Jestem kloszardem
- Teatr upada od samego początku, już jakieś dwa tysiące lat. W tej chwili teatrowi, aktorom w Polsce jest trudniej. Ale czy trudniej znaczy gorzej? - mówiła JOANNA SZCZEPKOWSKA na spotkaniu z sopocką publicznością.
- Czy to prawda, że pani tata, aktor Andrzej Szczepkowski, chciał klepać biedę? - padło pytanie z sali.
- Tak, ale chodziło o panią Biedę - odpowiedziała z półuśmiechem Joanna Szczepkowska [na zdjęciu]. - Tatuś był bardzo dowcipny Chociaż nie wszystkie dowcipy z jego życia nadają się do cytowania.
Aktorka i pisarka opowiadała w sopockim salonie "Polityki" o tym, co jej w duszy gra.
- Jestem bardzo szczególnym kloszardem - wyznała. - Uciekłam ze wszystkich bezpiecznych posad. Z teatru. Akademii Teatralnej, a nawet z wydawnictwa. Robię wszystko, żeby sobie utrudnić życie.
Tak, to typ nieuleczalnego romantyka - przyznaje.
Nie ma poczucia bezpieczeństwa. Żyje pod prąd. Ale ma poczucie, że raz się żyje. I, póki co, stara się nie schodzić z tego tonu.
Szczepkowska, jak mówi, ma jedno zdanie przewodnie: - Szukajcie, a znajdziecie. I dlatego uważa, że najlepsze co można w życiu znaleźć, to ludzie, którzy szukają tego samego, co my Córka aktora i wnuczka pisarza Jana Parandowskiego wyrosła w dwóch światach - pisarskim i aktorskim.
- Pamiętam zapach świeżych książek, które przychodziły do dziadka. To były całe kartony.
Ona wtedy pisywała do szuflady Ale raz w roku, na imieniny Jana, dawała to dziadkowi do czytania. I albo ją potem głaskał po głowie, mówiąc - biedne dziecko, albo bez głaskania stwierdzał - ty będziesz pisać.
Dziś ze śmiechem aktorka wspomina, że pisarką wtedy być nie chciała. A wszystko przez innych pisarzy którzy przychodzili do dziadka. To byli starsi ludzie, jak np. Jarosław Iwaszkiewicz.
- Patrząc na nich myślałam, że pisarze tak szybko się starzeją - mówiła.
Rodzice nie chcieli, żeby była aktorką. Nie wolno jej było chodzić za kulisy. Ale wiadomo, jak to jest z zakazanym owocem. Raz poszła za kulisy
I wystarczyło, żeby się upewnić, że aktorstwo to jest to.
Po latach wie, że to najpiękniejszy zawód, jaki się może człowiekowi zdarzyć. Stresujący niezwykle z jednej strony ale z drugiej - terapeutyczny
- Ale ja mam wrażenie, że jestem obserwatorem. A to się kłóci z moim zawodem. Bo aktor to przecież człowiek obserwowany - mówi.
Nie wie, co będzie dalej. Niedawno otrzymała propozycję napisania scenariusza filmowego albo telewizyjnego. Przedstawiła osiem pomysłów. Usłyszała od zamawiającego, że część z nich jest... za dobra. Że za wysoko podniosła poprzeczkę.
- To była szczególna rozmowa - wspomina aktorka - Przestraszyłam się. Pomyślałam - czy ja żyję w jakimś stawie?
Ale wybrano jej jeden pomysł na serial. Ma być siedem odcinków, siedem osobnych historii, które łączy temat - przypadkowe spotkanie byłych małżeństw.
Pytana o rolę w filmie odpowiada: - Przeczytałam w gazecie, że mam zagrać Marie Curie-Skłodowską. Ale już tak różnych historii doświadczyłam, że wolę poczekać, aż przeczytam, że zaczęły się zdjęcia.
I wtedy będę mogła o niej mówić.
Na pytanie - czy dziś teatrowi w Polsce jest łatwiej, aktorka odpowiedziała: - Teatr upada od samego początku, już jakieś dwa tysiące lat. W tej chwili teatrowi, aktorom w Polsce jest trudniej. Ale czy trudniej znaczy gorzej?
Kiedyś teatr był obszarem wolności. Dzisiaj pewnie nikt by Kordiana w całości nie wysłuchał. Ona odeszła z teatru, ponieważ zadała sobie pytanie - czy jest w stanie realizować cudze pomysły I odpowiedziała, że nie jest w stanie.
- To może brak pokory - wyznaje. - Ale tak jest. Są reżyserzy którzy dyrygują: niech pani stanie tu albo tam.
Otóż ja nie jestem w stanie już... stanąć.