Artykuły

Tramwaj "Pożądanie"

Rozszerzając skalę repertuaru, teatr w londyńskim Ognisku chyba po raz pierwszy w historii emigracyjnych usiłowań teatralnych zwrócił się w stronę współczesnego dramatu obcego.

Tennesse Williams: "A Street Car Named Desire"ukazał się w 1947 w Nowym Yorku; w 1949 - grano ją w Londynie z Vivian Leigh w roli głównej, reż. L. Olivier

Pożądane jest zetknięcie widzów, którzy w olbrzymiej większości nie oglądają teatru obcojęzycznego z utworami zdecydowano się jednak za późno. Na naszych oczach prawie z roku na rok Williams stał się pisarzem już wczorajszym. W tej chwili ostatni krzyk mody a może potrzeby wewnętrznej stanowi groteskowa, szydercza, cyniczna, wizja świata. Zarysowana przez Durrenmatta, Becketta, Ionesco i Pintera, kto wie czy wystawienie znakomitej "Policji" Mrożka należącej już do tego nowego kręgu widzenia, nie natrafiło na opory właśnie z tej przyczyny, że pośrednie ogniwo edukacji teatralnej nawiązano z tak dużą zwłoką.

Może dlatego, że dramat Williamsa stał się już po trochu utworem historycznym, zabrzmiał ze sceny Ogniska o wiele mniej szokująco niż przed laty. Złagodziło szok takie jego ujęcie przez Kielanowskiego. Przytłumił on jaskrawości, ściszył brutalne tony, szedł raczej w kierunku sztuki psychologicznej niż naturalistycznej obrazu środowiska. Podkreślił melodramatyczność, ale nie zatracił tego co jest siłą utworu: zagęszczenia, skłębienia aury seksualnej, ostrego rysunku charakterów i konfliktów.

Reżyserowi udało się znaleźć wykonawców zdolnych podźwignąć główne role. Blanche du Bois i Stanleya Kowalskiego. Dla tych dwóch kreacji warto było wystawić dzieło Williamsa. Dygatówna okazała się jako aktorka już w pełni dojrzała. Jej modelunek neurotycznej, wykolejonej, zagubionej w świecie i w sobie dziewczyny, nimfomanki i mitomanki, zadziwiał wytrzymaniem w szczegółach, delikatnością i wyrazistością. Zwłaszcza w częściach końcowych, kiedy Blanche pod ciężarem przeszłości, zawodu miłosnego, zgwałcenia przez szwagra stacza się na dno obłędu - Dygatówna była głęboko przejmująca, a nie wpadła w kliniczną jaskrawość.

Kawka wydobył z postaci Stanleya rysy chłopskiej chytrości i samczej siły, był kanciasty, wybochowy, prymitywny, ale ludzki, nieodpychający. Zwłaszcza moment pijackiej i seksualnej rozpaczy po kłótni z żoną odsłonił w nim prawdziwego aktora. Należałoby zrobić wszystko, żeby zapewnić sobie jego współpracę na stałe (?). Wypełnia on poważną lukę, jest po prostu niezbędny.

Do poziomu tej pary podciągnęła się reszta zredukowanej do niezbędnego minimum obsady Suzinówna jako kobieco normalna, roślinna Stella, Chudzyński ("Mitch" z kilkoma akcentami szczerego liryzmu). Mróczkowska i Ratschka.

Brak było nieocenionego Orłowicza, ale Fabian poradził sobie z rozplanowaniem przestrzeni scenicznej. Rozszerzywszy proscenium zmieścił w niej dwie izb y, pięterko i ulicę, ale nadużył efektu wychodzenia i wchodzenia aktorów przez widownię.

W chwili, gdy to piszę dochodzą mnie wieści o kryzysie stawiającym pod znakiem zapytania byt teatru, który zdobył się na takie osiągnięcie. Nie zajmowałem się na tym miejscu sprawami organizacyjnymi, ale dziś trzeba ich dotknąć bo weszły one w znak apokaliptyczny. Ten teatr jest ostatnim teatrem na emigracji. Pozostało nam już tak niewiele rezerw ludzkich, moralnych, materialnych, że łatwo je zatracić bez reszty i bez ratunku. Ci, co ponoszą odpowiedzialność, powinni o tym pamiętać. Póki jeszcze nie za późno.

[data publikacji artykułu nieznana]

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji