Artykuły

Muzyk z Krakowa

- Lepiej znany jest jako kompozytor niż jako malarz. JAN KANTY PAWLUŚKIEWICZ zaczynał w grupie Anawa razem z Markiem Grechutą. Przez całe lata związany z Piwnicą pod Baranami. W latach 90. zajął się pisaniem dużych form muzycznych takich jak "Nieszpory ludźmierskie" . Jednocześnie odkrył w sobie wrażliwość... malarską.

Sporządzane dość nietypową techniką obrazki pochodzą ze świata wyobraźni, gdzie nasycone, nie występujące w naturze barwy i imaginacyjne formy współgrają ze sobą. Wystawa w Galerii Krytyków Pokaz (Krakowskie Przedmieście 20/22) potrwa do 5 lutego.

Z Janem Kantym Pawluśkiewiczem rozmawia Jarosław Lipszyc:

Ile długopisów Pan posiada?

Ostatnio otrzymałem żelowe długopisy pastelowe w takiej ilości, że gdyby w moim Krakowie, a nawet w całym województwie małopolskim, wszystkie punkty sprzedaży zaopatrzyły się w żelowe długopisy u mnie, to jeszcze pozostałby mi zapas na dwa i pół roku pracy.

A tak na sztuki - to ile to dokładnie jest?

To trzeba liczyć w tysiącach, myślę, że kilkanaście tysięcy. Ale są mi one potrzebne - jeden z moich obrazków to, jak obliczyłem, szesnaście kilometrów długopisowego śladu.

Żel-art to technika wymagająca dużej ilości pracy...

Niesłychanie dużo. Dlatego zapewne tylko ja ją stosuję. Polega ona nie na "pisaniu" długopisem, tylko na pokrywaniu powierzchni kropkami. Jeden centymetr kwadratowy powierzchni obrazu wymaga postawienia od 350 do 450 kropek, ale bardzo często robi się dwie lub trzy warstwy.

Ile czasu pracuje Pan nad jednym centymetrem?

Jestem w tej dziedzinie specjalistą: na jednym centymetrze kwadratowym precyzyjnie aplikuję żel w trzech warstwach w niecałe sześć minut.

Te obrazki są stosunkowo niewielkich rozmiarów, ale wiem, że nosił się Pan z zamiarem zamienienia ich w monumentalne wizualizacje. Czy taki projekt został już wykonany?

Jedna taka wizualizacja nawet została wykonana, ale nie była ona realizacją mojego planu. A plan jest taki: jeden z moich żelartowych cykli nazywa się ?Ściany?, bo w moim wyobrażeniu obrazy te powinny wyglądać jak wielometrowe ściany. Wykonane z poliwęglanu, odpowiednio podświetlone, wszystko zgodne z najnowszą techniką. Taki ociekający, współczesny kicz. To może być wstrząsające widowisko, a wstrząs współgraniczy z kiczem. Ale do tego potrzebne są duże pieniądze i fantazja. A to połączenie nie jest jeszcze, niestety, w Polsce powszechne.

Słynie Pan z tego, że jest pedantyczny: kiedy Pan komponuje, kartka na biurku ma leżeć doskonale prostopadle i równolegle do krawędzi biurka.

Za to całość układu mojego pokoju może wskazywać na daleko posunięty burdel. Natomiast poszczególne elementy rzeczywiście muszą być na swoim miejscu.

Użył pan słowa "burdel"

To słowo w języku polskim brzmi szczególnie pięknie. Już ono samo łączy nas z Europą, bo przecież brzmi zupełnie tak samo jak w języku francuskim.

Pana obrazy to fantastyczny, wymyślony świat: jakieś ryby, nieokreślone kształty. Domyślam się, że tu chodzi nie tyle o sens, ile o emocje.

Obrazy działają na wyobraźnię dynamicznie, z takimi interpretacjami, jakich autor sobie wyobrazić nie może. Więc jeśli mam coś powiedzieć, to powiem tylko: mój malarski świat to rozpacz i radość. Tyle, że rozpacz jest człowiekowi przypisana, a o radość trzeba się starać. I ja się staram.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x