Osoby

Trwa wczytywanie

Wiktor Sadecki

Aktor, współtwórca sukcesów krakowskiego teatru w II połowie XX wieku.
Znany z wybitnych kreacji w przedstawieniach Władysława Krzemińskiego, Konrada Swinarskiego, Jerzego Jarockiego, Andrzeja Wajdy i wielu innych ról w Starym Teatrze i Teatrze im. Juliusza Słowackiego.

Był synem Wojciecha (portiera w fabryce „Wander”) i Stefanii Jemielianowny Bubnow. Po ukończeniu gimnazjum uczył się w liceum handlowym (po wybuchu wojny, na tajnych kursach).

W 1940 roku, w wieku 17 lat, zadebiutował rolą Poety w Weselu w Teatrze Podziemnym Adama Mularczyka. Był z nim związany do 1944 roku, kiedy to założył własny zespół przy krakowskich Zakładach „Solvay”. Wystawił m.in. Zemstę i zagrał Papkina.

Po wojnie, w 1945 roku, uczestniczył w zajęciach Studia przy Starym Teatrze; debiutował w roli Pastucha w Powrocie Odysa zrealizowanym przez Tadeusza Kantora. W sezonie 1945/46 występował w przedstawieniach dla dzieci Marii Biliżanki (Teatr RTPD, Wesoła Gromadka). Proponowano mu angaż w Starym Teatrze, ale poszedł za radą Juliusza Osterwy, który – jak wspominał sam Sadecki – mówił mu: „żebyś pojechał na prowincję, żebyś grał dużo, jak najwięcej, jedną rolę zagrasz dobrze, drugą położysz, ale rzecz w tym, aby grać, grać dużo.”

W sezonie 1946/47 Sadecki grał w Opolu, a w latach 1947–1949 w Częstochowie. W ciągu trzech lat zagrał 26 ról. „Był wtedy – wspomina Hanna Smólska – pełen wdzięku, zabawny, bardzo chudy, wysoki, z wielką czupryną, pełen subtelnego humoru. Był człowiekiem łagodnym. […] Jego postacie były może nie pogłębione, ale pełne jakieś prawdy, autentyczności” (Wiktor Sadecki...). Grał duże, często główne role w dramatach, komediach, w licznych komediach muzycznych.

W 1949 roku Bronisław Dąbrowski zaangażował Sadeckiego do Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie. Krzemiński powierzył mu zastępstwo w Romansie z wodewilu, świetnej, niezwykle popularnej, także ze względu na krakowskie realia adaptacji Krowoderskich zuchów Stefana Turskiego (280 przedstawień). W rezultacie Sadecki stał się ulubieńcem młodej widowni. „Kaziu Gzymsik – piękny i młody Wiktor Sadecki jako ubogi student budził naszą największą sympatię. Ileż razy prosiliśmy o bis, kiedy ciepły, niski baryton pana Wiktora brzmiał w cudownie wyciszonym teatrze – „Pamiętasz miła, ten zimowy wieczór…” (Danuta Letka, w: Władysław Krzemiński...). W kolejnej wersji Romansu z wodewilu (172 spektakle) grał Felka Gzymsika, a w 1980 roku, w przedstawieniu zrealizowanym na jubileusz 40-lecia jego pracy artystycznej zagrał rolę Floriana Gzymsika, w której „był lepszy od legendarnego w tej roli Fertnera. Grał go cieplej i dyskretniej, z równą, tyle że subtelniejszą vis comica” (J.P. Gawlik, „Życie Literackie” 11 października 1987). „Romans z Gzymsikami” zyskał aktorowi sympatię i popularność krakowskiej widowni utrwaloną także w latach 1961–1980 występami w kabarecie Jama Michalika, gdzie mówił i śpiewał teksty Tadeusza Kwiatkowskiego, Jacka Stwory, Brunona Miecugowa.

Powrócił z prowincji do Krakowa jako „aktor wszechstronny i pozbawiony lęków. Aktor przydatny i chętnie obsadzany, ale przecież nie wielki, taki, jakich dziesiątki ma każde większe miasto. Aktor przy tym wyraźnie rezonerski, o łagodnym, miękkim głosie, zakochany w jego brzmieniu i melodii. Przenoszący głęboki ciepły timbre nad wszystkie inne sposoby wyrazu” (J.P. Gawlik, tamże). Sam Sadecki przyznawał, że jego aktorstwo ukształtowało się dopiero w Starym Teatrze, do którego przeszedł w 1954 roku, w wieku 31 lat (w zespole pozostał do 1961). Rolą Łopachina w Wiśniowym sadzie zaskoczył widownię i krytyków. „W rozwoju aktorskim Sadeckiego – pisał Konstanty Puzyna – rola ta jest skokiem naprzód, dużym i niespodziewanym, rozszerza zakres jego możliwości, rokuje ciekawe nadzieje” („Dziennik Polski”, 5 XI 1954). Sam aktor nie miał wątpliwości, że ten „skok” zawdzięcza reżyserowi, Władysławowi Krzemińskiemu.

Wiktor Sadecki (Stanley). Zofia Niwińska (Blanche).
Tramwaj zwany pożądaniem, reż. Władysław Krzemiński, Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej (Kraków), prem. 23 maja 1958. Fot. Adam Drozdowski.

Sadecki był uważany za „aktora intuicyjnego” i sam tak określał swoją sztukę. Ale – co pokazały następne lata – miał artystyczną intuicję otwartą na twórcze impulsy idące od strony reżysera, partnera, postaci dramatycznej, rozwijającą się w kontakcie z wybitnymi artystami. Przy tym ciągle dążył do doskonalenia swojej sztuki aktorskiej, był ciekawy nowych wyzwań. Krzemiński znany był z odkrywania niewygranych możliwości aktorów i zdolności stymulowania ich twórczości. Sadeckiego obsadzał w rolach postaci niekiedy prostackich, brutalnych, a równocześnie wrażliwych, niejednoznacznych, poruszonych wewnętrznym konfliktem, jak np. Stanley w Tramwaju zwanym pożądaniem. Sadecki bez trudu do każdej roli znajdował inne środki wyrazu współbrzmiące z postacią, z partnerem (często na zasadzie opozycji) i zgodne z estetyką całego przedstawienia. Krzemiński zaś każde przedstawienie komponował w innym stylu, z reguły zaznaczając umowność, teatralność rzeczywistości scenicznej. Niechęć do iluzji była też niechęcią do imitacyjnej, naturalistycznej gry aktorów. Sadecki, jak inni jego znakomici koledzy, nie tyle wcielali się w postaci, co je kreowali, wydobywając także ponadindywidualne rysy postaw, typów.

Największym wspólnym osiągnięciem Krzemińskiego i Sadeckiego był Las Aleksandra Ostrowskiego, oklaskiwane i wielokrotnie nagradzane przedstawienie zrealizowane w 1963 w Teatrze im. J. Słowackiego (w którym aktor grał ponownie w latach 1961–1966). Reżyser dokonał ciekawej adaptacji, w której główną rolę grała para wędrownych aktorów Nieszczastliwcew i Szczastliwcew – a więc „aktorzy grający aktorów. Obydwaj znakomicie się dopełniają. Sadecki jako Nieszczastliwcew, bufonowaty i tragiczny, śmieszny i wzniosły, trzeciorzędny lichy aktorzyna, a przecież niewątpliwy artysta, wieczny Don Kichot w teatrze i w życiu. I obok niego urodzony Sanczo Pansa (Marian Cebulski)…” (Leonia Jabłonkówna, „Teatr” 1964 nr 8). Podziwiano m.in. jego opanowanie „sztuki posługiwania się grubą kreską w rysunku postaci, przy równocześnie cieniutko nakładanej barwie ironii” (J. Bober, „Gazeta Krakowska” 10 listopada 1987), ironii, która także odnosiła się do postaci i samego aktora.

Na przełomie lat 50. i 60. Sadecki grał sporo zapamiętanych przez widzów ról także w inscenizacjach Bronisława Dąbrowskiego (m.in. Ezra Manon w Żałoba przystoi Elektrze Eugene’a O’Neilla, Bryndas w Krakowiakach i Góralach Wojciecha Bogusławskiego), Haliny Gryglaszewskiej, Lidii Zamkow.

Ponownie przeszedł do Starego Teatru w 1966 roku, w momencie, kiedy już konsolidował się znakomity zespół na czele z wielka trójką reżyserów: Konradem Swinarskim, Jerzym Jarockim i Andrzejem Wajdą. Grywał także, niekiedy większe role, w przedstawieniach innych reżyserów, ale najwyżej oceniane były (i to nie tylko w Krakowie) kreacje Sadeckiego w inscenizacjach tych trzech artystów.

