Artykuły

Słowa zamieniam w obraz

Od 21 października do 31 grudnia 2005 r. mieszkańcy Budapesztu mogą oglądać na trzech dużych wystawach łącznie sto dzieł prof. Józefa Szajny. - Ja słowa zamieniam w obraz, czasem ostrzegam, często protestuję, ale w tym jest także mój optymizm - mówi Szajna.

Grecka lekarka Nika Karanikola przyjechała do Budapesztu z rodzinnej miejscowości nad Morzem Egejskim miedzy Atenami i Salonikami tylko po to, by zobaczyć z bliska Józefa Szajnę i jego dzieła. Zachęciło ją obejrzenie w greckiej telewizji sztuki "Replika" Szajny. - Jego dzieła nie są w odbiorze łatwe, ale przy bliższym zapoznaniu się z nimi, przemówiły do mnie - dzieliła się wrażeniami. - Szajna dużo mówi samymi dłońmi, palcami, ruchami całych rąk. Swoimi obrazami, słowem, a także z pomocą gestykulacji przekazuje nam swoje obawy i strach przed przemocą. Uświadomił mi, że każdy człowiek ma w sobie obok dobra także zło, które się w nim czasem wyzwala. Szajna pokazuje nam piękno, lecz uświadamia zarazem, że obok jest tez brzydota - symbol wszystkiego, czego człowiek nie załatwił, z czym się nie uporał usiłując porządkować świat.

W Akademii sztuki

Od 21 października do 31 grudnia 2005 r. mieszkańcy Budapesztu mogą oglądać na trzech dużych wystawach łącznie sto dzieł prof. Józefa Szajny, pochodzącego z Rzeszowa wybitnego malarza i twórcy współczesnego teatru. Większość przywieziono z rzeszowskiej Szajna - Galerii przy Teatrze im. Wandy Siemaszkowej. Ekspozycje te są w samym centrum Budapesztu - w Uniwersytecie Sztuki, siedzibie Związku Artystów - Plastyków i Instytucie Kultury Polskiej.

Galeria Uniwersytetu Sztuki mieści się w rzadkiej urody budynku z czasów Austro - Węgier, stropy w nim mają prawo zachwycić każdego, kto choć trochę jest uwrażliwiony na piękno. W sali wystawowej, o naturalnym oświetleniu niezwykle dramatycznie prezentują się słynne kukły [na zdjęciu] i obrazy olejne. Do rzeszowskiej kolekcji artysta dołączył unikalne, o niebywałej ekspresji płótna, które przechowuje w domu.

W "Platanie" i u "Plastyków"

Do galerii "Platan" przy Instytucie Kultury Polskiej wchodzi się prosto z chodnika przy ruchliwej ulicy Andrassy. Szajna pokazuje tu dwie swoje najbardziej znane formy przestrzenne: "Ścianę butów" i "Drang nacht Westen, drang nacht Osten", obrazy z cyklu "Mrowisko" i collagae. Ta ekspozycja jest niezwykle wyrazista, bo świetnie zaaranżowana na tle białych ścian.

W siedzibie Związku Artystów Plastyków w dwóch salach stoi słynny "Partyzant" - kultowa już forma przestrzenna, a na ścianach wiszą obrazy i rysunki. - Myślę, że na tle tych wysokich, białych ścian zachowują one swoja odrębność tworząc zarazem całość - zastanawia się szefowa tej galerii Marta Simonffy, prezes Związku Artystów Plastyków w Budapeszcie, która pod wpływem Magdaleny Abakanowicz specjalizuje się w tkaninie artystycznej.

Młodzież pyta jak żyć

Te trzy wernisaże odwiedziły już rzesze mieszkańców Budapesztu. To jest miarą sukcesu Szajny, jak również Zbigniewa Rybki, dyrektora rzeszowskiego Teatru im. Wandy Siemaszkowej, który wcześniej na Słowacji, Ukrainie i w Meksyku zorganizował i nadal wytrwale organizuje zagranicą pokazy sztuki i teatru wielkiego artysty. Miarą tym większą, że najwięcej przychodzi młodzieży. Zgrabne, ładnie ubrane dziewczyny jeśli nie zadawały pytań, to widać było, że chłoną to, o czym mówi Szajna. Chłopcy luzacko rozwaleni w krzesłach bystro wpatrywali się w Szajnę - widać było, że autentycznie interesuje ich to, co artysta ma im do powiedzenia.

Młodzi pytali jak żyć, jak się w tym trudnym i zwariowanym świecie odnaleźć. - Coraz więcej rodzi się na świecie karzełków i każdy z nich ma coraz większe nazwisko. Strzeżcie się ich - odpowiadał im Szajna.

Koszmary i piękne sny

- Są w jego pracach koszmary, ale też piękne sny - recenzowała Szajne na żywo Marta Nekemeth, studentka socjologii Uniwersytetu w Budapeszcie. Tinea Jerger, która studiuje w Budapeszcie socjologię i polonistykę powiedziała: - Jego dzieła są tak mocne, tak dobitne, że prawie bolą Ester Szablyar, młoda dziennikarka z opiniotwórczego dziennika "Nepszabadsag" dodała, że zna niewielu artystów, którzy jak Szajna jeżdżą i chce się im protestować przeciwko głupocie i okrucieństwom. Zwłaszcza, gdy są w wieku tak szlachetnym!.

- Ja słowa zamieniam w obraz, czasem ostrzegam, często protestuję, ale w tym jest także mój optymizm - odpowiadał Szajna. - Wmawiano mi katastrofizm a ja nikogo nie chce przerazić. Na te moje trzy wystawy w Budapeszcie wystarczy jeśli przyjdziecie po to, by wypić trzy lampki wina. To mi najzupełniej wystarczy! - żartował. I dzielił się z młodymi grudkami ziemi rozrzuconymi wokół "Partyzanta". Następnie puścił im dziecięcego bączka - symbol ruchu. - Młodość to jeden mały oddech. Ale ten oddech warto zostawić gdzieś jako swój ślad - dodał.

Szajna obok Picassa

Swój trwały ślad w Budapeszcie ma Szajna obok Picassa w Muzeum Sztuki Współczesnej im. Ludwiga. Jest tam fragment scenografii do jego sztuki "Replika", z którą zjeździł cały świat. Picasso zostawił na zawsze w tym samym muzeum dwa obrazy - "Matadora" i "Muszkietera"..

Maciej Szymanowski, dyrektor Instytutu Kultury Polskiej w Budapeszcie przyrzeka, że zaprosi "Deballage", inną sztukę Szajny, którą artysta wyreżyserował w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej. - Szajna to takie działo, z którego jak się wystrzeli - sukces murowany! - żartował. - To byłoby ukoronowanie obecności Szajny w Budapeszcie, byłaby w tym jakaś konsekwencja - ripostował od razu dyr. Zbigniew Rybka.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x