Artykuły

Huragan

- Ten spektakl naprawdę dzieje się gdzieś indziej, poza sceną. Nie w naszym graniu i w brawach widowni, tylko właśnie w tej nakręcającej się spirali prowokacji i agresji oraz reakcji na agresję. I dalej - w naszym przekonaniu, że trzeba grać i walczyć, i wciąż coś udowadniać. Mateusz Węgrzyn rozmawia z aktorami grającymi w spektaklu "Klątwa" w reż. Olivera Frljicia na łamach Notatnika Teatralnego.

Mateusz Węgrzyn: Jakiego rodzaju doświadczeniem jest dla was gra w "Klątwie"? Do czego możecie porównać emocje, które wiążą się z tą pracą? Jacek Beler: Pierwszy raz miałem okazję się przekonać, jakie kontrowersje i emocje może wywołać spektakl, który przekazem trafia w swój czas. Zobaczyłem wyraźny podział w środowisku teatralnym, aktorskim i w społeczeństwie. Od tych, którzy się za nas modlą, po tych, którzy życzą nam śmierci. Zobaczyłem, do czego może posunąć się władza, która pod wpływem nielegalnie nagranych, wyrwanych z kontekstu scen jest w stanie publicznie linczować aktorkę. Teatr stał się zwierciadłem tego, co poza jego murami. Absurdu, agresji, braku chęci poznania i otwarcia się na sztukę, która - by wybrzmieć - potrzebuje mocnych środków wyrazu, tak jak widz potrzebuje silnych bodźców, by reagować. W innym wypadku nie ma sensu zabierać się za tematy, które porusza sam Wyspiański.

Barbara Wysocka: Ten spektakl dzieje się nie tylko na scenie, ale wychodzi poza nią. To się nie zdarza często. My, grając "Klątwę", stajemy się powodem dla innego spektaklu, w którym grają widzowie, demonstranci, ONR-owcy, policja, dziennikarze i politycy. Myślę, że Oliver Frljić bardzo dokładnie zaplanował takie szerokie działanie swojej pracy. To, co dzieje się na scenie, jest jedynie pretekstem, punktem zapalnym. Wiele jego spektakli działa w ten sposób, a dzięki temu, że jako reżyser zawsze stara się znaleźć temat palący dla danego miejsca, skutecznie wkłada kij w gniazdo szerszeni, powoduje dyskusje, budzi kontrowersje i osiąga efekt, o jakim wielu reżyserów może tylko pomarzyć.

Julia Wyszyńska: Spektakl ma bardzo specyficzny, rwany rytm, jest szybki, dużo się dzieje w krótkim czasie. Przed wejściem na scenę, gdzie gramy "Klątwę", mam straszny dygot, zastanawiam się, czy dam radę. Cały przebieg generuje duże napięcie, czasem właściwie do ostatniego monologu się trzęsę, a raczej nie zdarza mi się to w przypadku innych spektakli. Niestety, w trakcie jest dużo strachu związanego z realnym zagrożeniem. Kiedy dochodzą wszystkie akcje organizowane przed teatrem, to powstaje naprawdę dziwna mieszanka emocji. Pamiętam, że kiedy w maju 2017 roku patrzyłam na te wszystkie kordony policji, to myślałam, że biorę udział w jakimś dziwnym filmie... Stałyśmy z Karoliną i Klarą w ubraniach w kwiatuszki i patrzyłyśmy na policjantów i tych protestujących: śpiewających, modlących się, wygrażających. I my w tym miejscu - te, które są winowajczyniami tego wszystkiego... To było absolutnie absurdalne doznanie.

Mateusz Węgrzyn: Spodziewaliście się, że afera wokół spektaklu przybierze aż takie rozmiary?

Karolina Adamczyk: Przyznam szczerze, że ja się nie spodziewałam. Mój mąż mi powiedział, że będzie hardcore... Powiedziałam: to jest nieprawda, niemożliwe, to jest tylko teatr, większość i tak się nie interesuje tym, co my tutaj robimy. Przeczuwałam, że przyjdą ci w pelerynach, którzy w Bydgoszczy podczas pokazu "Golgoty Picnic" na nas pohukiwali i wygrażali różańcami. Chyba nikt z nas jednak nie przewidział tego, co zrobiła telewizja publiczna - jaki to spowoduje odzew.