Wiktor Sadecki (Apolinary Plejtus), Ewa Lassek (Janina Węgorzewska), Matka, reż. Jerzy Jarocki, Stary Teatr (Kraków), prem. 7 lipca 1972. Fot. Wojciech Plewiński.

Zaczął od współpracy z Jerzym Jarockim. „Sadecki, aktor doświadczony, posiadający bogaty warsztat aktorski, momentalnie zdał sobie sprawę z ważności spotkania z Jarockim” (Jerzy Bińczycki). Jak mówił sam Sadecki, zapewne myśląc o męczącej czasami pracy z reżyserem, był na to spotkanie „psychicznie uodporniony”. Ale równocześnie dobrze do niego przygotowany. Dzięki temu już jego pierwsza rola w przedstawieniu Jarockiego – „żydowski Lear” Mendel Krzyk w Zmierzchu Isaaka Babla stała się wydarzeniem. „Jest w nim poczucie godności patriarchy i zwykłe poczucie fizycznej siły, burzliwy temperament, wściekłość zachłannego egoisty i heroizm starca rzucającego wyzwanie czasowi, zażenowana namiętność i bezsilna żałość zniesławionego ojca” (J. Falkowski, „Teatr” 1 kwietnia 1967). Dotąd żadna z jego ról nie była opisywana jako tak przejmująca. Potrafił grać w różnych tonacjach, komicznych i lirycznych, spajać je i przeplatać, ale groteskowe formy tragikomizmu wygrywał świetnie dopiero w kilku późniejszych rolach. Zmężniał i nieco przytył, ale potrafił uruchamiać w grze – co w teatrze Jarockiego ważne – bardzo plastyczne ciało i równie plastyczną twarz, był muzykalny i miał znakomite poczucie rytmu. U Jarockiego zyskał jeszcze większą świadomość formy. W jego teatrze – a potem w innych spektaklach – Sadecki komponował role bardzo precyzyjnie, z dbałością o każdy detal wyrazu, gestu, mimiki, brzmienia frazy i utrzymanie natężenia scenicznych napięć. Jego kreacje były doskonale wycyzelowane i mocno zafiksowane, a równocześnie często grał role, w których ujawniała się, nie poddająca się skończonej formie, niepokojąca cielesność postaci. Po Mendlu Sadecki zagrał Cymbelina, ale w późniejszych spektaklach Jarockiego nie grał zazwyczaj pierwszoplanowych ról, można by nawet powiedzieć, że grał epizody. Były one jednak tak mocno wpisane w partyturę inscenizacji, tak znakomite i zdumiewające, że bez Sadeckiego nie można sobie tych przedstawień wyobrazić (m.in. Apolinary Plejtus w Matce Stanisława Ignacego Witkiewicza, Wuj Albert w Procesie według Franza Kafki, Gajew w Wiśniowym sadzie Antona Czechowa, Car Mikołaj w Śnie o Bezgrzesznej Jarockiego.

Na zdjęciu: Wiktor Sadecki (Senator), Izabella Olszewska (Pani Rollison), Dziady, reż. Konrad Swinarski, Stary Teatr (Kraków), prem. 18 lutego 1973. Fot. Wojciech Plewiński
Wiktor Sadecki (Senator), Izabella Olszewska (Pani Rollison), Dziady, reż. Konrad Swinarski, Stary Teatr (Kraków), prem. 18 lutego 1973.
Fot. Wojciech Plewiński

Najważniejsza w tym okresie była dla Sadeckiego współpraca z Konradem Swinarskim. Sadecki – co często podkreślał – miał do niego pełne zaufanie. To ważne, bo Swinarski stawiał przed nim wyjątkowe i ryzykowne wyzwania. Aktor wspominał pracę nad Sędziami, nad monologiem Samuela po śmierci syna: „Miałem tendencję do pewnego patosu, koturnowości w grze. Monolog Samuela dawał ku temu świetną okazję […]. Konrad jednak przewrócił mi całkowicie moją koncepcję sceny. Polecił mi grać od środka, zacząć od siebie, od własnego poczucia winy, nie od buntu i oskarżania Boga. Nawet wyrzuty wobec Jahwe […] polecił mi stonować […], ale przesycić możliwie największą żarliwością bólu i skruchy. Bardzo przeżyłem ten monolog” (wywiad Z. Śliwowej) Po spektaklu pisał Puzyna: „Pamiętacie monolog Samuela po śmierci Joasa? To pytanie «Gdzie on jest […], ty nie umieraj, tyś jest tysiące tysięcy, ty skarb, ty mój skarb, ty pałace, ty raj, ty Eden – ty żyj». Po tych rwanych, coraz krótszych, po tych zdyszanych, chrapliwych «ty, ty» wdziera się Wiktor Sadecki na aktorską wyżynę: tragizmu dławionego, wpychanego z powrotem do gardła. Dobry w całej roli, wyniosły twardy, pełen godności – tu, w tym momencie jest wstrząsający. Mało kto chyba przypuszczał, że w tym poprawnym aktorze charakterystycznym można odkryć tragika” (K. Puzyna, „Polityka” 1970 nr 9). Swinarski był chyba pierwszym reżyserem, który uświadomił aktorowi, że można patrzeć na postać nie tylko jako na rolę, ale jako na zapisane w niej ludzkie doświadczenie, odnoszone też do siebie; nie tylko doświadczenie aktora, jak w Nieszczastliwcewie, ale człowieka. Ta droga kreacji postaci bardzo pogłębiła i rozwibrowała aktorstwo Sadeckiego, także w zupełnie innych rolach. Z drugiej strony Swinarski „pozwalał” Sadeckiemu na patos, ale nie wówczas, gdy chciał uwznioślić postać, ale gdy wyrazistą teatralnością chciał wraz z aktorem ją obnażyć, sparodiować, kiedy służyła ironii, skłaniała do krytycznego dystansu. Sadecki znakomicie umiał posługiwać się rozmaitymi środkami i konwencjami dawnego teatru, co reżyser bardzo cenił. Bo równocześnie lubił i potrafił bardzo finezyjnie, choć bezwzględnie prezentować grane przez siebie postaci. Po latach „zdolność wpisania własnego komentarza w rolę, wprowadzenia ironicznego podtekstu, umiejętność zagrania z oceniającym dystansem wobec kreowanej postaci, która przecież nie traci na tym nic na pełności swojego istnienia” (Mirosław Woźniak, „Scena” 1980 nr 8 ) uznana została za szczególną cechę aktorstwa Sadeckiego .

W szekspirowskich przedstawieniach Swinarskiego grał Oberona we Śnie nocy letniej i Lafeu we Wszystko dobre, co się dobrze kończy. O drugim przedstawieniu Krzysztof Wolicki napisał, że grający w nim aktor powinien wywodzić się ze szkoły, której nie było: „Stanisławskiego i Brechta razem” – i uznał, że to właśnie Sadecki był jednym z tych, którzy sprostali wyzwaniu („Teatr” 1971 nr 22). Sadecki zagrał wpływowego dworaka, który siłą swojej władzy upokarza, prostytuuje chudopachołka Parollesa (Wojciech Pszoniak). Poruszał okrucieństwem i podłością jego działań, a równocześnie uwiarygodniał niemożliwą do poskromienia i oceny siłę seksualnego popędu, które je także motywuje. Nie bał się przy tym rozwiązań scenicznych i aktorskich działań, które wówczas mogły bulwersować widownię. Takich jak scena policzkowania Parollesa, scena demonstracji władzy z mocnym podtekstem erotycznym. Nie bał się też ośmieszenia własnej osoby, kiedy jako „podtatusiały” Oberon paradował po scenie przebrany za Dionizosa z tandetnego teatru, półnagi, w spódniczce i wianuszku na głowie.

Nie obawiał się też ośmieszenia jako Senator z Dziadów, gdy w scenie Snu nie bał się w nocnej koszuli przemierzać drogi na podeście pomiędzy widzami, napawając się tryumfalną wizją swojej potęgi, którą przedstawiał z patosem wyprężonej sylwetki, szerokiego gestu, melodyjnej frazy, aż „z rozkoszy umierał”, spółkując z kraciastą pierzyną. A za chwilę, upokorzony przez Cesarza, machał nią nad głową opędzając się od „przytyków” i „żarcików” jak od roju os. Przy czym nawet w tej zaskakującej, komicznej scenie, Sadecki nie kreował płaskiej karykatury Senatora. Także gdzie indziej jej nie demonizował, choć bardzo silnie ujawniał jego bezduszność i okrucieństwo. Ludzki wymiar postaci uwiarygodniał siłą pasji Senatora do – jak chciał Swinarski – „spełnienia się w karierze”. Wydaje się, że było to możliwe ponieważ reżyser stworzył sceniczną sytuację, w której Sadecki mógł zagrać namiętność do kariery jako dążenie aktora do spełnienia siebie w teatrze. W Dziadach, przed widownią popleczników i teatralnych widzów pokazywał talent Senatora do wyrafinowanych i podstępnych manipulacji ludźmi, grał nimi i z nimi, ciągle inaczej, zależnie od sytuacji – bywał ujmujący, wręcz czarujący, szarmancki, brutalny, chamski, odpychający, przerażający. Sadecki pokazał w tej roli w pełni siłę swojego talentu, scenicznej osobowości i możliwości własnego aktorstwa. Wspaniała kreacja Senatora przeszła do historii polskiego teatru.

Na przełomie lat 60. i 70., w tym najbardziej twórczym dla Starego Teatru i Sadeckiego okresie, aktor stworzył jeszcze jedną słynną kreację w roli Stiepana Wierchowieńskiego w Biesach Andrzeja Wajdy. Ze względu na sprzeczności postaci rozpiętej między wielkimi marzeniami i ideami a marną rzeczywistością, rola starego Wierchowieńskiego należała do tych, które Sadecki od dawna lubił i umiał grać (szczególnie w literaturze rosyjskiej). Ale tym razem była to postać napisana przez Dostojewskiego. Wajda dał aktorowi partnerów z którymi już wcześniej budował na scenie mocne relacje, ale odwrócił zależności między nim a nimi. Wojciech Pszoniak w relacji ojciec-syn był tym, który upokarzał ojca. Zofia Niwińska, z którą dawniej grywał w parze np. jako Blanche i Stanley, grała Barbarę Stawrogin: tym razem to ona miała być „chłopem”, a Wierchowieński „babą”. To odwrócenie także nie pozwalało na rutynę. W scenie ich rozstania wzniosłe deklaracje i deklamacje Wierchowieńskiego podszyte były niemal histerycznym żalem zawiedzionych nadziei, tracąc śmieszność. Jego Wierchowieński, upozowany, pompatyczny, wygłaszający wzniosłe frazesy melodyjną frazą, sprawiał najpierw wrażenie komicznego i irytującego błazna, wypalonego, pozbawionego energii. Stopniowo, w kontakcie z innymi, ożywał i pogłębiał swój wizerunek, ujawniając nieporadnie, histerycznie właśnie i żałośnie, skryte uczucia i determinację człowieka głęboko nieszczęśliwego. Stawał się błaznem tragicznym, budząc silna empatię widowni. Wydaje się, że nie przypadkiem swą ostatnią rolę teatralną – Dyndalskiego w Zemście, Sadecki także zagrał u Wajdy. Wówczas też rozśmieszył nią i rozczulił widownię: „Ta mina bezbronnego, niesłusznie skrzywdzonego dziecka, bezradny uśmiech, gdy poprawiając okulary na nosie, odpowiadał na pytania Cześnika.” (J. Opalski, „Diariusz Starego Teatru” 1987 nr 26).

W ciągu swoich ostatnich dwudziestu lat w Starym Teatrze Sadecki był często obsadzany zarówno w przedstawieniach starszych reżyserów (Bohdana Korzeniewskiego) i najmłodszych (Ryszarda Majora, Agnieszki Holland, Krzysztofa Babickiego). Był aktorem wszechstronnym, uważał, że „dobrym aktorem jest ten, który potrafi zagrać wszystko” (wywiad M. Woźniaka). On sam potrafił z talentem kreować wielowymiarowe, wielostronnie oświetlane postaci, potrafił w swoich kompozycjach aktorskich w sposób zadziwiający łączyć i przeplatać tonacje liryczne, komiczne, niekiedy tragiczne. W najciekawszych rolach kreował zdumiewające postaci, które budziły mieszane uczucia widowni pozostając nieodgadnione, niemożliwe do łatwego zaszeregowania. A równocześnie wydobywał z nich rysy znamienne dla ludzkich i społecznych postaw.

Nie wszystkie z licznych jego ról były wybitnymi kreacjami; niektóre były po prostu bardzo dobrze zagranymi rolami. Z czasem Sadecki stał się najlepszym aktorem wśród starszego pokolenia Starego Teatru. Był w teatrze bardzo ceniony, w Krakowie popularny, ale nie stał się – jak wielu jego młodszych, utalentowanych kolegów – gwiazdą tego teatru, nie należał do grona jego najsłynniejszych artystów. Był, z racji rodzaju talentu i sposobu bycia, wspaniałym aktorem teatru zespołowego. Odgrywał ważną rolę na scenie i za kulisami, w procesie konsolidacji i utrwalania zespołu. „Reżyserzy lubili z nim pracować, był aktorem bardzo otwartym, chłonnym, łatwym w kontakcie. […] Krzemiński, Swinarski, Jarocki, Wajda obsadzali go w swoich przedstawieniach i uwielbiali pracę z nim – był im po prostu potrzebny” (Jerzy Trela, Wiktor Sadecki...). „Na scenie emanowało z niego coś, co przyciągało partnera, był bardzo «kontaktowy» i granie z nim było dla młodego aktora czymś cudownym” (Anna Dymna, tamże), „Miał ogromny dar rozładowywania napięć, jakie nieuchronnie powstają w czasie pracy” (Izabela Olszewska, tamże). „Był dobrym duchem tego teatru […], miał w sobie urok jeszcze przedwojennego aktora, był prawdziwym dżentelmenem. Był jakby aktorem nie naszego pokolenia, a jednocześnie był bardzo nasz i bardzo współczesny” (Wiktor Sadecki...).

Sadecki był przede wszystkim aktorem teatralnym, nie zasłynął wyróżniającymi się rolami filmowymi, najczęściej wspominane są jego role w Sanatorium pod klepsydrą, Zmorach, w Wodzireju oraz w serialach telewizyjnych: JanosikuKrólowej Bonie. Bardziej znany był z ról w Teatrze Telewizji, przy czym te najlepsze są nagraniami ze spektakli Starego Teatru: Matka, Dziady, Wyzwolenie. „Timbre ciepłego głosu i biegłość w posługiwaniu się nim, ogromna w każdym rejestrze skala nastrojów” (J. P. Gawlik, „Życie Literackie” 11 października 1987) pomagała mu w sukcesach, jakie odnosił w teatrze radiowym i w filmach animowanych. Do dziś kolejne pokolenia dzieci rozpoznają jego głos w roli Smoka w filmach i serialach o przygodach Baltazara Gąbki.

Wiktor Sadecki był trzykrotnie żonaty, jego pierwszą żoną była Irena Michalczykówna, drugą Melania z Podgórskich z domu Kamińska, z którą miał córkę Elżbietę, trzecią Teresa Zawadzka z domu Kempka.

Zmarł 19 września 1987 roku w Warszawie. Został pochowany w Krakowie na Cmentarzu Rakowickim. W pierwszą rocznicę śmierci zespół ufundował tablicę z wizerunkiem artysty, którą wmurowano koło wejścia do teatru: „Wiktor Sadecki 1923-1987. Wielki aktor. Twórca niezapomnianych kreacji. Stary Teatr”

Joanna Walaszek, 2016

 

Bibliografia

  • Wiktor Sadecki, oprac. Agnieszka Kruszyńska i Emil Orzechowski, w: Polski Słownik Biograficzny, tom 34, Warszawa 1992–1993;
  • Wiktor Sadecki. Katalog wystawy, oprac. Anna Litak i Alicja Zdybalska, Muzeum Starego Teatru, Kraków 1995;
  • Władysław Krzemiński, red. Emil Orzechowski, Kraków 1991.

Wypowiedzi Wiktora Sadeckiego z wywiadów

  • Józef Opalski, Rozmowy o Konradzie Swinarskim i Hamlecie, Kraków 1988.
  • Zofia Śliwowa, Po jubileuszu, „Tygodnik Kulturalny” 1980 nr 14;
  • Mirosław Woźniak, 40 lat na scenie, „Scena” 1980 nr 8.

Dokumentacja

Archiwum Starego Teatru, Archiwum Teatru im. J. Słowackiego, Muzeum Cyfrowe Starego Teatru.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x