Artykuły

Dramat idei

"Geniusz sierocy" jest sztuką historyczną o wojennych planach Władysława IV przeciwko Turkom, udaremnionych przez anarchiczny żywioł szlachecki, a spełnionych dopiero przez Sobieskiego. Zrozumiałe jest, że autorka podjęła swe studium polityczno-społeczne ze świadomym rewizjonizmem, odbrązawiając heroiczną legendą sienkiewiczowską tych czasów. W tym rewizjonizmie leży pierwsza wartość sztuki, ukazującej zarodki upadku Polski wolno-elekcyjnej, zagrożonej nawałą turecką, rosnącą potęgą Moskwy i buntami kozackimi, uwikłanej przez polityką Wazów w spory wyznaniowe i w dynastyczne wojny szwedzkie. Perypetię dramatu rozgrywają siły historyczne. Protagonistą jest rycerski, opromieniony sławą król wraz z otoczeniem światłych statystów. Antagonistą - masa szlachecka, lękająca się zagrożenia wolności przez królewską władzę, rosnącą z wojennymi zwycięstwami. Jednak te postacie dramatu nie są egzystencjalne, to raczej typy i symbole działających sił. Król nie jest pełną osobą, obdarzoną i zaletami i wadami (podobnie jak jego adherenci) - skąd płynęłyby napięcia wewnętrzne. Jest pozytywnym symbolem władzy, krępowanej przez złotą wolność szlachecką, jest jakby geniuszem narodu, osieroconym w tymże narodzie. Podobnie antagonistyczna galeria gardłujących panów braci ustawiona jest zdecydowanie negatywnie, choć np. niedawne wojny dynastyczne czy niewykorzystanie zwycięstw orężnych mogłyby usprawiedliwić niechęć szlachty do wypraw poza granice kraju i do wielkich koalicji wojennych. Zaślepienie jest pełne. Skutkiem tej metody "białe-czarne" - jest wyraźne ustawienie funkcji dramatu jako antynomii sil historycznych zacofania i postępu, oraz uzyskanie dobitności tego przeciwstawienia.

Że postać Władysława IV jest reprezentacyjna a nie egzystencjalna świadczy okoliczność, że przegrana jego nie rozgrywa się naocznie w bezpośrednim starciu ze szlachtą, że scena rodzinna jest zaledwie muśnięta, że król umiera przed aktem III, w którym jego linią kontynuują Ossoliński - "jezuita" twardej ręki i Kisiel - prawosławny Rusin. Żadna z postaci nie odbywa ewolucji w toku dramatu i zależnie od okoliczności. Każda jest stałą i niezmienną siłą, jako wysublimowany homo politicus. Toteż zakończenie dramatu jest rozwiązaniem losów nie osób lecz wypadków politycznych, ujętych w katastrofę i refleksyjną apostrofę końcową. Patrzymy w toku akcji na wycinek historii, której polityczny autentyzm nie liczy się z funkcjonalnością postaci scenicznych, które zjawiają się, by niebawem zniknąć w tle, lub pokazują się dopiero pod koniec sztuki. Inne ukazują się epizodycznie, nie wpływając na bieg akcji. Można tą nową fakturę określić jako dramat sił, czy idei. Autorka wyznaje, że czuła ten temat, poczęty przed 20 Laty jedynie w dramatycznym ujęciu i przy tej koncepcji trwa. Całość dramatu ujmuje widza sumiennym i żarliwym obrachunkiem z przeszłością, mającym pełny walor aktualności. Szczególnie piękny jest język sztuki, nie archaizowany świadomie, lecz wynikający samorzutnie z uroku obcowania z poezją i retoryką siedemnastowieczną.

Inscenizator szukał wzmocnienia wyrazu dramatycznego dla tego historycznego fresku o cechach schematycznych i epickich, a przedstawienie dało wyraz tej ambicji oraz pietyzmowi dla sztuki. Nadał mówieniu tekstu i grze temperament gorączki i gwałtowność wybuchowych namiętności, wyprowadzając trafnie dialogi i sytuacje, szczególnie interesujące w scenach zbiorowych. Wypięknił i wyszlachetnił postać króla (J. Kaliszewski), Ossolińskiego (T. Szaniecki) i Kisiela (F. Pieczka). Zdynamizował tłum braci szlacheckiej, nie szczędząc najczarniejszych barw dla zobrazowania środowiska tępych pieniaczy i hałaburdów, choć to byli w potrzebie także dzielni żołnierze i ziemianie, nieraz zabawiający się piórem. Nawet biskup Leszczyński (J. Korecki) kipiał mimo dostojności od nieskrywanego gniewu a Radziwiłł (J. Przybylski) ledwo chował pod pozorami bigoterii sobiepańskie odruchy chytrusa. Ten ton gwałtownej ekspresji - jako nowy i bardzo współczesny styl gry - panował jednolicie w całym przedstawieniu i jest bez wątpienia poważnym osiągnięciem reżysera i zespołu. Jedynie sceny sejmowe uległy grubemu przerysowaniu w kierunku melodramatycznego demonizmu czy wyjaskrawionej krzykliwości.

Na dobrym tle "zmierzchu rycerstwa" z antagonistycznymi kukłami karykaturującymi bezrząd, doskonale rysowały się sylwetki aktorów, wytypowane plastycznie z dobitną wyrazistością. Przestylizowany styl historyczny ubiorów, jakby aluzja autentyzmu, łączył się z inwencją kolorystyczną.

Teatr Ludowy po tym dużym wysiłku, poświęconym współczesnemu dramatowi polskiemu, zapowiada następną sztuką Dąbrowskiej o Śmiałym, związaną z okresem Milenium. Oto nieoczekiwany sukurs, który teatr nasz otrzymał od znakomitej prozaiczki.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji