Artykuły

Sztuka odkupienia

W udzielonym kilka lat temu wywiadzie Szajna mówił: "Teatr jest dla mnie stawianiem pytań większych niż je sobie zadajemy na co dzień". Po jego śmierci nikt już w taki sposób pytań w teatrze stawiać nie będzie - pisze Iwona Kłopocka w Nowej Trybunie Opolskiej.

Józef Szajna, zmarły niedawno wielki twórca teatralny, karierę artystyczną zaczął w Opolu.

Był jednym z najwybitniejszych polskich twórców XX wieku. Kreatorem teatru plastycznego. Dyplom grafika uzyskał w krakowskiej ASP w roku 1952, a rok później scenografa. Na scenie zadebiutował jako scenograf w tym samym 1953 roku w Państwowym Teatrze Ziemi Opolskiej. Trafił tu na zaproszenie ówczesnych dyrektorów - Krystyny Skuszanki i Jerzego Krasowskiego. Jego pierwszą pracą była scenografia do "Młodej gwardii" Fadiejewa w reżyserii Andrzeja Dobrowolskiego. Warszawska krytyka za najciekawsze w przedstawieniu uznała właśnie dzieło Szajny. Pojawienie się tego artysty w Opolu - obok Tadeusza Kantora i Wojciecha Krakowskiego - znacznie podniosło poziom oprawy plastycznej spektakli. Miejscowa prasa donosiła z dumą: "Teatr opolski przestał być kopciuszkiem, którym przedtem nikt się prawie spoza Opolszczyzny nie interesował". W 1999 roku miasto nadało mu honorowe obywatelstwo.

Szajna był artystą wszechstronnym. Malarz, grafik, scenograf, reżyser, autor scenariuszy do własnych przedstawień i teoretyk teatru. Przemożny wpływ na jego twórczość miały wojenne przeżycia, a przede wszystkim pobyt w obozach koncentracyjnych - Auschwitz i Buchenwald. Artysta wielokrotnie mówił o celu uprawianej przez siebie sztuki jako o "wiecznej potrzebie odkupienia". - Po wyzwoleniu wspominanie Oświęcimia było źle widziane, socjalizm nie potrzebował politycznych ofiar. A moim głównym uzależnieniem był obóz. Nie mogłem i nadal nie mogę wyzbyć się pamięci o tych, którzy tam zginęli - mówił po latach. Bał się, że nieludzkie okrucieństwo może powrócić.

W 1971 roku w Teatrze Studio powstała "Replika", jego sztandarowe dzieło, najwyższy hołd złożony pomordowanym i poniżonym. "Na środku sceny zwalisko śmieci i odpadów. Szmaty, rury, papiery, koła, zniszczone buty, zdeformowane manekiny. Nagle z nieruchomego kopca wydobywa się ręka Błądząc po omacku, natrafia na kawał chleba" - tak krytyka opisywała początek słynnego spektaklu pokazywanego przez autora i sześciu aktorów na całym świecie.

Dziewięć lat przed "Repliką" w 1962 odbyła się premiera innego wstrząsającego dzieła - jednego z najważniejszych przedstawień teatru europejskiego - "Akropolis" według Stanisława Wyspiańskiego. Powstało ono w Opolu, w Teatrze Laboratorium 13 Rzędów Jerzego Grotowskiego. Szajna był nie tylko scenografem i autorem kostiumów.

- Podjęliśmy się wspólnej realizacji, choć wcześniej pracowałem zwykle jako scenograf - wspominał. - Uważałem, że przy okazji premiery w tamtej małej sali trzeba wystąpić z teatralnym credo (...) Nasze Akropolis nie było krakowskim Wawelem, ale cmentarzyskiem ludzi po drugiej wojnie światowej, a zarazem nową historią po tym wielkim zniszczeniu i zagładzie Polski. Dla mnie był to świat aż nazbyt dobrze znany z autopsji. Sądzę, że i te doświadczenia - nie tylko artystyczne - wpłynęły na decyzję Grotowskiego, aby to przedstawienie realizować ze mną. On z kolei był artystą, który umiał to przetworzyć i na warsztat aktorski.

- Był tym, który po raz pierwszy użył w polskim teatrze przedmiotów "mniejszej rangi", jak to określał Tadeusz Kantor, czyli rur, starej zardzewiałej wanny... Uzyskał efekt demoniczny, piekielny, dantejski - wspomina opolskie "Akropolis" Włodzimierz Staniewski, założyciel Ośrodka Praktyk Teatralnych Gardzienice.

W "Rewizorze" bohaterowie wjeżdżali na scenę na sedesach, w "Don Kichocie" naga kobieta na wózku inwalidzkim, w "Dziadach" wielka drabina przebijała niebo, kafkowski "Zamek" rozgrywał się w scenerii rupieciarni. Zaszokowani takim przejawem awangardy awangardy w teatrze tradycyjnym, repertuarowym - bo Szajna nie założył, jak np. Kantor, własnego teatru - recenzenci początkowo bardzo go krytykowali. Dopiero zdobyte autorskimi spektaklami za granicami kraju sława i rozgłos - m.in. dzięki "Replice" i "Reminiscencjom", niememu spektaklowi poświęconego pomordowanym w czasie okupacji artystom krakowskiej ASP - sprawiły, że uznanie i zrozumienie jego sztuki zaczęło przeważać nad kpiną.

"Plastyczny język Szajny pozostawał służebny wobec przekazywanych treści - pisała Krystyna Wilkoszewska z UJ. - Eksperymentowanie z formą (szmacizm, estetyka śmietnika) nigdy nie stanowiło sztuki dla sztuki, lecz podporządkowane zostało idei naczelnej: świadectwu kondycji człowieka w świecie współczesnym. Była to nie tylko odmienność, ale i wielka odwaga kroczenia własną, narażoną na zarzut anachroniczności, drogą".

W udzielonym kilka lat temu wywiadzie Szajna mówił: "Teatr jest dla mnie stawianiem pytań większych niż je sobie zadajemy na co dzień". Po jego śmierci nikt już w taki sposób pytań w teatrze stawiać nie będzie.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x