Artykuły

Rok bez olśnień na scenie

Podsumowanie roku 2018: teatr. Przedstawiamy nasz subiektywny ranking spektakli teatralnych mijającego roku. Miano najlepszego przedstawienia zyskało "Salto w tył" w reżyserii Maćko Prusaka. Warto zaznaczyć jednak, że nie był to rok wybitny dla teatru w Krakowie - pisze Łukasz Gazur w Dzienniku Polskim.

1. "Salto w tył" [na zdjęciu] według tekstu Oty Pavla w reżyserii Maćko Prusaka, Teatr Ludowy

Zabawny spektakl o życiu sportowców czechosłowackiej kadry. A tak naprawdę rzecz o systemie komunistycznym, dążeniu do spełniania marzeń i wysiłku, który temu towarzyszy A wszystko wpisane w prawdziwy rollercoaster zdarzeń, nieustanne salto w tył, atrakcyjne wizualnie, aktorsko, fabularnie, ujęte w surrealistyczne poczucie humoru typowe dla naszych południowych sąsiadów - przypomnę tylko Pawła Kumięgę mówiącego po norwesku. Ten spektald jest jak historia na styku baśni i rzeczywistości, cudownie zrymowana pod każdym względem przez Maćko Prusaka - od reżyserii po choreografię. Uruchomił on aktorów Teatru Ludowego, sceny, która przy okazji po raz kolejny udowadnia, że od kilku sezonów -pod dyrekcją Małgorzaty Bogajewskiej - potrafi bez kompleksów rywalizować z najlepszymi. Z bardzo dobrym skutkiem.

2. "Murzyni we Florencji" według tekstu Vedrany Rudan w reżyserii Iwony Kempy, Teatr Nowy Proxima

Opowieść o kilku pokoleniach kobiet z jednej chorwackiej rodziny, z których każda na swój sposób mierzy się z traumą. A właściwie traumami. Wieloma. To rzecz o ranach zostawionych przez wojnę, ale i walce o swoje miejsce w patriarchalnym społeczeństwie. Zbudowana w oparciu o monologi opowieść, doprawiona jeszcze absurdalnymi komentarzami dwóch bliźniaków. Przejmujące i bolesne diagnozy na temat życia niekoniecznie na Bałkanach zostają z widzem na długo. Podobnie jak niektóre, przejmujące wręcz role Elżbiety Karkoszki, Anny Tomaszewskiej i Martyny Krzysztofik.

3. "Czarne papugi" według tekstu Alejandro Moreno Jashesa w reżyserii Michała Borczucha w Małopolskim Ogrodzie Sztuki (Teatr w Krakowie im. Juliusza Słowackiego)

To jest nieudany spektakl, ale bardzo udany eksperyment teatralny. Co za paradoks? Jako przedstawienie to dzieło nieudane, momentami niespójne, nużące. Ale dla tych, którzy chcą doświadczyć sposobu pracy jednego z najciekawszych w jego pokoleniu reżyserów - będzie to ciekawe doświadczenie, pozwalające podglądać reżysera i aktorów przy pracy. Zwłaszcza gdy pozwolimy sobie na chodzenie po sali, oglądanie dzieła z różnych punktów widzenia. Właściwie to rozpisana na aktorów wielogłosowa instalacja, bardziej pasująca do galerii sztuki współczesnej niż na scenę teatralną. Ale ponieważ żyjemy w czasach przekraczania granic gatunków to chyba taki eksperyment nikogo nie powinien dziwić.

4. "Pluton p-brane", tekst i reżyseria Mateusza Pakuły, Teatr Łaźnia Nowa

Opowieść o fikcyjnym, choć właściwie możliwym spotkaniu dwóch badaczy nieba zafascynowanych poszukiwaniami pewnej planety. Pierwszy z nich, Percival Lowell, tylko przeczuwał jej istnienie i odszedł w niesławie. Drugi, ClydeTombaugh, odnalazł ją gdzieś w kosmosie. To opowieść o tym, jak wiele zależy od miejsca i czasu, punktu w dziejach, w którym się znajdujemy. Ale i o wielkich marzeniach dorosłych, których źródła tkwią gdzieś w dzieciństwie. Tak jest też z tym spektaklem. Jego punktu wyjścia szukać należy gdzieś w fascynacjach Pakuły i jego pokolenia z dzieciństwa: komiksowych opowieściach o superbohaterach, fantastycznych filmach klasy B, estetyce lat 80. Reżyser bardzo umiejętnie wykorzystał modę na vintage, która opanowała dziś kulturę i trendy.

5. "Akademia Pana Kleksa" według tekstu Jana Brzechwy w reżyserii Piotra Siekluckiego

To akademia dla małych i dużych. Pierwszych uczy wiary w siebie i marzenia, drugich - że nic nie jest tym, czym się wydaje. Tak jak u Brzechwy, u którego literaturoznawcy dopatrywali się przecież odreagowywania na kartkach książki traumy wojennej (dzieci wychodzące przez okno lub armia wilków zalewająca kraj). To próba zmierzenia się z najważniejszymi i bardzo współczesnymi tematami - jak inność i niedopasowanie. Spektakl momentami zmienia się wręcz w fajerwerk teatralny, a momentami - w nostalgiczne odwołanie do znanych z dzieciństwa kadrów. Wystarczy wspomnieć, że na przedstawienie składają się piosenki, którymi pokolenie roczników osiemdziesiątych zostało uwiedzione przez filmy z tej serii - "Witajcie w naszej bajce", "Meluzyna", "Kaczka dziwaczka", "Ratujmy kosmos". Wszystko w nieco bardziej współczesnym brzmieniu, które - choć nie porzuca syntezatorowych dźwięków - wzbogacone jest np. o klubowe techno. Ale jest też coś dla fanów samego Piotra Fronczewskiego - piosenka "Ja jestem King Bruce Lee karate mistrz". Więc nie ma wątpliwości, że twórcy doskonale wiedzą, jak wykorzystać sentyment czterdziestolatków do czasów swojego dzieciństwa i - szerzej - modę na lata 80. A dla nieco młodszych jest cała gama trików ze znanego im świata animacji i gier komputerowych. Dodatkowe punkty za zatrudnienie młodych aktorów-tancerzy.

6. "W ogień!" według tekstu Mateusza Pakuły w reżyserii Wojciecha Klemma, Teatr w Krakowie im. Juliusza Słowackiego Pogmatwana historia człowieka, którego biografia dzieli Polaków. Dla jednych bohater, dla innych - morderca. Mowa o Józefie Kurasiu. W ujęciu duetu Pa-kuła-Klemm to CV rozpisano na kilka dokumentów - od fikcyjnego wywiadu, biografii opowiedzianej na pokaz, po intymne zwierzenia z pamiętnika. Wszystko po to, by maksymalnie rozmontować jednowymiarowe ujęcie tej postaci, stworzyć rodzaj kubistycznego portretu rozbitego na poszczególne figury. Dostajemy opowieść o jednostce (w kilku osobach!) porwanej przez wir historii, próbującej na różne sposoby się odnaleźć. "Ci, którzy nienawidzą ludzi ze skazą, z wewnętrznym cieniem, itp., itd., czyli ci, którzy po prostu nienawidzą ludzi, tutaj się nie odnajdą" - mówi narrator. I trafia w punkt.

7. "Chicago" w reżyserii Wojciecha Kościelniaka, Teatr Variete

Ta scena rzadko gości w podsumowaniach na łamach "Dziennika Polskiego" - nie licząc jej obecności w rubryce "rozczarowań". Tym bardziej cieszy, że udało się w tym wypadku stworzyć spektakl, który udowadnia, że musical nie musi być płytką rozrywką. Zwłaszcza, że mierzy się z mocnymi pierwowzorami - tym broadwayowskim i tym filmowym. Genialna rzecz o szalonych latach dwudziestych, zbrodni, ale i o tym, jak działają media, jak kreują bohaterów i jak potrafią ich w jednej chwili zniszczyć. Wszystko ujęte w znakomitą muzyczną, choreograficzną i kostiumową oprawę. Wojciech Kościelniak znów udowodnił swoją klasę, radząc sobie z takimi mankamentami jak stosunkowo niewielka, biorąc pod uwagę potrzeby musicali, scena. Bardzo udana rzecz, w swojej kategorii niemająca równych sobie w Krakowie.

8. "Gwałt na Lukrecji" według Williama Szekspira w reżyserii Marcina Libera, Teatr Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie

Spektakl dyplomowy studentów IV r. Wydziału Aktorskiego AST w Krakowie mierzy się z Szekspirem. I w tych zapasach z nim młodzi aktorzy wygrywają. Udowadniają, jak męsko-centryczną wizję świata kształtuje nam pisarz i idący z nim pod rękę reżyserzy. Być może momentami zbyt oczywiste są ich spostrzeżenia, a momentami ignorują badania teatrologów, którzy dziś sporo miejsca poświęcają nieortodoksyjnemu odczytaniu sztuk autora "Romea i Julii". Ale podoba mi się energia, zadziomość, gierki z teatrem szekspirowskim. Ciekawa to obietnica na przyszłość.

9. "Rok z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej" według tekstu Pawła Demirskiego w reżyserii Moniki Strzępki, Narodowy Stary Teatr Zespół "Starego" odzyskał energię. I to największa zaleta tego spektaklu, który ma mankamenty, a jego miejsce w rankingu to raczej wyraz nadziei, że po trudnym sezonie scena odbuduje choć częściowo swoją pozycję w pejzażu kulturalnym. Bo jeśli chodzi o spostrzeżenia Demirskiego to wydają się one dość oczywiste i dalekie od typowej dla niego błyskotliwości. Całość jest nieco niedopracowana. A jednak mimo tych niedociągnięć "Rok..." ma swoją siłę rażenia. Zachwyca choćby scenografia - z przewróconą wieżą kościoła św. Andrzeja.

10. "Elementarz Polskiego Patrioty". Tekst: Dawid Barański, Amadou Guindo, Grzegorz Like, reżyseria: Ana Nowicka, Teatr Barakah Kolejny odcinek kabaretowo-te-atralnego cyklu "Noce Waniliowych Myszy", a jednocześnie ujęcie tematu niepodległości bez nakolannej nabożności, jaka nam towarzyszyła w tym roku. A przy okazji śmiech przekraczający granice poprawności politycznej - tak z lewej, jak i z prawej strony, nabijanie się z megalomanii nadwiślańskiej. To kolejna odsłona wojny polsko-polskiej, w której obie strony strzelają śmiechem.

Podsumowanie:

To nie był dobry rok dla krakowskiego teatru. Brakowało olśnień i prawdziwych zachwytów. Wyrwę pozostawił Narodowy Stary Teatr, który dopiero budzi się do życia po letargu z minionego sezonu. Swoje zawirowania przeszła też Łaźnia Nowa - musiała się odnaleźć w nowej sytuacji z nowym dyrektorem. Ale wygląda na to, że znów złapała wiatr w żagle. Ale ciekawe zdarzenia teatralne miały miejsce poza instytuqonalnymi scenami - choćby na festiwalach Opera Rara albo Sacrum Profanum, który zamówił operę "Siostra bogów" u Alka Nowaka do tekstu Olgi Tokarczuk. Oby więcej takich zjawisk!

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji