Przedstawienia

Trwa wczytywanie

Jan Wilkowski

O Zwyrtale Muzykancie

reżyseria
Jan Wilkowski
scenografia
Adam Kilian
muzyka
Krzysztof Penderecki
kierownictwo muzyczne
Stanisława Chlebowska
asystent reżysera
Czesława Sadurzanka

Opis przedstawienia

Przedstawienie zatytułowane O Zwyrtale Muzykancie, czyli jak się góral dostał do nieba przeszło do legendy polskiego teatru lalek. Było bez wątpienia jednym z największych osiągnięć tej dyscypliny sztuki w Polsce.

Wielokrotnie podkreślano, że sukces był efektem genialnego zharmonizowania plastyki, muzyki i słowa, a zatem znakomitego artystycznego porozumienia między Janem Wilkowskim jako autorem i reżyserem, Adamem Kilianem jako scenografem i Krzysztofem Pendereckim jako autorem muzyki, bazującej na oryginalnych motywach góralskich.

Jan Wilkowski oparł swoją opowieść na tekstach Kazimierza Przerwy-Tetmajera (zaczerpniętych z Legendy TatrNa Skalnym Podhalu) oraz na pieśniach ludowych. Zafascynowany folklorem góralskim, uczynił go treścią przedstawienia. Sztuka ma trzy piętra fabularne, a co za tym idzie – inscenizacyjne. Pierwsze – to ogólna rama przedstawienia, pomyślanego jako występ grupy „góralskich muzyków i szopkarzy” (według określenia Wilkowskiego). To oni rozpoczynają opowieść o góralskim samorodnym muzyku, Maćku Galicy zwanym Zwyrtałą, który po śmierci poszedł do nieba, a potem na zawsze wrócił do swoich ukochanych gór, bo „hań niebo ka i serce”. Dzieje Zwyrtały na ziemi i w niebie stanowią drugi poziom fabularny, zaś w jego ramach pojawia się poziom trzeci: opowieść Zwyrtały o Janosiku.

W didaskaliach do Zwyrtały Wilkowski zaznaczył, że kluczem dramaturgicznym do sztuki jest metafora „pieśń jest obrazem”, a zasadniczą intencją – „uniknięcie narracji słownej i zamienienie jej na narrację wizualną i przedstawiającą”. Stylizowana gwara splata się z góralską muzyką i pieśniami, zaś plastyka nawiązuje do podhalańskiego malarstwa na szkle. Adam Kilian przepoił folklorem wszystkie elementy scenograficzne. Drewniane lalki (głównie jawajki) w swej rzeźbiarskiej prostocie przypominały ludowe figury – uproszczone i wielobarwne. Obrazy nieba, aniołów i diabłów, św. Piotra i innych świętych nawiązywały do autentycznego podhalańskiego malarstwa, a zarazem miały niepodrabialny, właściwy Adamowi Kilianowi rys humoru i „dziecięcości” (aniołki przypominały rozbrykane dzieci).

Obrazy nieba, aniołów i diabłów, św. Piotra i innych świętych nawiązywały do autentycznego podhalańskiego malarstwa, a zarazem miały niepodrabialny, właściwy Adamowi Kilianowi rys humoru i „dziecięcości”

Wiele informacji o kształcie scenicznym Zwyrtały przynoszą obszerne didaskalia, obecne w sztuce opublikowanej w 1984 roku po raz pierwszy (i jedyny) w antologii Polskie sztuki dla teatru lalek [Wilkowski 1984]. Stąd pochodzą wszystkie cytowane poniżej fragmenty – tak tekstu głównego sztuki, jak i didaskaliów.