Arkadiusz Brykalski: Dla mnie do pewnego momentu był to normalny spektakl. Mówię teraz tylko o moim osobistym odczuciu. I podczas prób, i w czasie premierowym czułem oczywiście wagę tematu, ale traktowałem to jako kolejną rolę. Dopiero później wszystko stało się nienormalne.

Mateusz Węgrzyn: Który to był moment?

Arkadiusz Brykalski: Dwa dni po premierze, kiedy zacząłem dostawać różne telefony od moich starych znajomych. Nagle poczułem, że to nie jest zwyczajna rzecz, zdałem sobie sprawę, że ten spektakl ma silne oddziaływanie społeczne, rozlewa się na inne obszary poza teatrem. Nigdy wcześniej nie miałem takich rozmów, konfliktów.

Jacek Beler: Zdawałem sobie sprawę, że "Klątwa" może wywołać kontrowersje. Skoro jednak żyjemy stymulowani przez media, które oferują nam przede wszystkim przemoc, gdzie trudne tematy nadal pozostają tematami tabu, to spektakl może stać się tym, co pobudzi niektórych i sprowokuje do działania. Tak też się stało. Czy jest to działanie, na które liczyliśmy? Nie do końca. Ale nikt nie wyszedł ze spektaklu obojętny. Jest o czym rozmawiać.

Barbara Wysocka: Spodziewałam się takich reakcji, nawet jeszcze gorszych albo inaczej - skuteczniejszych. Kiedy zaczęliśmy próbować niektóre sceny, było wiadomo, że będzie z tego dym. Wiemy przecież, w jakim kraju mieszkamy i w jakim momencie politycznym odbyła się premiera. Nie wierzę, że Oliver tego nie przewidział. Wręcz przeciwnie, myślę, że doskonale wiedział, kogo i w jaki sposób chce drażnić. Musiałby być bardzo naiwny, żeby nie zdawać sobie sprawy, co w tym chorym kraju spowoduje obalanie stojących odwiecznie pomników. I dobrze, że je obalamy. Czy ktoś w tym kraju waży się głośno mówić o tym, jaką rolę odgrywał papież Polak, jeśli chodzi o eksplozję epidemii AIDS w Afryce? O skandale pedofilskie w Watykanie? O prawa kobiet? Nie. Dlatego w momencie, kiedy ktoś mówi prawdę, reakcje są nerwowe. Właśnie dlatego, że to prawda. Że święty nie był święty. W tym kraju zakłamanie panuje na każdym poziomie, szczególnie w pokoleniu dzisiejszych sześćdziesięcio-, siedemdziesięciolatków. To pokolenie moich rodziców. Nie mówi się prawdy, żeby nie wytrącać siebie lub kogoś z poczucia komfortu, nie porusza się pewnych tematów, bo nie wypada, bo lepiej kogoś nie denerwować. Kiedy ze sceny mówimy prawdę, szlag trafia tych, którzy tę prawdę wypierają. Nikt nie lubi być wytrącany ze swoich wygodnych przekonań. Wiadomo było, że protesty będą.

Julia Wyszyńska: Pamiętam, że naprawdę zaczęłam się obawiać, kiedy Program II Polskiego Radia wycofał patronat medialny dla Teatru Powszechnego i kiedy Samuel Pereira, ówczesny wiceszef publicystyki TVP Info, zaczął pisać e-maile z żądaniem przekazania scenariusza. Wtedy zdałam sobie sprawę, że coś się szykuje. Przed premierą rozmawiałam z kimś o tym i zastanawiałam się: a co, jeśli zaczną o nas pisać w tabloidach? Później pisała już o tym prawie każda gazeta.

Karolina Adamczyk: Zwłaszcza po premierze wydarzyło się kilka nieprzyjemnych rzeczy. Na przykład Witold Mrozek napisał od razu o każdym szczególe. Miałam wrażenie, że jeszcze spektakl się nie skończył, a on już napisał recenzję, w której spoilerował wszystkie sceny. Myślę, że on też się nie spodziewał, jaki efekt może to wywołać.

