Artykuły

["PP. Terenkoczy i Doroszyński, to trochę jak kopacze złota w Kalifornji..."]

PP. Terenkoczy i Doroszyński, to trochę jak kopacze złota w Kalifornji ciągle na nową żyłę natrafiają i dalejże z niej czerpać.

Ale bywa złoto i złoto.

Po prawdzie pomimo całej sympatji jaką mamy dla I p. Szobera; którego rzeczywistego talentu, nawet nadmierna praca jakiej się z ciężkich okoliczności życia podejmuje, nie potrafiła zagłuszyć, to trzeba nam wyznać szczerze, iż wolimy w stokroć złoto p. Anczyca w Emigracji Chłopskiej, niż złoto, które z podróży po Warszawie p. Szobera dałoby się wycisnąć.

Bo tam jest tak dużo aljażu, tak dużo aljażu że gdyby przyszło do analizy chemicznej...

Ale na szczęście nie jesteśmy powołani do tej ostatniej czynności, bo któżby tam w sprawach ogródkowych chciał do tak szczegółowej analizy przystępować.

Więc nie opowiemy wam nawet treści podróży po Warszawie, dość wiedzieć, że w peregrynacji tej spotyka się wszystko co tylko stanowi uliczną, stronę miasta, począwszy od Saskiej Kępy aż do baliku w Tiwoli, gdzie następuje rekognoskowanie rodziny, która się zagubiła na dworcu kolei żelaznej.

Przyznajemy się, że jakoś dziwnym nam się zdawał ten wybór baliku w Tiwoli na odprawienie uroczystości rodzinnej, ale powiedzieliśmy sobie, że p. Szober na przestrogę dla municypalności pragnął tylko niezdrową stronę Warszawy przedstawić i pod tym względem dopiął on swojego celu z okładem.

Jest to widowisko ogródkowe w całem znaczeniu tego wyrazu i pod wielu względami wymaga ono nawet świeżego powietrza.

Bo jak się przekupki poczną kłócić i rzucać na siebie jarzynami na Starem Mieście, a goście z Saskiej Kępy przystąpią do jazdy karuzelowej, a przy tem rozmaite Fifiny i nie Fifiny wtrącą także swoje trzy grosze, to wszystko na świeżem powietrzu ujdzie, ale w miejscu zamkniętem mogłoby zdrowiu zagrozić.

W każdym razie "Podróż po Warszawie" może liczyć na powodzenie ciekawości, i prognostykować można tej sztuce znaczną liczbę przedstawień pełnych.

Bo i znajdą się tam i bardzo zręczne śpiewki, i nie mało dowcipu rozrzuconego tu i owdzie, i umiejętne skorzystanie z rozmaitych lokalnych danych, i muzyka p. Sonnenfelda trafnie zastosowana do libretta, a w wielu nawet ustępach posiadająca wartość oryginalnego pomysłu i staranna a nawet kosztowna wystawa, za co wszystko towarzystwo dramatyczne pp. Terenkoczego i Doroszyńskiego było wynagrodzone oklaskami, autorzy zaś libretta i muzyki kilkakrotnem przywołaniem, które zapewne przy każdem przedstawieniu tego dramatycznego obrazka powtarzać się będzie, bo gdzie jest dużo ludzi i dobrze się bawią, tam i pochopność do wołań zrodzi się łatwo.

Dodać należy, że p. Doroszyński dokazał nie małej sztuki wystawiając w bardzo krótkim stosunkowo czasie sztukę o tak skomplikowanym układzie. Widocznie zdolny to reżysser, kilkakrotnie dowiódł tego. Teatr bowiem w Tivoli zawdzięcza mu znaczną część swojego powodzenia.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji