Artykuły

A bodaj ci nóżka spuchła

"Dożywocie" w reż. Bogdana Cioska w Teatrze im. Osterwy w Lublinie. Pisze Grzegorz Józefczuk w Gazecie Wyborczej - Lublin.

Dobry aktorsko spektakl ze świetnym Jerzym Rogalskim w roli lichwiarza, dzięki któremu spełnić może się miłość.

Na pytanie, czy sztuki Aleksandra Fredry, a "Dożywocie" specjalnie, są aktualne, odpowiedź jest pokrętna: trochę nie, trochę tak. Nie - choćby z tego prostego względu, że kluczowe, tytułowe słowo "dożywocie" oznacza pewną sytuacje finansową, która dziś w naturze nie występuje. Zatem słowo to jest dla widza skojarzeniową czarną plamą, w jego wyobraźni nie ożywia żadnych obrazów, wspomnień czy uczuć. Gdyby chodziło o "kredyt", to co innego, każdy mógłby sytuacje bohaterów jakoś przypasować do siebie. Nie wiadomo więc, o co ten cały raban na scenie. Z drugiej jednak strony ideowa zawartość "Dożywocia", wyrażająca się choćby pytaniem, które stawia zubożały szlachcic Orgon: co u ciebie w większej cenie, czy pieniądze, czy sumienie? - jest nadzwyczaj aktualna, by nie powiedzieć, że nawet ponadczasowa. Tyle że to z kolei, bodaj ci nóżka spuchła, frazes i banał.

Bardzo kusi i ciekawi natomiast taka teza: Fredro ukazuje ludzkie oblicze zła, pokazuje, jak zło czyni dobro. Bo dzięki lichwiarzowi może się spełnić szczęście miłości. Cokolwiek by gadać, warto przytoczyć Tadeusza Żeleńskiego-Boya, który napisał: "Bo tak już było przeznaczone, aby dookoła nazwiska Fredry skupiały się wszystkie największe banialuki, jakie kiedykolwiek kołysały ucho Polaków słodkim dźwiękiem mowy ojczystej".

Popatrzmy jednak na "Dożywocie" przez operowe okulary. Mniejszą wagę przyłóżmy do treści tam, gdzie mocno wyliniała, przyjrzyjmy się, co wyprawiają aktorzy. A trzeba przyznać, że mają się doprawdy dzielnie, chociaż nie zawsze można zrozumieć, co mówią ośmiozgłoskowcem fredrowskim.

Niewątpliwie reżyser Bogdan Ciosek stworzył wzorowo poskładaną całość, z tempem i dynamiczną, bez dłużyzn, świetnie zadbał o role dalszoplanowe, aby budowały społeczną panoramę. Do historii lubelskiej sceny powinny przejść dialogi Łatki (Jerzy Rogalski, którego fizis jest chaplinowską mieszanką komediowo-dramatyczną) i Twardosza (Roman Kruczkowski genialnie oddał istotę "twardości", mówiąc językiem marketingowym, negocjacji finansowych). Moment kiedy Leon Birbancki (Jacek Król) próbuje się powiesić, a Łatka go odwodzi od tego kroku, ogląda się z prawdziwą teatralną przyjemnością. Orgon Andrzeja Golejewskiego jest również rolą bardzo kunsztownie przemyślaną. Jest zatem co oglądać. Ramotka, nie ramotka, a Łatka na koniec wybiega z chichotem w publiczność, więc pamiętajmy, że jest gdzieś wokół nas.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x