Mateusz Węgrzyn: Niestety, był jeszcze - później zmieniony - tytuł: "Oliver Frljić wystawił Klątwę w Powszechnym. Teatr powiesił papieża". Skrajnie prawicowe media często cytowały ten tekst z dokładnym podaniem źródła, co miało niejako dodatkowo uwiarygodnić ich rewelacje.

Barbara Wysocka: Media potrzebują tematu. Wszyscy chcą, żeby się działo, dlatego kto tylko mógł, rozdmuchiwał aferę wokół premiery. Jeszcze długo będzie to trwało, przecież powstają kolejne spektakle odwołujące się do "Klątwy". Temat jest podsycany, chociaż powoli staje się nieświeży.

Arkadiusz Brykalski: Do mnie dopiero później zaczęło to wszystko docierać. Przez tydzień miałem stany lękowe, najbardziej bałem się o moje dzieci, rozmawiałem z dyrektorami ich szkół. Raz zobaczyłem w kiosku gazetę ze zdjęciami ze spektaklu, prześwietlonymi, bardzo złej jakości, i pomyślałem, że zaraz będą publikować nasze zdjęcia z dopiskiem: "TO ONI!". Zrobiło mi się bardzo przykro, kiedy w niedzielę byłem w kościele, a ksiądz z ambony powiedział, że dzisiaj będzie msza w intencji przebłagania za spektakl. Poczułem się w tamtym momencie bardzo nieszczęśliwy. Z czasem to mijało.

Barbara Wysocka: Ja nie należę i nie chodzę do kościoła, nie chrzczę moich dzieci, nie zapisuję ich na religię, nie mam więc dysonansu wewnętrznego. Dyrektorzy szkół moich dzieci bardzo mnie wspierali w tym czasie, ponieważ ich poglądy są podobne do moich. Jeśli natomiast chodzi o lęk, to pojawiał się na scenie, w sytuacji realnego zagrożenia. Grałam "Klątwę" w zaawansowanej ciąży i świadomość, że ktoś może próbować wedrzeć się na scenę lub odpalić racę na widowni, jak próbowano podczas jednego ze spektakli, była nieprzyjemna.

Klara Bielawka: Stany lękowe mieliśmy chyba wszyscy po wybuchu afery. Pamiętam, że odprowadzałam kiedyś dziecko do przedszkola i miałam wrażenie, że każdy się na mnie patrzy, że za chwilę coś nam zrobią. To było irracjonalne, ale wszystko przez to, że nikt z nas nie zetknął się wcześniej z taką falą nienawiści. Jeśli ktoś pisze: "Zabijemy cię!", to trochę czasu zajmuje złapanie dystansu czy dojście do świadomości, że to internetowy troll.

Mateusz Węgrzyn: Jak radziliście sobie z hejtem?

Karolina Adamczyk: Ja się wyłączyłam. Po trzech miesiącach od premiery dowiedziałam się od kolegi z Trójmiasta, że jego koleżanka, która też nazywa się Karolina Adamczyk, dostawała setki wiadomości na Facebooku, jakieś okropne teksty. Ona to czytała, a ponieważ jest młodą studentką, potraktowała to jako zjawisko socjologiczne. Później przed przesłuchaniami poprosiłam o te wiadomości, ale zostały już jakieś szczątki, nie chciała do tego wracać.

Jacek Beler: Portale społecznościowe zawsze uważałem za zło. Nie ma mnie tam. A to, co spotkało moich kolegów ze strony anonimowych idiotów, utwierdza mnie w przekonaniu propos internetowego piekła.

Barbara Wysocka: Nie ma mnie na Facebooku, na żadnych portalach społecznościowych i właściwie w ogóle w Internecie, więc otrzymałam tylko parę e-maili i listów, które niespecjalnie zrobiły na mnie wrażenie. Kasowałam wiadomości z "Klątwą" w temacie oraz od nieznanych nadawców.

