Artykuły

Józef Szajna - twórca osobny

Kim był Józef Szajna? Artystą osobnym. Ponad pół wieku tworzył dzieła związane z własną biografią, a jednocześnie uznane za uniwersalne w emocjonalnej wymowie. Malarz, grafik, twórca teatralny. Jego prace są nie do podrobienia, choć na pozór można naśladować ich strukturę przestrzenną i styl. Józef Szajna zmarł dwa lata temu, 24 czerwca 2008 r. - pisze Henryka Wach-Malicka w Polsce Dzienniku Zachodnim.

Był twórcą, który wierzył w cuda, ale nie ufał ludzkiej pamięci. Te dwa odczucia stały się motywem przewodnim twórczości plastycznej i teatralnej, która zapewniła mu miano artysty wybitnego, ale przede wszystkim przejmującego.

Wielu odbiorców nie było w stanie wytrzymać emocjonalnego napięcia, jakie Szajna zaklinał w swoich słynnych "pół-ludziach". Prawie nigdy nie było wiadomo, czy to martwa kukła, czy może aktor znieruchomiały w pozie człowieka pozbawionego wszelkiej nadziei, bo artysta używał tych scenicznych znaków zamiennie. Nikt jednak nigdy - a prezentował dorobek na kilku kontynentach - na jego rzeźby, obrazy i przedstawienia nie pozostawał obojętny!

Prywatnie Józef Szajna był człowiekiem pogodnym, dowcipnym i obdarzonym niesłychaną pamięcią. Gdy w 2003 roku przybył do Teatru Śląskiego w Katowicach, by odebrać tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego, zaskoczył wszystkich. Po 40 latach pamiętał, jak na scenie rozkładają się głosy wykonawców, układ klatek schodowych i korytarzy!

Pracował na katowickiej scenie kilka razy. Przedstawienia w Teatrze Śląskim były jednak ostatnimi, w których Józef Szajna inscenizował cudzy tekst; od końca lat 60. tworzył widowiska autorskie, oparte na własnych scenariuszach i ze swoją scenografią. Miał ogromną potrzebę wyrzucenia z siebie wojennej traumy, której nie umiał oddać słowami innych ludzi.

Swoimi też zresztą nie, dlatego w jego inscenizacjach wybrzmiewały długie minuty milczenia, a strach zamieniany był w obraz i rekonstrukcję przestrzeni. Totalną, bo Szajna uważał, że II wojna światowa zburzyła podstawy naszej cywilizacji, a ludzką wrażliwość na zawsze zdruzgotała. Po latach zminimalizował te lęki na rzecz nadziei, ale do końca postrzegał człowieka jako nic nieznaczącą drobinę Dobra w kosmosie Zła.

Do Teatru Śląskiego przyjechał jako artysta ceniony, choć kontrowersyjny. Jego oryginalny stosunek do tworzywa teatralnego sprawiał wrażenie, jakby reżyser nie szanował tekstu, traktując go wyłącznie jako bazę dla eksperymentów formalnych. Ale "Szkarłatny proch" Seana O'Caseya, zrealizowany przez Szajnę w Katowicach w 1968 roku, odbił się głośnym echem w całej Polsce.

Jeszcze większy szum towarzyszył "Rzeczy listopadowej" Ernesta Brylla, która na trwałe weszła zresztą do historii teatru polskiego. Dramat - nawiązujący do literatury i idei polskiego romantyzmu, ale i z nim polemizujący - w realizacji Szajny zmienił się w płomienny manifest antywojenny.

Bohaterowie sztuki pojawiali się na scenie w obozowych pasiakach, wsparci na kulach, zniekształceni bólem i skuleni z wyczuwalnego w powietrzu strachu. Gigantyczne świece ofiarne do minujące w scenografii i ludzkie kukły, to wszystko stwarzało nastrój paraliżujący widzów.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x