Artykuły

Wszędzie pozostawiał po sobie dobrą pamięć

Przez całe jedenaście katowickich lat Jerzego Zegalskiego pozostawałam z nim w oficjalnych relacjach. Ale czułam, że sprzyja młodej recenzentce, a nawet mnie lubi, choć czasem różniliśmy się w ocenach. Wiele się od niego nauczyłam; o sztuce interpretacji, o budowaniu teatralnej rzeczywistości, o wieloznaczności słów - zmarłego 9 listopada reżysera i byłego dyrektora Teatru Śląskiego w Katowicach wspomina Henryka Wach-Malicka w Dzienniku Zachodnim.

Dziś pochowamy na krakowskim cmentarzu Jerzego Zegalskiego, utalentowanego reżysera i jednego z najlepszych dyrektorów w dziejach Teatru Śląskiego, którym kierował w latach 1981-1992. Katowice zrazu miały być tylko kolejnym przystankiem w jego wędrówkach po Polsce; Jerzy Zegalski wyznawał zasadę, że artysta powinien zmieniać adres i miejsce pracy, bo to chroni go przed rutyną i rozleniwieniem. Ale stało się inaczej - pan Jerzy znalazł w Katowicach nie tylko dobrą aurę dla swojej twórczości scenicznej, ale także grono przyjaciół, z którymi utrzymywał kontakt i po odejściu z Teatru Śląskiego. Przez piętnaście ostatnich lat bywał u nas na premierach, jubileuszach, a czasem przyjeżdżał z Krakowa do Katowic tylko dlatego, że po prostu, jak mówił, stęsknił się za starym gronem. Bywało, że z kolegami z "Wyspiańskiego" spędzał święta, czasem wyjeżdżał z nimi na wakacje, na katowickiej scenie świętował też w 2001 roku pięćdziesięciolecie swojej pracy teatralnej.

Jerzy Zegalski urodził się 28 marca 1927 roku w Poznaniu, studia reżyserskie ukończył w warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w 1950 roku. Pracował na scenach całej Polski, szybko zaczął też pełnić funkcje dyrektorskie - szefował teatrom w Zielonej Górze, Białymstoku, Poznaniu, Łodzi i oczywiście w Katowicach.

Dyrektorem był wymagającym, lubił jednak ludzi, nie miał talentu i zamiłowania do intryg, więc wszędzie pozostawiał po sobie dobrą pamięć. Podobnie oceniali go studenci szkół teatralnych w Warszawie i Krakowie; w tej ostatniej Jerzy Zegalski był nie tylko wykładowcą, ale także dziekanem Wydziału Reżyserii, a potem prorektorem.

Imponował rozległą wiedzą, nie tylko z teorii teatru i dramatu, ale także historii sztuki i muzyki. Uwielbiał operę, często porównywał różne wykonania tych samych partii przez różnych śpiewaków, miał doskonałe rozeznanie światowej fonografii i potrafił wybrać się na interesujące go przedstawienie do odległego miasta. W jego dorobku reżyserskim znalazło się wiele przedstawień muzycznych, przez trzy lata był etatowym reżyserem Opery Śląskiej w Bytomiu. Drugą pasją pana Jerzego była literatura niemiecka, zwłaszcza okresu romantyzmu i ekspresjonizmu. Świetnie znał język, czasem tłumaczył z niemieckiego eseje, fragmenty tekstów i opracowania.

Cenił sztukę niekonwencjonalną, interesował się teatralną awangardą, przede wszystkim był jednak wyznawcą "sensu słowa". Przez pół wieku swojej pracy w teatrze wyreżyserował około stu przedstawień, w znakomitej większości z polskiej i światowej klasyki. Nie lubił chodzić utartymi ścieżkami interpretacyjnymi, a w znanych sztukach doszukiwał się nieodkrytych znaczeń. Aktorów czasem to denerwowało, mówili nawet, że Misiu - takie Jerzy Zegalski miał w teatrze pseudo - znów rozbiera Szekspira na czynniki pierwsze, ale w końcowej fazie prób zmieniali zdanie. Okazywało się, że godziny drobiazgowej analizy składają w nową jakość, a spektakl zbiera pochwały publiczności i recenzentów. Trudno wymieniać wszystkie realizacje Jerzego Zegalskiego, ale były wśród nich dramaty Juliusza Słowackiego, Adama Mickiewicza, Zygmunta Krasińskiego, Sofoklesa, Moliera, Szekspira, ale także Witkacego, Samuela Becketta, Bertolta Brechta. Interesował się dramaturgią współczesną i chętnie ją wystawiał. Przez jedenaście lat dyrektorowania Jerzego Zegalskiego w Teatrze Śląskim nasza scena imponowała zróżnicowanym repertuarem i dobrym aktorstwem. Jeśli nawet tęskniliśmy czasem za odważniejszym eksperymentem twórczym czy zgoła skandalem, dyrektor Zegalski przestrzegał swoim tubalnym głosem: "Najpierw porządne rzemiosło, potem szaleństwa.".

Prywatnie był człowiekiem z ogromnym, choć specyficznym poczuciem humoru. Kochał długie dyskusje na wszelkie możliwe tematy i biesiady, które przygotowywała jego żona Halina z okazji swoich i jego imienin. Lubił dobre jedzenie, znał się na wybornych trunkach, doceniał przyjemności życia. Rzadko deklarował przyjaźń, ale jeśli już kogoś polubił, to bezwarunkowo. Przez całe jedenaście katowickich lat Jerzego Zegalskiego pozostawałam z nim w oficjalnych relacjach. Ale czułam, że sprzyja młodej recenzentce, a nawet mnie lubi, choć czasem różniliśmy w ocenach. Wiele się od niego nauczyłam; o sztuce interpretacji, o budowaniu teatralnej rzeczywistości, o wieloznaczności słów.

Dopiero gdy wyjeżdżał z Katowic, poprosił, bym mówiła mu po imieniu, co uznałam za wyraz szczególnej sympatii wobec dzielącej nas różnicy wieku. Dziś będę Cię, Jurku, żegnać, ale Cię nie zapomnę.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x