Michał Czachor: Mieliśmy spotkanie z terapeutą. To było w pierwszym tygodniu po premierze, kiedy faktycznie był emocjonalny zjazd - nie mieliśmy wyobraźni, jak można reagować na pewne sytuacje. Przypominam sobie, jak ty, Arku, podałeś przykład hipotetycznego zdarzenia, kiedy nagle usłyszysz pukanie do drzwi, otworzysz i powiedzą ci: "Panie Brykalski, proszę z nami". I od razu powstają przemyślenia: czy wtedy mam z nimi pójść, zadzwonić do dyrektora teatru czy do prawnika, czy w ogóle zamknąć te drzwi?

Arkadiusz Brykalski: No tak, to świadczyło o naszym lęku, że w ogóle braliśmy pod uwagę taki rozwój wypadków.

Michał Czachor: To spotkanie z terapeutą było bardzo ważne i skuteczne, wcześniej nie mieliśmy narzędzi do radzenia sobie z pewnymi doświadczeniami. Coach był nastawiony na to, żeby rozmawiać z nami o hejcie internetowym, a już po dziesięciu minutach okazało się, że tak naprawdę każdy ma większy problem z własną rodziną.

Maria Robaszkiewicz: Mój mąż powiedział żartobliwie, że mam szczęście, bo jestem sierotką i nie muszę już tłumaczyć się mamusi i tatusiowi.

Barbara Wysocka: Coś w tym jest. Zdecydowana część mojej rodziny na spektakl się nie wybiera. Moje poglądy różnią się zasadniczo od ich poglądów, nie widzę tu niestety żadnego miejsca na dialog.

Michał Czachor: W czasie popremierowym byliśmy naprawdę przygnębieni. Nagonka telewizyjno-prasowa, skierowana również w naszą stronę, bo w spektaklu jesteśmy upodmiotowieni - używamy naszych imion i nazwisk, co dla laika znaczy, że mówimy w naszym imieniu - była całościowa, to znaczy zachwiała naszym systemem wartości. Pisano, że ja, Michał Czachor, jestem nie tylko złym aktorem, ale w ogóle złym człowiekiem.

Mateusz Węgrzyn: "Zło czynione przez złych ludzi dla innych złych ludzi"...

Michał Czachor: Może zabrzmiało to nieskromnie, może chodziło o terapeutyczne dowartościowanie w trudnym momencie, ale terapeuta dał nam taką refleksję: być może my, jako aktorzy, mamy pewną wartość dodaną, jeśli odważyliśmy się na coś takiego. Trochę trwało, zanim odzyskaliśmy wiarę w to, co robimy, i że jest to słuszne. Oczywiście sytuacja bardzo się skomplikowała, dużo już się wydarzyło, ale gdyby ktoś zapytał, czy zrobiłbym to drugi raz, to bym się nie zastanawiał.

Maria Robaszkiewicz: Zrobiłbyś?

Michał Czachor: Tak.

Maria Robaszkiewicz: I mam wrażenie, że każdy z nas myśli podobnie.

Arkadiusz Brykalski: Za każdym razem, kiedy gramy spektakl, robimy to ponownie.

Maria Robaszkiewicz: A ja miałam poczucie, że właśnie tym bardziej powinniśmy to robić, nie możemy się wycofać, tłumaczyć się, bo zrobiliśmy to - według każdego z nas - w sprawie niezwykle słusznej i potrzebnej.

Klara Bielawka: Głosów potwierdzających potrzebę grania spektaklu było mnóstwo, ale wszystkie przebiła wypowiedź starszej pani po spektaklu w Chorzowie. To było na żywo, powiedziane w twarz, szczerze. To kasuje tysiąc hejtów ze strony oszołomów, którzy w ogóle nie wiedzą, o co w tym spektaklu chodzi.

Michał Czachor: Wystarczy też wrócić do debaty, która ciągle jest dostępna na YouTubie i Facebooku Teatru Powszechnego. Myślę o popremierowej debacie dotyczącej pedofilii i nadużyć władzy Kościoła. Wzięli w niej udział między innymi Joanna Wichowska, Marcin Kącki i prof. Monika Płatek. To jest świetny komentarz do całej sytuacji.

Julia Wyszyńska: Przyznam, że bardzo dużo czasu zajęło mi to, żeby w pełni zdystansować się od tej sprawy i mieć odwagę bronić spektakl. Wierzyłam w niego cały czas, między innymi też dzięki temu, że mimo wszystko go graliśmy, jednak spokojna rozmowa, nie z pozycji zastraszonej ofiary, nie była łatwa. Podczas sesji terapeutycznej pierwszy raz, dopiero tydzień po premierze, poczułam relaks. Ciągłe napięcie potęgowały kolejne informacje o tym, że chcą nas medialnie zmasakrować. Zmaganie się z hejtem było jak obcowanie z żywiołem natury, na przykład z huraganem, którego trajektorii nie da się przewidzieć - nie wiesz, czy przejdzie przez ogródek i rozwali twój dom, czy jednak cię wyminie. Dzięki pani z Chorzowa zamknęłam pewien etap.

Maria Robaszkiewicz: Ona oczyściła sytuację.

Julia Wyszyńska: Tak, powiedziała, że dzięki nam przeżyła katharsis, ale my dzięki niej również. Postawiła kropkę nad i. Wobec tego, co ona powiedziała, nie było już dyskusji.

Barbara Wysocka: Pani z Chorzowa powiedziała, że została zgwałcona w dzieciństwie przez księdza i dopiero na tym przedstawieniu poczuła ulgę, że ktoś o tym głośno powiedział i zwrócił uwagę na powszechne zjawisko. Wiecie, mnie się wydaje, że ten spektakl naprawdę dzieje się gdzieś indziej, poza sceną. Nie w naszym graniu i w brawach widowni, tylko właśnie w tej nakręcającej się spirali prowokacji i agresji oraz reakcji na agresję. I dalej - w naszym przekonaniu, że trzeba grać i walczyć, i wciąż coś udowadniać. Ten spektakl o dużym zakresie działania, w którym bierzemy udział, jest zdecydowanie ciekawszy.

Michał Czachor: Nie chcę, żeby ta rozmowa miała taki wydźwięk, że jesteśmy i czujemy się ofiarami. Może przez pewien czas tak było. Bardziej uderza mnie to, że wobec fikcji teatralnej wydarzyło się tyle złego. To jest chore, nienormalne. Wiadomo, w jakim momencie społeczno-politycznym żyjemy. Przypominam sobie przesłuchanie w prokuraturze. Do tej pory metodologia pytań prawniczych była nam znana z amerykańskich seriali telewizyjnych. Kiedy zderzasz się z nią bezpośrednio, zdajesz sobie sprawę, że właściwie każda twoja odpowiedź może być błędna: wychodzisz albo na głupiego, albo na przestępcę i masz poczucie totalnego absurdu, surrealizmu.

Mateusz Węgrzyn: W wielu negatywnych recenzjach i artykułach podkreślano waszą "nieświadomość": ci młodzi, w większości niedoświadczeni aktorzy zostali zmanipulowani przez bałkańskiego prowokatora...

Barbara Wysocka: Ciekawe, zakłada to kompletną bezwolność aktora.

Klara Bielawka: A, to przywołujesz bardzo delikatne opinie. Dużo było takich, gdzie pisano, że jesteśmy albo chorzy psychicznie, albo naćpani, że zło, które bije ze sceny, jest tak prawdziwe... Swoją drogą, koledzy, to jest chyba komplement dla aktora - najwyraźniej wiarygodnie to zagraliśmy.

Michał Czachor: Najbardziej nieodpowiedzialnym publicystą okazał się Jan Wróbel, który wyzwał nas od "Hitlerków". Pedagog, były dyrektor liceum, znany z elegancji, szerokich horyzontów, erudycji i dobrych manier, nagle tak dał się ponieść emocjom. Podobne wypowiedzi dawały społeczne paliwo fali nienawiści.

