Artykuły

Komu biją narodowe dzwony

Książka nieocenionej Małgorzaty Komorowskiej "Za kurtyną lat. Teatry operowe i operetkowe 1919 -1939" to pouczająca i ważna lektura. Autorka przyjęła podział przedwojennych teatrów operowych na reprezentacyjne (Warszawa, Poznań, Lwów), zdeterminowane (Katowice, Kraków, Wilno, Toruń, Bydgoszcz, Grudziądz) i inicjatywy lokalne (Stanisławów, Lublin, Łódź, Zakopane). Problemem wspólnym tych przedsięwzięć były słowa kryzys, brak subwencji, bankructwa, strajki i zamykanie teatrów - pisze Sławomir Pietras w Angorze.

W różnych okresach polskie teatry operowe różnie sobie radziły. W Poznaniu grano "na działy" i często końcówka spektaklu była zagrożona, bo artyści kłócili się o podział przyniesionych z kasy biletowej wpływów i nie chcieli wyjść na scenę. We Lwowie zespół operowy grał tylko spektakle w ramach kilkutygodniowych stagone. Formą sponsoringu były tutaj anonse typu... "toalet dostarczyła firma St. Wroński i Synowie" i wcale nie chodziło tu o suknie balowe.

Inne problemy przeżywała Opera Katowicka. W roku 1928 po spektaklu "Halki" w Opolu wychodzący z teatru artyści zostali dotkliwie pobici przez nacjonalistów niemieckich, bynajmniej nie za poziom przedstawienia.

W Zakopanem przed spektaklem "Halki" pod Krokwią Wanda Warmińska w stroju góralskim objeżdżała fiakrem Krupówki, nawołując dramatycznym sopranem do kupowania biletów, bo z frekwencją nie było najlepiej. Niedługo potem śpiewała Halkę z chórem kolejarzy i amatorską orkiestrą w Lublinie. Niemal nie doszło do tragedii, gdy dyrygenta Mazurkiewicza "złapał prąd" od przyniesionej z domu przez baronową Kelles-Krauze (śpiewała partię Zofii) lampki nocnej, zamontowanej na pulpicie dyrygenckim, aby lepiej było widać partycję. Wkrótce potem Warmińska stanęła na czele strajku w Operze Warszawskiej, której groziło bankructwo, gdyż odmówiono refundacji kosztów żałoby po śmierci Józefa Piłsudskiego. Kilka lat wcześniej w teatrze wileńskim odwołano spektakl z powodu braku środków finansowych, a w zamian za to wystąpił osobiście Marszałek Piłsudski z biletowanym odczytem pt. "Wpływ Zachodu i Wschodu na powstanie 1863 roku".

Wzywam Małgorzatę Komorowską do ustalenia wysokości honorarium, jakie otrzymał wówczas Naczelnik Państwa, liczby sprzedanych biletów, ich ceny, uzyskanych wpływów i ewentualnych bisów po wyczerpaniu tematu głównego. Powinno to wesprzeć koncepcję rezerwową na wypadek, gdyby nasze zespoły operowe nie wywalczyły podwyżek, konkursy wyłoniły na stanowiska dyrektorów kolejnych nieuków, dyletantów i leniów, a obecnie i tak głodowe dotacje przejedzą gościnne występy nie zawsze coś wartych zagranicznych śpiewaków, drugorzędnych realizatorów i podejrzanych organizacyjnie i finansowo kosztownych koprodukcji.

Jeśli resort kultury nie zrobi z tym porządku, nie ustali przejrzystych zasad wydawania pieniędzy i nie przeznaczy ich odpowiedniej ilości dla uprawiania narodowej sztuki, to - wzorem Marszałka - powinno się wysłać najważniejsze osoby władzy w objazd po kraju. Proponuję tematy możliwych w takim wykonaniu recitali: "Wpływ Zachodu i Wschodu na pogarszający się stan polskiej klasy politycznej", "Płynie Wisła, płynie...", "Chwalcie łąki umajone", "Oto dzień jest krwi i chwały", "Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród" itd.

A propos ostatniego tematu: Trwa rok Feliksa Nowowiejskiego. Jakoś nie słyszę, aby polskie instytucje muzyczne przejęły się tymi obchodami. Nigdzie nie trwają przygotowania do wystawienia "Legendy Bałtyku". Polski Balet Narodowy zamiast "Króla Wichrów " tego kompozytora przygotowuje "Burzę" według Szekspira. Nikt nie wpadł na pomysł, aby w okresie wielkanocnym wykonać przejmujące oratorium "Znalezienie Świętego Krzyża", nie mówiąc już o monumentalnym "Quo vadis?". Nie słychać, aby młodzi śpiewacy ćwiczyli pokaźny dorobek pieśniarski Nowowiejskiego, a liczne chóry szlifowały jego repertuar patriotyczny. Nikomu nie przychodzi do głowy zająć się edycją wielu niewydanych dotąd kompozycji Mistrza i sformułowaniem sensownej promocji jego twórczości.

Jak tak dalej pójdzie, to zamiast narodowej kultury będziemy mieli protesty głodujących, instytucje w rękach co najmniej nieodpowiednich i "Quo vadis?". śpiewane ewentualnie tylko w Sejmie i dla Sejmu. Aby utrzymać się w Operze Narodowej, Treliński wystawi spektakl "Legenda Bałtyku" opowiadający o Bolku, a Pastor stworzy choreografię "Króla Wichrów" o tym, jak to marionetkami kieruje się z tylnego siedzenia.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji