Artykuły

Współczesne chochoły

Szczególnie chciałabym zaprosić na czytanie Tischnera w gmachu PWST. Roman Gancarczyk podjął się naprawdę niełatwego zadania. Przeczyta on publiczności "Chochoła sarmackiej melancholii". To tekst, który ksiądz profesor napisał w latach 70. Zainspirował go spektakl "Wesele" w reżyserii Lidii Zamków - mówi prof. Ewa Kutryś, rektor PWST w Polsce Gazecie Krakowskiej.

Z Ewą Kutryś, reżyserką spektaklu "Ojczyzna Tischnera", rozmawia Paulina Korbut

W ramach Dni Tischnerowskich w sobotę 30 kwietnia zobaczymy Pani spektakl poświęcony księdzu profesorowi. Na czym będzie polegał jego multimedialny charakter?

- Nazwałam go spektaklem multimedialnym, bo będzie wystawiony w ogromnej sali w Auditorium Maximum. Zmieści się tam ponad tysiąc osób. Będziemy komunikować się z publicznością na wielu płaszczyznach. Użyte zostaną fragmenty nagrań z różnych wystąpień publicznych księdza. Usłyszymy także zespół muzyczny Łopuśnianie. Ich występy i multimedialne projekcje będą komentować krakowscy aktorzy. W tym celu posłużą się oni fragmentami "Wesela" Wyspiańskiego. W role komentatorów wcielą się Ewa Kaim, Krzysztof Globisz oraz Jerzy Stuhr.

Dlaczego będą czytać akurat "Wesele"?

- Ksiądz Tischner w swoich tekstach filozoficznych nieustannie komentował otaczającą nas rzeczywistość i w pewnym sensie "nakłuwał" nas, docierając do prawdy o człowieku. Robił to również Wyspiański - w końcu jego dramat to nie tylko historia zabawy weselnej.

Pani przedstawienie to tylko jeden z wielu punktów Dni Tischnerowskich. Na co jeszcze warto się wybrać?

- Myślę, że na wszystko. Dni Tischnerowskie mają wielu adresatów, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Będą debaty z wybitnymi gośćmi, wykłady, których na pewno warto posłuchać. Szczególnie jednak chciałabym zaprosić na czytanie Tischnera w gmachu PWST. Roman Gancarczyk podjął się naprawdę niełatwego zadania. Przeczyta on publiczności "Chochoła sarmackiej melancholii". To tekst, który ksiądz profesor napisał w latach 70. Zainspirował go spektakl "Wesele" w reżyserii Lidii Zamków. Każdego z nas dopadają pojawiające się w nim "chochoły" marazmu - szczególnie w Krakowie. A czym są one współcześnie, dowiemy się już w trakcie wieczoru (śmiech). Głównym punktem wszystkich wydarzeń będzie przyznanie nagrody im. Tischnera. Z ogromną radością zauważam, że co roku zostają nagrodzeni coraz ciekawsi ludzie.

Znała Pani księdza Tischnera osobiście?

- Znałam go tak, jak większość pracowników PWST. Ksiądz profesor zaczął u nas pracować w 81 roku. Jerzy Trela, który pełnił wtedy funkcję rektora, wykazał się wyjątkową odwagą. Zatrudnienie księdza w państwowej szkole nie było bowiem obojętne ówczesnym władzom. Trela pokazał tym samym, że nie pozwoli władzy odsunąć Tischnera od studentów. Wcześniej ksiądz profesor miał u nas tylko gościnne wykłady. Doskonale pamiętam zajęcia, jakie prowadził - to była filozofia ludzkiego dramatu. Byłam wtedy asystentem i dbałam poniekąd o bezpieczeństwo. Na wykłady schodzili się bowiem nie tylko nasi studenci, ale i osoby z zewnątrz. Byliśmy świadomi, że nie wszyscy niestety byli wobec niego przyjaźnie nastawieni...

Czy spuściznę księdza Tischnera może dotknąć choroba współczesnej popkultury?

- Przez nią Karol Wojtyła stał się ikoną, choć tak naprawdę niewielu przeczytało choćby jedną stronę jego traktatów. Odpowiem może trochę przekornie. Pamiętam pogrzeb księdza profesora w Łopusznej. Jerzy Goliński, który był wtedy dziekanem Wydziału Reżyserii, siedział gdzieś z boku, na przydrożnym kamieniu i czekał na kondukt żałobny. Ktoś wtedy podszedł do niego i spytał - Golu, ty też przyjechałeś na pogrzeb? On się wtedy obruszył i powiedział - Na jaki pogrzeb? Ja przyjechałem na zmartwychwstanie tego człowieka. Goliński doskonale wiedział, że dopiero po śmierci profesora przychodzi tak naprawdę czas oddziaływania jego myśli. Popkultura może to wchłonąć i wykorzystać, ale myślę, że Tischnerowi nie grozi taka krzywda, jaką robi się innym popularnym duchownym. On całe życie był skromnym człowiekiem - co widać nawet w woli pochowania go w rodzinnej, maleńkiej Łopusznej. I cieszę się, że to uszanowano. Na pewno nie chciałby splendoru Rakowie.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji