Artykuły

x x x

Czy jestem czy nie jestem re­żyserem? Zależy, co się przez to rozumie. Bo przed reformą teatru czyli w teatrze aktora był tylko aktor i tekst, który aktor miał zagrać. Potem był kierow­nik literacki, który informował aktora nie tyle o treści dzieła czy o jego filozofii, co o jego hi­storiozofii, bowiem w polskim teatrze najważniejsza była historiozofia. Była i jest do tej po­ry.

Teatr kierowników literackich narodził się w czasie parowozu (Grzymała-Siedlecki) i przetrwał do rakiet kosmicznych (Heba­nowski). Właściwie to dopiero telewizja zmusiła teatr do wy­obraźni wizualnej. Ale wrogiem wyobraźni jest realizm, który wymaga od sztuki, żeby odbijała rzeczywistość, a sztuka jak wia­domo jest zawsze poza (ponad) rzeczywistością. Być może, że z realizmu zrobiliśmy realizmek, potraktowaliśmy realizm jak kartofle dla krasnoludków, zapo­minając że artysta jest sojusz­nikiem społeczeństwa, a sztuka bywa także myśleniem.

Reżyseria to nie tylko schemat myślowy. Nie wiem teraz, czy rozmawiamy o reżyserii w tea­trze starym czy w teatrze no­wym. Teatr stary jest znany i poznany, taki, który się mieści w pojęciu teatru zamkniętego. Teatr nowy jest otwarty i mówi nowym językiem. Jego nowa narracja służy nie tylko ilustra­cji.

Scenografię rozumiałem od po­czątku jako reżyserowanie prze­strzeni. Tak było w "Stanie oblę­żenia", w "Jacobowskym i pułkow­niku", w "Myszach i ludziach", w "Radości z odzyskanego śmietni­ka", w "Wariacie i zakonnicy". Dla mnie praca reżysera to organi­zacja przestrzeni otwartej dla akcji przedstawienia, czyli dla świata plastycznego, stanowiące­go spójnię rzeczywistości tea­tralnej ze światem-terenem gry. Przestrzeń jest tu niby maszy­ną, która wciąga aktora do wal­ki.

Reżyserem powinien być ten, kto ma coś do powiedzenia, a nie ktoś niewiele mądrzejszy al­bo głupszy od tego na widow­ni. Reżyserami powinni być poe­ci, a poeci zamienili się w pi­sarzy. A pisanie pisaniu nierów­ne. Często bywa to jazda towa­rowym pociągiem, który nie na­dąża za lotem myśli.

Reżyserzy w Burgtheater mieli jeszcze drzwi i okna, insceniza­torzy nie mieli już nic z tego, a za to zyskali przestrzeń i ho­ryzont, lecz konwencję nadal na­rzucali autorzy. Zaś nasza awan­garda w cudzysłowie to często gniewne wypowiedzi bo nowo­czesność powojenna za szybko się nam zestarzała.

Ja gram w bilard, ale nie je­stem kulą bilardową, gram w karty, ale karty wygrywają a nie ja. Co to jest reżyseria. Czy termin szkoły teatralnej i staw­ki ministerialnej, czy stwarzanie sytuacji, kiedy aktor sam siebie reżyseruje? Rzemiosło artystycz­ne to tworzenie ciekawego przedmiotu. Lecz co nazywamy twórczością?

Teatralizacja to umiejętność organizowania i zespalania - ruchu, słowa i dźwięku, aktor­stwa i plastyki czyliumiejętność budowania przedstawienia. Więc reżyseria jest nie tylko przygodą czy grą-zabawą. Reżyseria jest aktem twórczym, co także nie jest jednoznaczne. Ja np. jako reżyser obracam się w kręgu narracji plastycznej. W twórczo­ści ważne są tylko rejony przez nas nie poznane - obszary na­szej niewiedzy. Nam się wydaje, że myślimy, a to są nasze myśliny. Ja myślę w trakcie roboty, a wszystko, co powiem, jest kłamstwem. Bo dla mnie się li­czą przedstawienia - tylko przez sztukę przebija się nasze myśle­nie.

Pod tym względem sztuka stwarza możliwości większe niż życie. Jeśli powiem, że reżyseria jest aktem twórczym, to będzie to wciąż jeszcze termin teatru konwencjonalnego, bo z tego je­szcze nie wynika, że ja coś po­trafię stworzyć. Tworzenie to moja osobność, moje zapomnie­nie się w czasie. To moja pró­ba zaskoczenia siebie samego zjawiskiem, które wydaje mi się nowe i które uzmysłowi­łem. Granie nie może być ko­kieterią czy ekshibicjonizmem aktora. To, co przeznaczone jest na sprzedaż eo ipso zamienia się w towar. Najważniejsze w reży­serii są próby, a nie spektakle. Bo zgódźmy się na definicję, że reżyserowanie to zmniejszanie dystansu między poznaniem a rejonami naszej nieświadomości.

Bo ja nie reżyseruję, a raczej inspiruję, inicjuję - reżyser ist­nieje w koncercie, a teatr jest bardziej intymny. Tu akt twór­czy powstaje w osobności, a tyl­ko się uzmysławia, materializu­je na scenie, poprzez dzianie się w czasie. Dla aktorów je­stem najpierw aktorem, a oni zaanimowani moją "inicjatywą" zaczynają reżyserować - i z tego powstają zjawiska, które można by nazwać zbiorowymi sensacjami. Ciąg takich zdarzeń stanowi o strukturze przedstawienia.

Przedstawienia trzeba budo­wać - to robota czysto fizyczna, aktorzy to wtedy cegły, które się same układają. Aktor, choć sta­nowi element, jest ważniejszy i bardziej samodzielny niż kiedy nim steruje reżyser. Przekształ­canie aktora w postać to próba przekonania go o czymś, czego on jeszcze nie wie, a co powi­nien stworzyć. Bo aktor to osob­nik myślący i działający świa­domie, to nie manekin czy re­krut, ale partner, a nie tylko wykonawca.

Elementy teatru to żywa, my­śląca materia. To rtęć z rozbite­go termometru, której uporząd­kowanie jest jak uporządkowa­nie chaosu. Każdy teatr to taka próba ogarnięcia materii, która zawsze jest złożona. Tu się liczą agresje, kolory, nastroje i dźwię­ki, cisza i informacje, w sumie wielka paleta. Ile to mieliśmy teatrów - aktora i literatury, plastyka, muzyka, studenta. Brzdąkanie jednym paluszkiem na wielkiej klawiaturze. A przecie prawdziwy akt twórczy jest pojęciem otwartym; zam­knięty jest teatr ubóstwa. Reży­serowanie to chodzenie po sce­nie, to bycie między aktorami. Chodzi o wywołanie pewnych impulsów i napięć i o przekaza­nie ich drugim - współpartnerom aktu twórczego: o przerzucenie swojej koncentracji i energii jak­bym przerzucał jakiś ciężar, a inni przejmowali ładunki. Gra impulsów i doznań sprzęga się tu w jedność - aktora i reży­sera.

Schiller myślał tłumami, a ja mając w "Gulgutierze" dwunastu apostołów sztuki próbuję każde­go przekonać o jego osobistej racji. Bo o cóż nam w końcu chodzi - o uprawdopodobnienie kłamstwa, żeby to, co w życiu niemożliwe stało się prawdopo­dobne, a nie tylko teatralnie umowne. Nie myślę o naturze prawdziwej, łączy mnie ze Sta­nisławskim czas, który nas dzieli, lecz zgadzam się z jego tytu­łem: "Moje życie w sztuce".

Akt twórczy to powstawanie człowieka, próba sprawdzenia siebie, obrony przed pasywnoś­cią - kiedy człowiek na sobie

samym dokonuje unicestwienia, żeby można drugiego człowieka stworzyć czyli "zareżyserować".

Zawsze wolałem ludzi, którzy we mnie widzieli Don Kichota od tych, co mnie mieli za paja­ca. Ambitność to cecha Sancha Pansy, a nas stać na samoośmie­szanie. Bowiem sztuka to pokora. Nasz teatr ustawiono w pozy­cjach konsumenta i ekspedienta. Konsument choć się upomina o to co w Don Kichocie, podziela naprawdę ambicje i małe ma­rzenia Sancha Pansy. Bawmy się, choć nie wiemy, co tu na­prawdę jest śmiesznością i kto tu naprawdę jest śmieszny. Łat­wość życia zniszczyła pojęcie trudu.

Adaptowaliśmy fakty, a kon­wencjom przyznawaliśmy długie życie. Dzisiaj życiem dla teatru byłaby jego nowa forma. A dla nas awangardą jest Pinter - teatr młodych z okresu marzeń o małej stabilizacji. Awangardy szukamy u młodych, a młodzi są starsi od starych. Gniewni się ustabilizowali.

Kiedyś teatr był dla arystokra­cji - był mieszczański, bulwaro­wy, ludowy. Dziś wieś znajduje się w mieście, władza chodzi bez korony i wszyscy zasiedli obok. siebie. Próbujemy się porozumie­wać na rozmaite sposoby, ale lepiej niż swoi rozumieją nas cudzoziemcy. A my się także rozumiemy - jak ślepe i głuche krety.

Najwięcej reżyserowałem, kie­dy nie byłem reżyserem. Robi­łem stoliki i konie, talerze z głowami i przyczepy, czy półksię­życe w "Turandot". Robiłem sce­nografię funkcjonalną czyli pro­ponowałem akcję - jak tory­-drabiny w "Dziadach". Reżysero­wałem przestrzeń i reżyserowa­łem aktora. Scalanie zachodziło poprzez plastykę ingerującą w akcję. Stąd się brały metafory, stąd się rodziły abstrakcje. Stąd się brała moja symbolika, bo na­prawdę obchodził mnie nastrój.

Moje symbole wyrażały nastroje, nawiązywały do treści głębiej w dziele ukrytych. Tak było w "Pantagleize", w "Jacobowskym i pułkowniku", w "Akropolis" w "Ła­źni", w "Pustym polu". Nie fabuły, ale syntezy, człowiek który sta­je się symbolem, człowiek jako postać sceniczna, jego los jako uogólnienie.

Ludzie są jak gryzonie, co gro­madzą własną spiżarnię, a wszel­kie rozumowanie egzystuje poza materią. Mówimy o szczęściu pu­cybuta, który staje się milione­rem, rozwijamy się poprzez brzuch. Dlatego tak ciężko nam lecą te - teorie-gadania, bo od gadania są redakcje, a ja jestem od roboty: reżyseria jest między innymi odmierzaniem kilome­trów, jakie dzielą scenę od wi­downi i widownię od sceny, a tylko takie wywiady uzmysła­wiają mi czasem, że jestem cen­zurowany.

Notował A.M.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x