Artykuły

Artysta z petli odcięty

- Ludzie dziwią się czasem - mówił - że z uporem wracam do rzeczywistości, która boli i uwiera. Ale ja tego nie planuję... Ja ciągle dziwię się, że żyję i pytam: dlaczego i kto odciął tę pętlę, którą miałem na szyi? - mówi reżyser, scenograf i malarz JÓZEF SZAJNA.

Kim jest Józef Szajna? Artystą osobnym. Przez ponad półwiecze tworzy dzieła organicznie związane z własną biografią, a jednocześnie uznane za uniwersalne w emocjonalnej wymowie. Malarz, grafik, twórca teatralny. Jego prace są nie do podrobienia, choć na pozór można naśladować ich strukturę przestrzenną i styl. Ale to nie forma stanowi o ich niezwykłości lecz wspomnienia autora, wtopione w plastyczny znak i teatralny symbol. Wspomnienia, których nie życzy nawet swoim oprawcom.

Tworzyć lub oszaleć

Józef Szajna w wieku dwudziestu jeden lat został skazany na śmierć. Wcześniej zdążył przeżyć tyle, ile innym - na szczęście - nie jest dane doświadczyć przez lat kilkadziesiąt. Jako siedemnastolatek wziął udział w kampanii wrześniowej, potem był więziony w Tarnowie i Nowym Sączu. Na końcu tej drogi były już tylko obozy koncentracyjne: Auschwitz i Buchenwald, gdzie dopadł go tyfus, a wreszcie - wyrok śmierci.

- Cuda istnieją - mówi Józef Szajna - i ja jestem tego przykładem. Uciekłem z transportu, w którym szedłem na egzekucję. Nie wiem, ile czasu mi wtedy zostało. Może to był dzień, a może godzina. Wiem tylko, że przeżyłem samego siebie. Ale zrozumiałem to dopiero po latach. Po wojnie instynkt samozachowawczy podpowiadał mi jedno: jeśli nie chcesz oszaleć od koszmarnych snów, wybierz, co da im upust. Postanowiłem zostać artystą.

Po zaleczonej gruźlicy wrócił do nauki. W krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych studiował grafikę i scenografię. W początku lat 50. XX wieku uzyskał obydwa dyplomy i przez następne sześćdziesiąt kilka lat tworzył na pograniczu dwóch sztuk - teatru i plastyki. Osiągnął światowy sukces, jego nazwisko - obok Kantora i Grotowskiego - wymieniane jest we wszystkich znaczących encyklopediach globu.

Gdy w 2003 roku odbierał w Katowicach tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego, wielu młodych ludzi nie kryło zaskoczenia jego pogodnym podejściem do życia. Wielki Józef Szajna okazał się człowiekiem obdarzonym poczuciem humoru, wyrozumiałym dla ludzi, wciąż pełnym twórczej pasji. Może tylko zaniepokojonym drogą, którą zaczął podążać polski teatr.

- Komercjalizacja zabija sztukę - mówił wtedy - bo artyści nie są od zdobywania pieniędzy, lecz od twórczych poszukiwań.

Katowickie poszukiwania

Doskonale pamięta układ klatek schodowych i geografię sceny Teatru Śląskiego. Ma do tego miejsca sentyment; pracował w Katowicach kilka razy i uważa ten okres poniekąd za przełomowy w swojej biografii twórczej. Katowickie przedstawienia były ostatnimi, w których Józef Szajna inscenizował cudzy tekst; od końca lat 60. tworzył wyłącznie widowiska autorskie, oparte na własnych scenariuszach i oryginalnej oprawie plastycznej.

Do Teatru Śląskiego przyjechał już jako artysta uznany, choć nie końca rozumiany. Jego szalenie (wtedy) nowatorski stosunek do tworzywa teatralnego budził protest części widzów i recenzentów, których deprymowała forma spektakli, pozornie nieprzystająca do tekstu. Niemniej "Szkarłatny proch" Seana O'Caseya, zrealizowany przez Józefa Szajnę w 1968 roku był spektaklem długo dyskutowanym, nie tylko na Śląsku.

Jeszcze większy rozgłos towarzyszył "Rzeczy listopadowej" Ernesta Brylla, która uznana została za wydarzenie i na trwałe weszła do historii teatru polskiego. Sztuka - nawiązująca do romantycznego widzenia świata, ale i z nim polemizująca - w realizacji Szajny stała się dramatycznym manifestem antywojennym. Jej bohaterowie, niezależnie od tekstu Brylla, pojawiali się na scenie w obozowych ubraniach, wsparci na kulach, kalecy i nieatrakcyjni. Towarzyszyły im kukły (element obowiązkowy w spektaklach reżysera), będące istotami zawieszonymi między życiem a niebytem oraz gigantyczne świece ofiarne, dominujące w scenografii.

Przedstawienie szokowało, ale miało nieprawdopodobną siłę ekspresji, której pięknie poddali się aktorzy. Wśród nich było wielu entuzjastów metody Szajny, traktującego aktora jako niezbywalny, ale równoważny ze scenografią element inscenizacji. Przybywało też wielbicieli artysty wśród publiczności i dlatego jego realizacja "Śmierci na gruszy" Witolda Wandurskiego, jeszcze swobodniejsza w traktowaniu materii dramaturgicznej niż poprzednie spektakle, cieszyła się dużym zainteresowaniem widzów Teatru Śląskiego.

Ślady po latach

Józef Szajna wkrótce po katowickich realizacjach został dyrektorem warszawskiego Teatru Studio, gdzie powstały jego najwybitniejsze dzieła - "Witkacy", "Cervantes", a przede wszystkim "Dante" i "Replika". Na Śląsk powrócił jednak jeszcze raz, w 1993 roku. Zrealizował wtedy w chorzowskim Teatrze Rozrywki "Ślady", wstrząsającą opowieść o tym, jak traumatyczne przeżycia mogą odkształcać ludzką wyobraźnię i wrażliwość aż po kres życia. Jacenty Jędrusik i Maria Meyer wspominają, że próby do spektaklu odbywały się w atmosferze, którą trudno było zracjonalizować, a przed każdym spektaklem potrzebowali kilkudziesiesięciu minut samotności, żeby w pełni wejść w wykreowany przez Szajnę świat. Podglądałam wtedy mistrza przy pracy. Był spokojny i konkretny, ale dziwnie napięty.

- Ludzie dziwią się czasem - mówił - że z uporem wracam do rzeczywistości, która boli i uwiera. Ale ja tego nie planuję... Ja ciągle dziwię się, że żyję i pytam: dlaczego i kto odciął tę pętlę, którą miałem na szyi? Każde przedstawienie i każda praca plastyczna jest po prostu szukaniem odpowiedzi na to pytanie.

Przez sześćdziesiąt pięć lat twórczości Józef Szajna stworzył swój własny artystyczny świat. Budował go z obrazów podświadomości i świadomych przemyśleń. To świat wiecznie zagrożony rozpadem, pozbawiony poczucia bezpieczeństwa i pogrążony w chaosie. To obsesja butów, które nie mają już właścicieli, motyw przeciwgazowych masek i oderwanych od korpusu kończyn. Ale przede wszystkim świat zmartwiałych ze strachu postaci, zatrzymanych między życiem a śmiercią. Już nie ludzi, ale jeszcze nie umarłych...

Teatr Śląski w Katowicach - w cyklu Jubileuszowe powroty" - zaprasza na spotkanie z Józefem Szajną 27 marca, o godz. 18.00, na Dużej Scenie

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x