Artykuły

Nieomylny zmysł geniusza

Po raz drugi gości na scenie World Theatre Season wyreżyserowana przez Andrzeja Wajdę sztuka "Biesy", objawiająca zmysł geniusza równie wielkiego, jak sama powieść.

Adaptacja którejkolwiek z powieści {#au#199}Dostojewskiego{/#} to wielkie wyzwanie, szczególnie dla tego, kto decyduje się odejść od tonacji oryginału. Dochodząc do wniosku, że żadna ze scenicznych wersji nie może całkowicie pokrywać się z książką, Wajda i Stary Teatr znaleźni klucz do przedstawienia w tytule powieści i pokazali Dostojewskiego w błyskawicznych, ostrych skrótach. Z jednym wyjątkiem wszystkie postacie są tu w stanie opętania: starzy liberałowie zapatrzeni na Zachód, młodzi aktywiści i menażeria filozofów-samobójców, morderców-idealistów i innych jednoosobowych sekt, które rozwijają się na ruinach ortodoksyjnej wiary. Wszyscy biorą udział w świńskim popłochu, do którego nawiązuje biblijne motto książki. W tym tempie nie ma czasu na rozwijanie szczegółowych wątków, na wyjaśnianie, co taki nieokrzesany pijak jak Lebiatkin, grany przez Jerzego Bińczyckiego, robi w salonie Barbary Pietrownej, czy jak Stawrogin przepływa od Lizy do Daszy. Zamiast spójnej fabuły Wajda stosuje analogie sytuacyjnych rozwiązań: dziki podkład dźwiękowy łączy w sobie terror i ekstazę seksualną oraz barbarzyństwo, wypełniające scenę błoto pokrywa buty oraz rąbki eleganckich strojów. Wreszcie, przywołując konwencję japońskiego teatru lalek, Wajda wprowadza chór w czarnych strojach, który z początku pełni funkcję robotników do ustawiania sceny, ale potem gra coraz to ważniejszą rolę w akcji, by na końcu animować aktorów niczym lalki.

Przedstawienie zaczyna się spowiedzią Stawrogina (w stylu histerycznego zeznania policyjnego), z którego rozwija się dalsza akcja. Są tam chwile, które wymagają zadziwiającej energii fizycznej i psychicznej, zwłaszcza że krótkie sceny obfitują w detale. Momenty takie, jak symboliczne zebranie "kwiatu czerwonego liberalizmu" czy przyjęcie u Wierchowieńskiego, są wystudiowane z precyzją malarstwa rodzajowego. Są tam też ślady typowego filmowego oświetlenia Wajdy, który używa reflektorów trzeciego stopnia i imitacji ognia w scenie pisania samobójczego listu Kiryłowa.

Gra aktorów, jak i rytm całości, są precyzyjnie wystudiowane. Już nigdy nie przeczytam tej książki bez obrazu Izabeli Olszewskiej jako groteskowo-patetycznej Marii czy Wiktora Sadeckiego jako absurdalnie wywyższonego Stiepana. Ale podstawą przedstawienia były stosunki między Stawroginem i Piotrem. Satanicznie cudowny Stawrogin Jana Nowickiego i Piotr Wojciecha Pszoniaka tworzą razem najświetniejszy duet, jaki widziałem na tej scenie.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x