłaszcza w pierwszym akcie nawiązania do autora "Trzech sióstr" są oczywiste. Siostry Prozorow wyjeżdżają do Moskwy, ale już po godzinie wracają. Na ścianie wisi słynna dubeltówka, która w końcu wypala, a dziedziczka Raniewska ściąga do wiśniowego sadu Tatianę, która będzie jej czytać poezje.
W leniwym rytmie toczy się początkowo życie bohaterów Mrożka, którzy zostaną jednak przez autora przeciągnięci przez ogromną, z epickim rozmachem opisaną burzliwą historię Rosji. Głównym bohaterem stanie się tu także czas. Igra z literackimi oraz teatralnymi konwencjami według Bułhakowa, Gorkiego i Szekspira.
Teatr Narodowy, plac Teatralny 3, premiera: 17.01, spektakle: 18 i 19.01, godz. 19
***
Specjalnie dla "Rz"
Rz: Mrożek opisuje Zachedryńskiego jako niejasną osobistość, a co pan może powiedzieć o granej przez siebie postaci?
Jan Frycz [na zdjęciu], odtwórca roli Iwana Nikołajewicza Zachedryńskiego: Zachedryński to inteligent uwikłany w wir historii XX wieku. Historii Rosji, a do pewnego stopnia także naszej części Europy, która ukazana została przez Mrożka od roku 1910 aż po czasy nam współczesne.
"Miłość na Krymie" jest próbą opisania Rosji z polskiej perspektywy. Jaki jest, według pana, nasz stosunek do tego kraju?
- Żyjemy w dziwnym miejscu, między Paryżem a Moskwą. Rosja to dla nas inna mentalność i kultura, ale jednocześnie - chcąc nie chcąc - ciągle pozostajemy w jakimś stopniu pod jej wpływem. Rozpięci między biegunami fascynacji Rosją a strachem przed nią, wciąż nie potrafimy być wobec niej obojętni. Mówiąc o Rosji, w jakimś stopniu mówimy też często o sobie. Może dlatego nasza polska perspektywa bywa ciekawa, czego dowodem liczne wybitne inscenizacje literatury rosyjskiej Jarockiego, Lupy, Wajdy czy Grzegorzewskiego.
Co fascynuje pana w pracy z Jerzym Jarockim, którego uważa pan za jednego ze swoich mistrzów teatralnych?
- Coraz mniej jest dziś prawdziwych autorytetów. Jarocki pozostaje jednym z niewielu, którym gotów jestem w pracy w pełni zaufać. Jego się słucha po prostu dlatego, że ma się poczucie, iż to człowiek mądry. Poza tym Jarocki jest i zawsze będzie dla mnie przede wszystkim wspaniałym nauczycielem aktorstwa i teatru w ogóle.