Artykuły

Siła musicalowego studium

Przez cały dzisiejszy dzień w Teatrze Muzycznym w Gdyni trwają obchody 40-lecia Studium Wokalno-Aktorskiego. Przyjazd zapowiedziało ponad 200 osób, m.in.: Jerzy Gruza, Zbigniew Hass, Krystyna Wodzyńska, Jerzy Jeszke, Dariusz Siastacz. Wezmą oni udział w przygotowanym specjalnie na tą okazję benefisie - pisze Piotr Sobierski w Gazecie Wyborczej - Trójmiasto.

W sobotnim wydaniu Gazety Wyborczej przedstawiliśmy historię studium. Dzisiaj spojrzymy na szkołę oczami absolwentów ostatnich lat.

Lata 90. postawiły przed Teatrem Muzycznym oraz Studium Wokalno - Aktorskim nowe wyzwania. - Ludzie mniej serio traktują swoje obowiązki w teatrze - mówi Alicja Piotrowska, absolwentka z 1995 r., którą możemy oglądać w Teatrze Muzycznym w roli Lilli Vanessi w "Kiss me Kate" czy Velmy Kelly w "Chicago". - Jako adeptka musiałam długo czekać na główną rolę na scenie. Dzisiaj młodzi dostają taką szansę o wiele szybciej, mają łatwiejszy start i może stąd ta zmiana podejścia do pracy - dodaje.

- Doszło do przewartościowania zawodu aktora - stwierdza Krzysztof Stasierowski, absolwent z 1974 r., oklaskiwany m.in. za rolę Zorby na Scenie Letniej w Orłowie.

- Ta "choroba" widoczna jest szczególnie na przykładzie szybkich karier telewizyjnych. Zatraciła się prawda i idea aktorstwa - potwierdza Mateusz Deskiewicz, absolwent 2004 r., grający w "Francesco" rolę Filipa.

Dużą konkurencją dla studium są wyższe szkoły teatralne. Młodych przyciąga tytuł magistra, którego nie można zdobyć w Gdyni. - Często słyszy się opinię, że gdyńska szkoła jest schroniskiem dla tych, którzy nie dostali się do szkół wyższych - mówi Karolina Adamska, adeptka IV roku. Sama najpierw zdawałam do Łodzi, Krakowa, Wrocławia i Warszawy. Z mojego roku tylko 3 osoby od początku były zdecydowane na musical - dodaje.

Absolwenci, którym nie udało się dostać do szkół wyższych podkreślają, że mimo wszystko przygoda ze studiem to duża satysfakcja. - Dla mnie był to fascynujący czas. Szkoła znajduje się w teatrze. Chodzisz po korytarzach z aktorami, widzisz ich łzy, przygotowania do premiery - wspomina Mateusz Deskiewicz. - Zobaczyłem, czym naprawdę jest teatr. Wyzbyłem się wszelkich złudzeń, magia aktorstwa to nie koniecznie błysk fleszy i duże pieniądze.

Ogromnym plusem tej szkoły jest możliwość otrzymania etatu w Teatrze Muzycznym, średnio z każdego roku pozostają cztery osoby. Reszta musi szukać szans gdzie indziej. - Jeżeli "nasi" idą do obcych teatrów to zazwyczaj odgrywają tam znaczące role. Bo studium gwarantuje nie tylko 4 lata teorii, ale i bezpośrednią konfrontację z widzem. Praktyka jest najważniejsza w tym zawodzie - zaznacza Stasierowski.

Potwierdzeniem są kariery absolwentów studium z ostatnich lat. Zasilili oni warszawski Teatr Roma (m.in.: Jakub Szydłowski, Tomasz Steciuk czy Ewa Lachowicz), wrocławski Capitol (bracia Kamińscy, Cezary Studniak), ale i teatry dramatyczne całego kraju. Dla odmiany w gdańskim Teatrze Wybrzeże z powodzeniem występuje tylko Karolina Adamczyk i do niedawna Arkadiusz Brykalski. - Cztery lata ciężkiej pracy i kończymy szkołę tylko z tytułem zawodowym. Rozumiem obawy teatrów innych miast, ale nie wiem, dlaczego tak mało z nas gra w teatrach Trójmiasta. Przecież oni widzą, jacy jesteśmy, wielokrotnie nas uczą - mówi Piotrowska.

- Możliwe, że gdyby studium dawało tytuł równy uczelni wyższej mielibyśmy łatwiejszy start - dodaje Adamska.

Musical w Polsce przeżywa obecnie gwałtowany rozwój, w szczególności dzięki sukcesom Teatru Roma czy Teatru Buffo. Jednak sukcesy tych teatrów przysłoniły renomę, jaką cieszyła się przez lata gdyńska scena a tym samym studium, które ukończyło w ostatnim dwudziestoleciu wielu znanych trójmiejskim widzom aktorów, m. in.: Bernard Szyc, Rafał Ostrowski, Renata Gosławska, i reżyserów, takich jak: Jacek Borcuch czy Anna Kękuś.

Dzisiejszy jubileusz to okazja więc nie tylko do wspomnień i refleksji, ale i dyskusji o przyszłości tych dwóch placówek.

- Nie wystarczy dobry repertuar, zgrany i zdolny zespół oraz kierujący nimi reżyser. Potrzebny jest ktoś z wizją, wizją na miarę tej, którą miała założycielka studium i teatru Danuta Baduszkowa - stwierdza Krzysztof Stasierowski.

Studium jest bowiem fenomenem na skalę kraju. To jedyna państwowa szkoła musicalu. - Mimo trudności i nie posiadania statusu szkoły wyższej, nadal są pasjonaci, którzy tworzą studium a tym samym i Teatr. Myślę, że czuwa nad nami duch Baduszkowej - podsumowuje Mateusz Deskiewicz.

Dla Gazety:

Justyna Steczkowska [na zdjęciu], piosenkarka, która nie dostała się do studium. Mimo to, po latach zagrała w spektaklu Teatru Muzycznego "Sen nocy letniej":

Na początku komisja wysłuchała mnie z uwagą i wydawało się, że to, co zrobiłam, bardzo się podobało. Tak więc, kiedy po skończonych egzaminach zniesiono moje dokumenty z powrotem na dół (co oznaczało, że mnie nie przyjęto), płakałam rzewnymi łzami. Poczekałam aż komisja skończy pracę i udało mi się spytać jednej z pań, gdzie popełniłam błąd, który spowodował, że nie dostałam się do szkoły. W odpowiedzi usłyszałam, że jestem za dobra, żeby przyjęto mnie do szkoły. Spytałam, więc, czy mogę grać jakieś "ogony" w teatrze, żeby pomimo wszystko nauczyć się czegoś innego, niż umiałam do tej pory. Ale pani powiedziała, że bez dyplomu ich szkoły niestety nie mogą mnie przyjąć.

Mimo to nie żałuję, że tak się stało. Wydaje mi się, że ten czas wykorzystałam nawet lepiej, niż gdybym była uczniem. Założyłam swój własny zespół, gdzie mogłam śpiewać to, co chciałam i jak chciałam - bawiąc się głosem i odnajdując w muzyce własne ja. Prawie co wieczór grałam w jakimś klubie zdobywając szlify na scenie i ucząc się rozpoznawać nastroje publiczności. Poza tym schudłam dziesięć kilo - straciłam stypendium rezygnując ze studiów instrumentalnych - nie zawsze stać mnie było na jedzenie. To była niezła szkoła życia i przetrwania. Tego nie nauczyłabym się w żadnej szkole.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x