Artykuły

Parada głupców i oszustów

Ben Jonson, obwieś spod ciemnej gwiazdy znający dobrze lochy więzienne i najbardziej zakazane spelunki Londynu, to zarazem obok Szekspira, najwybitniejszy autor angielskiego renesansu. Obaj żyli w okresie, który sprzyjał rozwojowi teatru angielskiego. Reformacja, rozkwit gospodarczej potęgi Anglii, zdrowy, nie bałwochwalczy podziw dla sztuki antycznej i życzliwy stosunek dworu królewskiego sprawiły, że teatr angielski tamtych czasów nie ma równego sobie w świecie. Ben Jonson i Szekspir przez całe życie byli antagonistami. Nie o sprawy osobiste im chodziło, ale o to, w jakim kierunku ma się rozwijać teatr. Rzecz paradoksalna: Ben Jonson, były czeladnik murarski, dwukrotny morderca i samouk zarzucał znacznie bardziej od siebie wykształconemu Szekspirowi odstępstwo od klasycznych zasad budowy dramatu i oskarżał go o psucie dobrego smaku. Ale po śmierci Szekspira napisał elegię na jego cześć, która do dziś jest jednym z dowodów jedności mistrza ze Stratfordu z jego dziełami.

Jonson usiłował skierować dramat angielski na drogę klasycznej starożytności, którą doskonale znał i podziwiał. Ale jego tragedie nudziły ówczesnych widzów. Natomiast pełny sukces osiągnął

w realistycznych, o precyzyjnej formie i satyrycznych akcentach komediach. Występuje tam cały tłum barwnych jak on sam postaci, do których wzorce czerpał z życia londyńskich zaułków, z życia mieszczan, purytanów i królewskich urzędników. On jeden w tamtych czasach przedkładał realizm nad rozwichrzony, renesansowy romantyzm. Można go więc bez przesady nazwać twórcą angielskiego dramatu i komedii mieszczańskiej, która później tak bujnie rozkwitła. Ale każda z postaci jego komedii to jednocześnie symbol ujemnych cech ludzkiego charakteru. Tak jest w "Alchemiku" zaludnionym postaciami łotrzyków, w "Bartłomiejowym rynku", w którym przedstawia bogatą galerię plebejskich bohaterów, oraz w najlepiej u nas znanej jego sztuce "Volpone", której akcja toczy się w środowisku bogatego mieszczaństwa.

W "Volpone" jest coś z bajki o złych i głupich zwierzętach. Lisy, kruki, sępy, muchy nawzajem się pożerają. I jak w bajce - zło zastaje ukarane. Ale wśród tych zwierząt, ptaków i owadów, lis jest, mimo wszystko, postacią najsympatyczniejszą. W tej pysznej, tętniącej życiem renesansowej komedii, jak w krzywym zwierciadle, przegląda się ludzka głupota, obłuda, chciwość i oszustwo. Ludzka dżungla wypełniona jest komicznymi a zarazem żałosnymi i budzącymi odrazę postaciami, której zasługują na to, aby je oszukano, wyprowadzono w pole. Sekunduje im barwny, gwarny tłum.

Telewizyjna inscenizacja "Volpone" poszła w kierunku wydobycia zarówno bajkowości, jak i realizmu komedii. Nie było to łatwe. "Volpone" to typowa sztuka inscenizacyjna, wymagająca barwy, ruchu i przestrzeni. Na szczęście jest to również sztuka aktorska ze wspaniałą rolą tytułową i nie mniej świetnymi rolami pozostałymi. Do komnaty Volpone nie docierał gwar kipiącej życiem Wenecji, w której Ben Jonson umiejscawia dobrze mu znany świat londyńskich zaułków i spelunek, zaś scena jarmarczna była najmniej udanym fragmentem przedstawienia. Ale to bujne, renesansowe życie uosabia postać samego i Volpone. Jest to skąpiec przedziwny, którego nic nie łączy z Molierowskim Harpagonem kochającym złoto dla złota. "Uwielbiam bardziej mą chytrość w zdobywaniu skarbów niż w ich posiadaniu". Te słowa - to klucz do postaci stworzonej przez Jana Świderskiego. Jego Volpone to pełen życia, soczysty, rozmiłowany w zbytku i rozkoszach zmysłów bogacz, który czerpie okrutną radość z okpiwania bliźnich. Te cechy jeszcze bardziej (uwydatniają się przy podłym, wyrachowanym słudze Mosce, który w interpretacji Edmunda Fettinga był zimnym okrutnikiem, pozbawionym ludzkich odruchów. Okpiwane przez nich figury są wyjątkowo antypatyczne. Nikt nie żałuje głupców, którzy w pogoni za pieniądzem tracą zdrowy rozsądek. Henryk Borowski, Aleksander Dzwonkowski i Andrzej Szczepkowski stworzyli plastyczną galerię oszukanych głupców. Bez zbędnego rozsmakowywania się operowali jędrnym, dosadnym językiem komedii.

Przed kilkoma laty w naszej tv [pokazywano francuską filmową adaptację "Volpone" , w której występował Louis Jouvet. Tam świadkiem wszystkich forteli Volpone był gwarny tłum. Karykatura i satyra ustąpiła miejsca kostiumowej, obyczajowej komedii. W Teatrze TV wprawdzie zabrakło tłumu, ruchu, gwaru ale za to ludzka głupota i podłość ukazane zostały w nagiej, odrażającej formie.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x