Artykuły

Galeria przeklętych

W ubiegłym tygodniu mieliśmy okazję zobaczyć w ramach World Theatere Season Stary Teatr z Krakowa w przedstawieniu według powieści {#au#199}Dostojewskiego{/#} "Biesy" - spektakl o terrorze w carskiej Rosji w nowoczesnej adaptacji {#au#321}Camusa{/#} i w reżyserii Andrzeja Wajdy. Prapremierowego wieczoru sztuka spotkała się z miłym przyjęciem częściowo pustej sali.

Opisuję te fakty ze smutkiem, ponieważ przyjęcie, z jakim sztuka się spotkała było nieadekwatne do wartości tego przedstawienia. Moje odczucia po pierwszym zetknięciu z tym nadzwyczajnym teatrem z Polski przypominały szaloną egzaltację publiczności po występach MChAT-u w dniach jego najświetniejszego rozwoju. Tymczasem, choć "Biesy" były tu grane przez Polaków także w ubiegłym roku, nie zauważyłem dotychczas, by fakt ten w jakikolwiek sposób wpłynął na brytyjskich reżyserów, aktorów czy nawet na standardy oceny teatru.

Jest to zdumiewające, ponieważ należałoby spodziewać się, że taki rozdaj sztuki zmieni radykalnie nasze wyobrażenia na temat nowoczesnej sceny. Wajda i jego zespół łączy najlepsze pomysły Stanisławskiego z najbardziej fantastycznymi udoskonaleniami jego pracy: prawda teatralna połączona z nieprzewidywalnością i zaskoczeniem oraz reżyserską inwencją, która rozszerza materiał źródłowy, traktowany tu zupełnie nowatorsko, oryginalnie; moment sceniczny, który niesie akcję sztuki z szybkością komety, pozwalając jednak widzowi odebrać jej pełny impet - jednocześnie umożliwiając syntezę dwu rozbieżnych, współczesnych wątków. Wajda umieścił akcję na tle martwego nieba, na gruncie z błota, które formuje się w pęcherze, wrze, kipi i przysycha na ubraniach osób dramatu. Wśród tego jałowego pejzażu reżyser umieszcza sceny zmieniane przy akompaniamencie elektornicznie wzmocnionych głosów przez złowieszczy chór ubrany w czarne, lniane stroje od stóp do głów - chór, który stopniowo rozrasta się i kontroluje rozwój sytuacji niczym władcze demony. A z jaką gracją to wszystko! Od chwili, gdy Stawrogin rozpoczyna spektakl palącą spowiedzią w gorączce samoobrzydzenia, do momentu, gdy sztukę kończy wieszając się na szafie - akcja nie ma dłużyzn i nic nie traci za swej halucynacyjnej intensywności.

Adaptacja {#au#321}Camusa{/#} to inteligentna, lecz teatralnie konwencjonalna praca, która przedkłada ewolucję postaci sztuki nad rozwój wypadków. Poprawki Wajdy uzupełniają relacje między postaciami i wprowadzają niespodziewane rozwiązania. Pozwala on bowiem motywom płynąć swobodnie przez konflikty. Galeria przeklętych Dostojewskiego jest obecna co do jednego indywiduum, a każdy jest skrajnością: pasożytniczy liberał Stiepan Wierchowieński, student-humanista Szatow, inżynier Kiryłow, który sprawdza swego Pana Boga poprzez nic nieznaczące morderstwo, teoretyk Szigałow wykładający swe rewolucyjne dogmaty rozpromienionej grupie ("Rozpoczynam w pełni wolności, a kończę w skrajnym despotyzmie.") oraz - najważniejsi - nihilista Stawrogin i jego obrzydliwy adorator, rozszalały terrorysta Piotr Wierchowieński. Cała sztuka w swej nadzwyczajnej reżyserii ma zastraszającą atmosferę podwyższonej realności, jako że Wajda wynalazł sceniczny ekwiwalent filmowego zbliżenia. Ale Jan Nowicki jako Stawrogin i Wojciech Pszoniak jako Piotr są jeszcze bardziej elektryzując: jeden - nieugięty despota z oczyma, w których widać wewnętrzny ból i smutnym uśmiechem pojawiającym się czasem na jego twarzy, a drugi - strzelający palcami w wielkim podnieceniu i umykający na skos przez scenę niczym kogut bez głowy.

Reżyser uzupełnił przedstawienie pomysłami scenicznymi, które wciąż jeszcze stają mi przed oczyma: Stiepan Wierchowieński umierający na ziemi przy wozie, na którym siedzi czarno ubrana, zakapturzona postać, niczym szakal czekający na zgon ofiary; Stawrogin i Piotr przyłączający się razem do rzewnego chóry ludowej pieśni, gdy pierwszy z nich właśnie zgodził się na zamordowanie jednego z członków komórki; Narrator próbujący desperacko zakończyć przedstawienie, któremu ręce chóru zatkały usta.

Krótko mówiąc - spektakl to dziejowe wydarzenie, które potwierdza supremację teatru nad każdą inną dziedziną sztuki, jako że jest on medium filozofii w akcji i natychmiastowej wyczulonej reakcji.

Problemem wydarzeń dziejowych jest jednak to, iż czynią one swe najbliższe otoczenie płaskim i zwyczajnym, a ja mam nadziej, że przebaczycie mi, że uważam najnowsze przedstawienia z angielskiego repertuaru - w kontraście z "Biesami" Starego Teatru z Krakowa - za zbyt lekkie. W Chichester nic właściwie nie wydaje się być zaplanowane w celu zakłócenia stoickiej atmosfery wieczoru, skoro przedstawienia podaje się jako "kulturę" w Domu Złamanych Serc lub jako "rozrywkę" w Hali Jazdy Konnej...

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x