Artykuły

Sztuka (do) zarabiania

Zasada jest prosta: trzeba stworzyć taką ofertę, która zmieni oblicze miasta i regionu. Na tym polega sukces Europejskich Stolic Kultury. Polskie miasta walkę o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury traktują poważnie. Każde z nich może się pochwalić przynajmniej kilkoma ciekawymi i prestiżowymi festiwalami. Ale tylko jedno przedstawi nowy pomysł na wciągnięcie w życie kulturalne nowych ludzi. I tylko jedno zrobi na tym dobry interes - pisze Katarzyna Kaczorowska w Polsce gazecie Wrocławskiej.

Ten tytuł traktowany jest nie tylko jako prestiżowa wisienka na promocyjnym torcie miasta, sposób na przyciągnięcie turystów czy budowanie marki. W zamierzeniu pomysłodawców idei ESK miał on przede wszystkim skłaniać lokalne społeczności do aktywnego włączania się w życie kulturalne swojego miasta, w tworzenie przedsięwzięć nie jednorazowych, ale takich, które zostają na lata, trwale wpisując się w kalendarz imprez. W ESK nie chodzi bowiem o import megagwiazd, chodzi raczej o to, by te gwiazdy znaleźć na własnym podwórku i pokazać je innym.

W świecie postindustrialnym pozycji nie buduje się ścigając się na liczbę hut, ilość wytopionej surówki czy wyprodukowanych lodówek. Przemysł rzecz jasna jest ważny - daje zatrudnienie tysiącom ludzi, z których każdy jest potencjalnym konsumentem szeroko rozumianej kultury. Ale w świecie postindustrialnym o pieniądzach, prestiżu i marce decydują przede wszystkim nauka i kultura.

To poziom badań naukowych wyznacza dzisiaj poziom konkurencyjności (i uczelni te badania prowadzących, i tych gałęzi przemysłu, które je absorbują i przetwarzają na rozmaite dobra). I to oferta kulturalna sprawia, że jakieś miasto nas przyciąga, że lepiej się w nim żyje, że wyróżnia się spośród wielu innych. Oferta zróżnicowana, na trwałe wpisana w kalendarz miejskiego życia, taka, którą można określić krótko - kreacja, a nie tylko import.

Mieszkańców Lille przekonano do tego, że tak jak kiedyś źródłem ich pieniędzy był węgiel, tak teraz może być kulturaJednym z najbardziej rozpoznawalnych miast na europejskiej mapie kulturalnej jest szkocki Edynburg, najczęściej kojarzony z Fringe - festiwalami teatralnymi ściągającymi nie tylko grupy teatralne z całego świata, ale i tysiące turystów. Edynburg od lat pokazuje, że na kulturze można zarabiać, i to zarabiać nieźle. Rozpoznawalność marki tego miasta sprawiła, że w 1990 roku nie zostało ono wybrane Europejską Stolicą Kultury - uznano, że Edynburg i bez tego tytułu świetnie sobie radzi i dodatkowej promocji już nie potrzebuje. Ale to właśnie Szkoci są dla wielu swoistym wzorcem z Sevres - pokazując, że kultura to naprawdę dochodowy interes.

W 2004 roku Europejskimi Stolicami Kultury zostały Lille i Genua. To pierwsze miasto do lat 80. XX wieku było stolicą zagłębia górniczo-hutniczego Nord, takim francuskim Wałbrzychem. Zamknięcie nierentownych kopalń spowodowało totalną restrukturyzację całego miasta. Przyznanie tytułu Lille rzeczywiście zmieniło to dawne górnicze miasto - rzecz nie tylko w

tym, że przygotowano odpowiedni kalendarz imprez na cały rok. Przede wszystkim przekonano mieszkańców miasta do tego, że tak jak kiedyś źródłem ich pieniędzy był węgiel, tak teraz może być kultura.

Polskie miasta walkę o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury traktują poważnie. O dostanie się na tzw. krótką listę walczą nie tylko Wrocław, ale i Katowice, Toruń, Łódź, Białystok, Szczecin, Gdańsk i Lublin. Każde z nich może się pochwalić przynajmniej kilkoma ciekawymi i prestiżowymi festiwalami. Ale tylko jedno przedstawi nowy pomysł na wciągnięcie w życie kulturalne nowych ludzi. I tylko jedno zrobi na tym dobry interes.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji