Artykuły

Sztuka warta obejrzenia

"Czego nie widać" w reż. Marcina Sławińskiego w Teatrze im. Jaracza w Olsztynie. Pisze Ewa Jarzębowska w Gazecie Wyborczej - Olsztyn.

Teatr Jaracza zaczął rok 2006 premierą utworu Michaela Frayna "Czego nie widać" - to zabawna sztuka, w której autorzy śmieją się ze świata teatru.

"Czego nie widać" Michaela Frayna, w reżyserii Marcina Sławińskiego, to komedia o błahych konfliktach, rozgrywających się w teatralnym światku. W pierwszej części oglądamy nerwowe przygotowania do premiery spektaklu "Co widać". Atmosfera prób jest napięta, bo do pierwszego przedstawienia zostało1 kilka godzin. Poznajemy prywatne kłopoty aktorów, które decydują o niedyspozycji na scenie. W drugiej części scena przeobraża się w teatralne kulisy i możemy zobaczyć to, czego zwykle nie widać. Ukazuje się zaplecze: rusztowanie podtrzymujące dekoracje, przygotowane rekwizyty i nerwowe zachowania aktorów. Trzecia odsłona to przedstawienie grane kolejny raz, gdy wszystko "się sypie".

Reżyser stopniuje napięcie i wciąga widzów w życie teatralnego światka. Jak na dobrą farsę przystało w "Czego nie widać" sytuacja się komplikuje, ilość kłopotów ciągle rośnie, a z nimi panika bohaterów. Aktorzy z przedstawienia to zwykli ludzie. Joanna Fertacz jako aktorka Dotty gra chwiejną emocjonalnie gwiazdę. Inspicjentka Poppy (Katarzyna Kropidłowska [na zdjęciu]) jest zazdrosna i chętnie zajęłaby miejsce aktorki Brook (Ewa Pałuska), odważnie prezentującej się w samej bieliźnie i wiernie oddającej stereotyp ćwierćinteligentnej blondynki. Konflikty wywołuje reżyser (Artur Steranko) romansujący z kilkoma kobietami, które dowiadują się o tym.

"Czego nie widać" to sztuka świetnie dobrana do atmosfery zwariowanej noworocznej nocy. Farsa składa się z typowych chwytów komediowych: ukrywania się, kłamstwa i pomyłki. Jednak proste żarty dopracowane do perfekcji przestają być banalne i śmieszą nawet najbardziej wymagających. Aktor spadający ze schodów (Radosław Hebal) nie jest zabawny dlatego, że spadł, ale dlatego, że zrobił to świetnie.

Olsztyniacy pamiętają reżysera Marcina Sławińskiego z farsy "O co biega" i nie będą zawiedzeni, oglądając "Czego nie widać". Autorom udało się odegrać improwizację tak, by nie można było odróżnić, czy pomyłka jest autentyczna czy improwizowana. Tylko spodnie, które jednemu z aktorów powinny spaść zupełnie, zatrzymały się na udach. To wpadka nieplanowana. Czy było ich więcej, trudno ocenić...

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji