Artykuły

Przeszłość chce na powierzchnię

"K. albo wspomnienie z miasta" Agnieszki Jakimiak w reż. Weroniki Szczawińskiej w Teatrze i. Bogusławskiego w Kaliszu. Pisze Witold Mrozek w Gazecie Wyborczej.

"K. albo wspomnienie z miasta" w Teatrze im. Bogusławskiego w Kaliszu. Nikt tu nie "udaje Żyda", nikt nie próbuje wejść w "oryginalny" ton języka jidysz czy hebrajskiego. Tego w Kaliszu już nie usłyszymy.

W XIX w. 30 proc. populacji Kalisza stanowili Żydzi. W I RP był to jeden z najważniejszych ośrodków żydowskich. Choć po II wojnie w kaliskim Komitecie Żydowskim zarejestrowało się przeszło 2 tys. osób, na początku lat 50. została z nich setka, która też potem wyjechała - zdawałoby się, nie pozostawiając śladu. Dziś ich głosy wracają w Teatrze im. Bogusławskiego w Kaliszu.

"K. albo wspomnienie z miasta" to druga część kaliskiego cyklu reżyserki Weroniki Szczawińskiej i dramatopisarki Agnieszki Jakimiak. W ubiegłorocznych "Klęskach w dziejach miasta" Kalisz (koszmarny Kaliszmar, melancholijna Kalacholia) stawał się figurą Polski, peryferyjnego kraju po przejściach, który największy problem ma sam ze sobą. "Klęski" inspirowane były "Niewidzialnymi miastami" Italo Calvino - kultową książką, w której chiński władca Kubilaj-chan wysłuchuje opowieści Marco Polo o miastach niemożliwych, coraz bardziej surrealistycznych, utopijnych. Na kaliskiej scenie zrobiono z niej muzyczną wariację.

Ten budynek krzyczy

W "K." dwójka głównych bohaterów podróżników wraca, by wziąć udział w osobliwym dochodzeniu. Przemierzają ulice miasta, sami nie wiedząc, czego szukają, i wsłuchując się w echa przeszłości, które pojawiają się jakby same, znienacka. Jak macewy, którymi wybrukowana została jedna z kaliskich ulic. Przeszłość chce wyjść na powierzchnię.

Wsłuchują się dosłownie, bo o wyjątkowości spektaklu stanowi dźwiękowa instalacja Krzysztofa Kaliskiego. Skorzystał on ze starych magnetofonów: kasetowych i szpulowych, trzeszczących, to wzmacniających brzmienie nagranych fraz, to rozmywających ich treść. Obsadzeni w głównych rolach Natasza Aleksandrowitch i Marcin Trzęsowski błądzą po kwadracie sceny otoczonej ze wszystkich stron widzami. Z szumu taśmy i urwanych słów przebija czasem widmowa mapa żydowskiego Kalisza.

"Budynek zwany Złotym Rogiem zniknął z widzialnego planu miasta / lecz jego wizualna nieobecność doprowadziła do nieznośnej kakofonii / zdaje się, że budynek krzyczy, upominając się o naszą uwagę" - słyszymy o dawnym sklepie kolonialnym. Równorzędność, a nawet przewaga dźwięków i muzyki nad innymi elementami inscenizacji: słowem, zrytmizowanym ruchem czy minimalistyczną scenografią, to charakterystyczna cecha teatru Szczawińskiej.

Najmocniejszy moment spektaklu rozgrywa się jednak poza tą melancholijną wycieczką w zapomniane. W kulminacyjnym punkcie zawieszone zostają magnetofonowy kolaż i nieco komiczna w formie podróż widmowymi ulicami. Zaczyna się historyczny konkret: słyszymy listy z przeszłości.

Ubytek tekstu, fragment nieczytelny

Szczawińska i Jakimiak sięgnęły po materiały z Archiwum Ringelbluma, zbioru dokumentów z getta warszawskiego przechowywanego przez Żydowski Instytut Historyczny. Papiery zbierane przez współpracowników konspiracyjnej organizacji Oneg Szabat przetrwały zakopane w cynowych skrzyniach lub bańkach na mleko - część z nich udało się odnaleźć na terenie Muranowa.

Odczytywane w spektaklu tzw. listy kaliskie to jedyny zbiór korespondencji w Archiwum Ringelbluma, który został uporządkowany i spisany już w getcie. Jednostajna recytacja wybrakowanej korespondencji brzmi mniej więcej tak: "Kochany fragment nieczytelny, jeden wyraz, ubytek tekstu, brak jednego wyrazu. Chciałem, ubytek tekstu, brak jednego wyrazu, co słychać, fragment nieczytelny". Dojmujące jest to wrażenie nieobecności wywołane beznamiętnym czytaniem.

Znacznie lepiej zachowany jest również czytany na scenie list z Kalisza datowany na sierpień 1939 roku w sprawie wizy imigracyjnej dla niejakiej Fromet Lipszyc. Wiadomość dotyczy odmowy wjazdu do USA. "Jak Pani zapewne wie, zapotrzebowanie na wizy imigracyjne w wielu krajach jest znacznie większe niż przewidziany roczny limit, w związku z czym wprowadzono listy rezerwowe. (...) Aplikacje wizowe nie mogą być rozpatrywane poza kolejnością". Uprzejmy ton pokrywa obojętność. To mało pamiętana sprawa: próby uzyskiwania przez Żydów wiz do USA i innych państw Nowego Świata przed wojną i już po jej wybuchu. Mówił o niej wielokrotnie m.in. Jan Karski, świadek bezczynności Zachodu wobec Zagłady.

W "K." ani razu nie usłyszymy słowa "Żyd". Szczawińska i jej ekipa próbują inscenizować z jednej strony nieobecność dawnych mieszkańców, z drugiej - obcość, niedostępność przeszłości, otaczającą ją aurę zapomnienia. Służy temu podkreślanie obcości żydowskich wyrazów w ostentacyjnie zanglicyzowany sposób: "Listen and repeat: Matzeva, matzeva. Yeshiva, yeshiva", w formie językowego samouczka. Nikt tu nie "udaje Żyda", nikt nie próbuje wejść w "oryginalny" ton języka jidysz czy hebrajskiego. Tego w Kaliszu już nie usłyszymy.

Najbliższe spektakle: 16-18 września

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji