Artykuły

Cuda i knoty

Może gdybym widział więcej niż widziałem, moje teatralne puzzle anno 2010 wyglądałyby inaczej. Ale że inaczej już nie będzie, oto one - pisze Tadeusz Nyczek w Przekroju.

Dwa spektakle teatru muzycznego: "Lalka" w inscenizacji Wojciecha Kościelniaka (Teatr im. Baduszkowej w Gdyni - na zdjęciu) i "Les Miserables" wystawiona przez Wojciecha Kępczyńskiego w warszawskiej Romie. Pierwsza samodzielniejsza i przez to śmielsza, druga perfekcyjna w ramach zaadoptowanego formatu.

I drugi duet, z teatralnego offu: "Kompleks Portnoya" w warszawskim Teatrze Konsekwentnym, dzieło scenariuszowe, reżyserskie i aktorskie Adama Sajnuka, oraz "Szyc" Levina wyreżyserowany przez Anę Nowicką w koprodukcji krakowskiego Teatru Barakah i tarnowskiego Teatru im. Solskiego. Oba inteligentne, równo zagrane, w dodatku prapremiery świetnych tekstów.

Ciekawe... Cztery spektakle i żaden z teatralnego mainstreamu... Ta koincydencja i ta symetria samemu wydaje mi się niepokojąca, tym bardziej, że w "Szycu" i "Portnoyu" występują na dodatek dwie czwórki aktorskie, po dwie kobiety i po dwóch mężczyzn... Ale przysięgam, nie umawiałem się na takie sztuczki niemal jak z kabały, samo wyszło.

No to dla równowagi kilka poszczególności powyjmowanych z dzieł nie do końca doskonałych, bo po prostu wewnętrznie nierównych. Tu zdecydowanie prowadzi II część (II akt?) autorskiego "Końca" Krzysztofa Warlikowskiego, zachwycająca inscenizacyjnie i aktorsko w odróżnieniu od chaotycznej i mocno mętnej części pierwszej.

Wrzucam też do tej puli dwie role aktorskie, kompletnie różne, ale równie mocne i na swój sposób odkrywcze: Mariusz Saniternik jako król Lear (w szekspirowskiej inscenizacji Krzysztofa Jasińskiego w Teatrze STU) i Dominika Kluźniak jako Nina Zarieczna w "Mewie" Czechowa z Teatru Narodowego (reż. Agnieszka Glińska). Znaleźć coś prawdziwie nowego w arcyklasycznej roli to sztuka zaiste nader rzadka, a obojgu państwu przecież się udała, z niemałym wsparciem obojga reżyserów.

O miano Knota Roku walczą we mnie dwa spektakle z dwóch różnych światów, więc nie będę wybierał, tylko w żalu i smutku doniosę: to kameralny nonsens pt. "Historia miłosna" w warszawskim Współczesnym w antyinscenizacji Natalii Sołtysik, oraz wielki paw wykonany przez Michała Znanieckiego - przy pomocy "Eugeniusza Oniegina" w Operze Krakowskiej - na trumnę z prochami nieszczęsnego Piotra Czajkowskiego. Zawsze mówiłem, że najgorszy jest kicz awangardowy.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x