W przedstawieniu o Zwyrtale obraz sceniczny stawał się obrazem malarskim. Gdy muzykanci-szopkarze schodzili ze sceny, widzom ukazywała się „płaszczyzna obrazu, w prymitywnej ramie z sosnowego drzewa. Ten obraz jest ekranem, na którym zostanie opowiedziana grą kolorowych cieni Zwyrtałowa śmierć” – napisał Wilkowski w didaskaliach sztuki. O duszę Górala walczą Anioł i Diabeł – walczą dosłownie, z czego jedna lalka wychodzi z guzem, a druga z ułamanym rogiem. „Bójkę przerywa brzęk pękającego szkła. Szeroką rysą pęknięcia płynie przez obraz ku górze Zwyrtałowa dusza. Przysiada na ramie obrazu. Popatruje w dół ku swym doczesnym szczątkom”. Towarzysze Zwyrtały (lalki) „wychodzą z obrazu”, zaś żywoplanowi muzykanci „zdejmują obraz ze ściany, kładą go sobie na ramionach, […] ustawiają się w kondukt. Śpiewają obchodząc wolnym krokiem scenę”. Podczas przemarszu „Zwyrtała siedzi okrakiem na trumnie-obrazie i podśpiewuje”.

Scenę wchodzenia Zwyrtały do nieba po drabinie zapamiętali wszyscy widzowie przedstawienia. Tak opisał ją Jan Wilkowski w didaskaliach swojej sztuki: „Z góry opuszcza się ku ziemi srebrna drabina. […] Zwyrtała wstępuje na szczeble drabiny, pnie się ku górze. Śpiewak [pies Zwyrtały – HW] wyje głucho u stóp drabiny. Zwyrtała spogląda za siebie, wzdycha, pnie się wyżej. Wycie psa umilkło. Z dołu dolatuje tylko cicha muzyka. Rzekłbyś, że to ziemia żegna grajka na wieczność. Pod nogami Zwyrtały przesuwają się szczeble drabiny. Prostokąt pustki błękitnieje. Jeszcze tylko na samym dole osiadła warstwa zieleni. Zwyrtała zatrzymał się i spogląda w dół. […] Idzie wyżej. Głos ziemi coraz cichszy, zielony osad roztopił się już w błękicie zupełnie. […] Idzie wyżej, i jeszcze wyżej. To mu jakaś kometa nad uchem zabzyka, to kierdel chmur drogę zastąpi”.

Zenobiusz Strzelecki zapisał: „Zwyrtała idzie do nieba […]. Jego mała postać unosząca się w przestworzach sprawia, że scenka stała się ogromna, niebo bezkresne, ale nie iluzjonistyczne – malowane jest w pasy niebieskie i chabrowe, które, obniżając się, sprawiają wrażenie, że stary góral pnie się coraz wyżej. Jest już nad turniami (kopczyki spiczaste), jest już w różowych, kłębiastych jak baranki obłokach, w pobliżu słońca, księżyca, gwiazd. Otaczają go pyzate aniołki z rumieńcami, malowanymi czerwoną bibułką, i ze złotymi skrzydłami”. [Strzelecki 1959]

Święty Pieter [sic!] każe Góralowi poczekać pod drzwiami nieba do rana, więc skraca on sobie czas grą na skrzypkach i śpiewaniem, budząc ciekawość aniołków. Nareszcie „Brama otwiera się szeroko, ukazując zachwyconym oczom Zwyrtały niebo kwieciste i kolorowe – jak z malowanki. […] Z góry opuszcza się mnóstwo dzwonków, wielkich i małych. Kołyszą się w prawo i w lewo, wygrywając Zwyrtałowej duszy triumfalne ‘Hosanna’. Zwyrtała wchodzi w głąb tej dzwoniącej i pachnącej kadzidłem przestrzeni”.

Zachwycone aniołki uczą się od Zwyrtały góralskich piosenek, ćwiczą zbójnickiego i chcą skakać przez watrę. Nastrój wyraża nie tylko muzyka, ale i obraz, jak w scenie, gdy grajek uderzył w nutę „rzewną, tęskną, zawodzącą. I tak się naraz w niebie ziemsko zrobiło i góralsko, że z chmur jak spod śniegu wyjrzały kielichy krokusów. Idzie od nich melodia jak zapach”.

