Artykuły

Artysta pod presją aparatu bezpieczeństwa

Okazuje się, że nawet wybitny i uznany już na świecie twórca, jakim był na początku lat 60. Tomaszewski, nie był wolny od presji aparatu bezpieczeństwa. I nie działo się to w czasach stalinowskich, ale parę lat po odwilży. Przypadek Tomaszewskiego nie był odosobniony. Postalinowska PRL akceptowała elitarną sztukę, ale starała się kontrolować wszelkie jej manifestacje - pisze Bronisław Wildstein w Rzeczpospolitej.

Postalinowska PRL akceptowała elitarną sztukę, ale starała się kontrolować wszelkie jej manifestacje. Jedną z form owej kontroli było wikłanie twórców w agenturalne zależności.

Henryk Tomaszewski [na zdjęciu] był wybitnym artystą, twórcą jednego z najlepszych teatrów drugiej połowy XX wieku. Był wizytówką polskiej kultury na świecie. Teraz okazuje się, że był także agentem, który donosił na swoich pracowników i przyjaciół. Czy wiedza o tej drugiej, ciemnej twarzy nieżyjącego już artysty ma dla nas jakieś znaczenie?

Znając antylustracyjne strategie, z dużą dozą dokładności wyobrazić sobie można argumenty przeciwników ujawniania prawdy o wielkich (i małych) postaciach naszej kultury, a generalnie prawdy o PRL. Oto próba ich zsumowania.

Czy wiedza o agenturalnej działalności twórcy może wpłynąć na ocenę jego dzieła? Jeśli tak miałoby być, to efekty lustracji byłyby destrukcyjne i pozbawiałyby nas ważnych zjawisk naszej kultury. Czy więc lustracja, zwłaszcza nieżyjących już postaci, nie jest li tylko zaspokajaniem niskich uczuć gawiedzi, służy niszczeniu autorytetów kultury polskiej i w efekcie kultury jako takiej?

Odpowiadając na te zarzuty, stwierdzić wypada, że biografia twórcy w małym stopniu wpływa na ocenę jego dzieła. W żadnym stopniu nie znaczy to jednak, aby należało ją mistyfikować. Czy fascynacje Gottfrieda Benna nazizmem mają uniemożliwić nam kontemplację jego poezji, a przystąpienie Picassa do partii komunistycznej - zachwyt jego malarstwem? W każdym jednak z tych wypadków wiedza o wyborach artystów dużo mówi nam o nich samych i o środowisku, w którym żyli. Jest więc elementem nie do przecenienia w rozumieniu zjawisk historycznych. Cóż więc mówi nam sprawa Tomaszewskiego?

Okazuje się, że nawet wybitny i uznany już na świecie twórca, jakim był na początku lat 60. Tomaszewski, nie był wolny od presji aparatu bezpieczeństwa. I nie działo się to wczasach stalinowskich, ale parę lat po odwilży. Przypadek Tomaszewskiego nie był odosobniony. Postalinowska PRL akceptowała elitarną sztukę, ale starała się kontrolować wszelkie jej manifestacje. Jedną z form owej kontroli było wikłanie twórców w agenturalne zależności. Była to "krótka smycz", na której można było trzymać artystów. Trzeba pamiętać o tym, gdy wychwalamy (słusznie) rozmaite przejawy wysokiej kultury tamtych czasów. Warto uświadomić sobie, że powstawały one nie dzięki, ale pomimo istnienia PRL.

Nie wiemy, czy Tomaszewski mógłby robić swoją pantomimę, gdyby nie ugiął się przed służbami PRL. Być może tylko uwierzył, że nie jest to możliwe, ale z całą pewnością przyjąć możemy, że jego odmowa naraziłaby go na szykany. Jakkolwiek by było, jego działanie jako artysty było wspaniałe, jego kariera jako donosiciela -odrażająca.

Uderzające jest, że ludzie do znudzenia powtarzający o złożoności świata, który, jakoby, miał wymykać się naszym możliwościom osądu, w tego typu wypadkach protestują przeciwko jej demonstracji. Gdyż złożoność ta nie odbiera nam zdolności oceny, która jest dwoista. Trudno po prostu przyjąć, że artystyczne osiągnięcia anulują moralny wymiar pozaartystycznych działań twórcy. Zbyt często zapominamy, że donosy mogły złamać życie konkretnym ludziom. Natomiast absolutnie jednoznaczna i oczywista musi być w tym wypadku ocena rzeczywistości PRL.

Zaciekła walka z lustracją dużej części środowisk intelektualno-artystycznych powodowana jest strachem. To nie tylko lęk konkretnych ludzi, którzy boją się ujawnienia wstydliwych faktów ze swoich życiorysów.

To obawa przed zdezawuowaniem środowiska, w którym wiele wybitnych postaci okupywało swoje sukcesy, a bywały to również sukcesy kultury polskiej, nagannymi moralnie praktykami. Tyle tylko, że próba ukrycia tamtych grzechów musi się zakończyć jeszcze większą klęską. Nie pozwoli odróżnić koniecznych kompromisów od (cóż, że w dużej mierze wymuszonych) aktów podłości. Będzie prowadziła do bardziej generalnych, a więc krzywdzących ocen.

Osobiście wiem, że gdybym dziś obejrzeć miał na nowo "Sen nocy letniej" Tomaszewskiego, rozumiałbym go nieco inaczej. I nie chciałbym rezygnować z tej wiedzy, choć nie przysparza mi ona satysfakcji.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x