Aniołki „ułożyły się dookoła Zwyrtały w ornament z barokowego ołtarza”

Gdy uproszony przez aniołki Zwyrtała zacznie wyśpiewywać dzieje Janosika, powrócą obrazy kadrowane drewnianymi ramami. Wilkowski pisze w didaskaliach, że aniołki „ułożyły się dookoła Zwyrtały w ornament z barokowego ołtarza, w rzeźbiarskie zwieńczenie. Zwyrtała pociągnął smykiem. Akcenty tej przygrywki mają swój wizualny kształt. Jest nim pusta rama z góralskiego obrazka. Powstają te ramki i pryskają jak mydlane bańki i sprowadzają swoim lotem akcję sztuki z nieba na ziemię. A gdy Zwyrtała zaśpiewa – jedna z nich wypełni się kształtem i barwą, a Zwyrtałowa pieśń stanie się obrazem”.

Gdy w ramę obrazu wskoczy zamaszyście lalka Janosika, „niebo gaśnie”, zaś rozwija się opowieść o biedzie i głodzie prostych ludzi oraz przemocy ze strony bogatych panów. Kolejne sceny pokazują udrękę chłopów, ujętą w wyraziste obrazy: „W akcentowanych rytmach dworacy sieka chłopów batami (w jednym obrazie), wynoszą worki ze zbożem (w drugim), padają okrzyki i odzywają się jęki. Każdy taki akcent rzuca jednocześnie w tło obrazu Grafa złoty dukat. W końcówce melodii tło jest wyzłocone aż po górną listwę”.

Udręczeni ludzie błagają Janosika o pomoc, a matka zachęca syna słowami: „Wolno panom chłopów bić, to i chłopom panów”. Obrazy ilustrujące walkę Janosika i jego trzech kamratów z wojskami Grafa zainscenizowane są baśniowo, umownie i teatralnie. Harnasia wspomagają przedmioty magiczne: koszula, pas („opasek”) i ciupaga. Ani „pułki huzarów” i „setki armat”, ani warowne mury zamczyska nie pokonają mścicieli. „Huk, błysk, dym. Olbrzymia kula na balistycznym łuku. Uderzyła w piersi harnasia, odbiła się od niej jak piłka i skończyła swój lot z powrotem w gardzieli armatniej. I znów błysk – to cała armatnia bateria wyleciała w powietrze. Janosik zaśmiał się tylko i zapalił fajeczkę”. Zbójnicy skaczą w środek wojsk nieprzyjaciela, machają ciupagami, a „żołnierze przewracają się sztywno i odtaczają na boki jak figury kręgli”. Na koniec Janosik „rzucił ciupagę w ramę obrazu z zamkiem grafa. Rama pękła. [Janosik] odbił się od ziemi, leci, cucha jak skrzydła orle rozpięła mu się nad głową; skoczył na szczyt zamkowej baszty, postawił stopę na grafowskim karku”. Teraz Janosik „czyni sprawiedliwość”: „wysypuje z zamku złote talary, wytrząsa je jak ze skarbonki w szeroko rozwarte ręce chłopów”.

Dalszą opowieść Zwyrtały o Janosiku przerywają diabły. Walka dobra ze złem przenosi się na wyższe piętro. Anioły „pozdejmowały skrzydła i splunęły w garście. Wrzask, klątwy, pogróżki. Nie wiadomo czym by się to wszystko skończyło, gdyby nie interwencja Archanioła Gabriela, który zaalarmowany krzykiem wleciał na tęczowych skrzydłach między rozjuszonych przeciwników”. Archanioł przegania diabły (jednego „trzasnął w pysk”), po czym Zwyrtała może dalej snuć swą opowieść – O Janosikowym kochaniuO Janosikowej śmierci.

Podstępy Grafa sprawią, że Weronka zwątpi i zdradzi. Ujawni wrogom magiczną moc koszuli, pasa i ciupagi Janosika i pomoże go schwytać. 

Miłość opowiedziana jest tak samo, jak wszystkie poprzednie wydarzenia – pieśnią i obrazem. Janosik i Weronka „przyśpiewują do siebie”, a góry, na których siedzą, pochylają się ku sobie, aż zetkną się szczytami, a wówczas kochankowie padają sobie w ramiona. A jednak podstępy Grafa sprawią, że Weronka zwątpi i zdradzi. Ujawni wrogom magiczną moc koszuli, pasa i ciupagi Janosika i pomoże go schwytać. Następują smutne sceny pojmania, sądu i śmierci. Ostatnim życzeniem Janosika jest prośba o zgodę na zatańczenie zbójnickiego. Harnaś tańczy, a Zwyrtała towarzyszy mu pieśnią, która zostanie na zawsze i ocali pamięć ludowego bohatera. Zasłuchane aniołki najpierw „zachlipały, pociągnęły nosami”, a potem same zaczęły tańczyć zbójnickiego, śpiewając „Janosika imie / nigda nie zaginie / ani na wirsyćku / ani na dolinie”.

Trzeci akt przedstawienia pokazywał niebo, w którym zewsząd słychać góralską muzykę i śpiewy. „Filharmonia niebieska. Święci, święte, aniołowie mali i duzi, archaniołowie w złotych zbrojach i święci instrumentaliści. Stoją w równiutkich szeregach, zgrupowani niczym chór. A na najwyższym stopniu, przed nimi – Zwyrtała ze smykiem podniesionym do góry jak batuta”. Na góralską nutę śpiewa Święta Jadwiga „gwiazdy jak kwiaty zbierając”, i Święty Florian, który „chmury do kierdla zgania”, i Święty Michał „pobożnym zmiataniem komet zajęty”. „Na niebieskiej polanie krąg aniołów wokół ogniska. Tańczą, śpiewają, skaczą przez płomienie”.

Święty Piotr stwierdza, że dalej tak być nie może i proponuje Zwyrtale, by zechciał pójść gdzie indziej – na przykład na którąś z gwiazd. On jednak woli wrócić tam, skąd przyszedł, mówiąc „jo i tam niebo najdem!”. Czule żegnany przez aniołki i wszystkich świętych, na pożegnanie całuje w rękę Świętego Piotra i wyrusza w powrotną drogę na dół, wypowiadając ostatni monolog, który głęboko zapadał w pamięć wszystkich widzów:

Wyszedł Zwyrtała za niebieska bramę i zaczął powrotną wędrówkę. Schodzi coraz niżej i niżej, punkt światła w ciemnej nocy, opadająca gwiazda. Idem – ku ziemi… Ku ziemi! Beem se chodzieł po lasak, po dolinach grajęcy. Beem strzóg, coby starodawne nuty nie wymarły. Siednie hłopak z gęślami przi owcak – zagram mu cichućko za turnie. Zaśpiéwo dziéwce za krowami w upłazie – pomogem jej. A nie bedzie nikogo, to bedzie woda po potokach, bedom stawy zamarżnione, bedzie las… Mnie sie hań za niebe nie zacnie. Ja kiek zeł, tak nieraz Pana Boga prosieł coby mi po śmierzi jino w halak ostać podzwoleł. Ja o inkse niebo nie stojem. Mnie hań niebo ka i serce..”.

Kilka miesięcy po premierze (w dniach 3–18 czerwca 1959) w ramach Sezonu Teatru Narodów w Paryżu Teatr Lalka zaprezentował dwa przedstawienia: Guignola w tarapatach oraz O Zwyrtale Muzykancie…. Jan Wilkowski został wówczas wyróżniony Dyplomem Międzynarodowej Młodej Krytyki (Le Cercle International de la Jeune Critique) jako „najwybitniejszy lalkarz Sezonu 1959 Teatru Narodów” („le Meilleur Marionnettiste de la Saison 1959 du Théâtre des Nations”).

Przedstawienie Zwyrtały przeszło do legendy i uznawane jest za największe osiągnięcie polskiego teatru lalek. Niemiecki lalkarz, Harro Siegel, napisał w 1960 roku, że było to „najlepsze przedstawienie w historii lalkarstwa światowego” [cyt. za: Waszkiel Marek 2012, s. 333]. Po wizycie Lalki w Spoleto, zachwycony Vito Pandolfi stwierdził: „[…] baśń adaptowana i reżyserowana przez Jana Wilkowskiego, poprzez folklor wiąże się z Chagallem i Klee, z poezją Pasternaka i reżysera Wachtangowa” [cyt. za: Jurkowski 2006, s. 123].

Wiesława Domańska na określenie specyficznego zmysłu teatralnego, jaki przejawiał Jan Wilkowski jako dramatopisarz i reżyser w jednej osobie sformułowała termin „dramaturgia inscenizacyjna”. O Zwyrtale Muzykancie pisała: „Wyjątkowość tej sztuki nie jest sprawą samego tematu, ale sposobu jego teatralnego przyswojenia. O jej najwyższej wartości stanowi zawarta w tekście formuła inscenizacyjna. Nie da się w tej sztuce oddzielić słowa od teatru” [Domańska 1970, s. 5].

Po kilkunastu latach Jan Wilkowski i Adam Kilian dokonali powtórzenia prapremierowej inscenizacji Zwyrtały – w gdańskim Teatrze Lalki i Aktora Miniatura (premiera: 26 maja 1972). Wcześniej i później mierzyli się ze sztuką także inni reżyserzy (Stanisław Ochmański, Joanna Piekarska, Włodzimierz Dobromilski, Krzysztof Rau, Grzegorz Lewandowski, Maciej K. Tondera, Bohdan Głuszczak, Konrad Dworakowski), ale nikomu nie udało się powtórzyć sukcesu pierwszej wersji.

Bibliografia

  • Damulewicz Piotr, Spowiedź w drewnie, czyli rzecz o Janie Wilkowskim, Białystok 2002;
  • Domańska Wiesława, Dramaturgia inna, „Teatr Lalek” 1970, nr 4;
  • Domańska Wiesława, Wstęp do: Polskie sztuki dla teatru lalek. Antologia, wybór i opracowanie Wiesława Domańska i Stanisław Wilczek, Łódź 1984;
  • Jan Wilkowski. Dokumentacja działalności, oprac. Marek Waszkiel, Łódź 1995;
  • Jurkowski Henryk, Moje pokolenie, Łódź 2006;
  • Rogacka Joanna, Rembowska Aleksandra, Teatr Lalka 1945–2015, Warszawa 2017;
  • Rogacki Henryk Izydor, Sceny z życia sceny. 49 tekstów o teatrze, Warszawa 2013;
  • Strzelecki Zenobiusz, O Zwyrtale Muzykancie, czyli jak się Góral dostał do nieba, „Teatr” 1959, nr 5 (przedruk w: 100 przedstawień teatru lalek. Antologia recenzji, 1945–1996, pod red. Marka Waszkiela i Lucyny Kozień, Łódź 1998);
  • Teatr Lalka 1945–1995, wydawnictwo jubileuszowe, Warszawa 1995;
  • Waszkiel Halina, Dramaturgia polskiego teatru lalek, Warszawa 2013;
  • Waszkiel Marek, Dzieje teatru lalek w Polsce 1944–2000, Warszawa 2012;
  • Waszkiel Marek, Jan Wilkowski, http://www.marekwaszkiel.pl/2017/11/19/jan-wilkowski/;
  • Wilkowski Jan, O Zwyrtale muzykancie, czyli jak się stary góral dostał do nieba, [w:] Polskie sztuki dla teatru lalek. Antologia, wybór i opracowanie Wiesława Domańska i Stanisław Wilczek, Łódź 1984;
  • Wiśniewska Jolanta Ewa, W poszukiwaniu „złotego klucza”. Polska twórczość dramatyczna dla teatru lalek (1945–1970), Łódź 1999.

Halina Waszkiel (2018)

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x