Arkadiusz Brykalski: Miał prawo powiedzieć, co myślał. Mam ambiwalentne uczucia wobec tego, co się dzieje wokół "Klątwy". Z jednej strony jest radość, że teatr nie jest obojętny, że nie kończy się wraz z oklaskami, tylko jest szeroko omawiany - i chwalony, i szkalowany, że z jego powodu rozpętuje się żywa dyskusja. Nawet manifestacje za czy przeciw - jeśli tylko są pokojowe - stanowią dowód, że ludzie chcą bronić swojego zdania, nie ignorują sporu. Nagle też ludzie ujawniają swoje przemyślenia, czasem ich ponosi, ale nie mogą się chować, muszą się określić - mamy do czynienia z prawdziwymi postawami ludzkimi, nie kokieterią. Z drugiej strony jest smutek, bo ujawniła się przemoc.

Michał Czachor: Społeczny odzew na sztukę był duży. Ciekawy esej napisał ksiądz Andrzej Luter z perspektywy duchownego katolickiego. Mam problem z porównaniem tego głosu z komunikatami czy manifestami Episkopatu Polski lub poszczególnych hierarchów, którzy polecali nas modlitwie i przestrzegali przed oglądaniem spektaklu, chociaż go nie widzieli.

Julia Wyszyńska: Mnie obecnie bardzo denerwuje podejście pewnych osób czy grup, które na "Klątwie" chcą coś ugrać, skorzystać z sensacji, popularności. Pojawiają się zaproszenia do filmów dokumentalnych, w których mielibyśmy opowiadać o tym, jak biedni aktorzy zostali skrzywdzeni. Może kilka miesięcy temu bym się zawahała, ale teraz wiem, że nie wolno nam ustawiać się na pozycji ofiar, nie o to chodziło w graniu w tym spektaklu. Oczywiście to wszystko, co się wydarzyło, jest wspaniałym materiałem na film, a nawet film akcji.

Barbara Wysocka: Ale na "Klątwie" będzie teraz jechać mnóstwo ludzi. Kolejne spektakle będą się odwoływać i komentować, kolejni studenci będą pisać prace magisterskie na temat i kolejni politycy będą próbowali skorzystać z rozkręconej maszyny i coś na tym ugrać. Nawet w recenzjach z wystawionej przeze mnie opery wspominano o "Klątwie", teraz już się teatr długo z tego nie wyzwoli. Myślę, że niektóre skutki odczuwalne będą za rok, za dwa lata.

Maria Robaszkiewicz: Bardzo dużo zyskaliśmy na relacji między sobą, nauczyliśmy się lepiej komunikować pozawerbalnie, poza myśleniem tylko o sobie. Ta dobra energia się kumuluje i daje inną jakość. To dla nas niezwykle cenne, przecież tak wiele godzin spędzamy w tym teatrze - dotykamy się fizycznie, psychicznie. Nie mówię o komforcie. Nie jest tak, że każdy w teatrze podpisuje się rękami i nogami pod wszystkim, co tworzymy, a jednak sam spektakl i wydarzenia wokół niego bardzo nas skonsolidowały.

Klara Bielawka: Jest coś specyficznego podczas każdego setu "Klątwy" - z jednej strony niepokój, a z drugiej atmosfera...

Maria Robaszkiewicz: Podniosłości!

Klara Bielawka: Trochę tak.

Julia Wyszyńska: Kiedy widzimy, jak szef technicznych blokuje własnym ciałem drzwi przed manifestującymi, którzy chcą się wedrzeć do środka...

Barbara Wysocka: Mam wtedy raczej potężne poczucie absurdu. Przychodzę do pracy, a tam kordon policyjny; chcę wyjść z pracy, a tam bramki. Widownia niby normalna, ale cholera wie, co się w niej kryje. Wsparcie ze strony ochrony mieliśmy wielkie, zresztą z różnych stron, to bardzo pomogło.

Klara Bielawka: Czujemy to ze strony techniki, bileterów, portierów, wszystkich, którzy są wtedy w teatrze.

Maria Robaszkiewicz: Co ważne - od ludzi, którym się to podoba, i tych, którym się nie podoba.

Julia Wyszyńska: Wtedy działamy wspólnie jak jedna drużyna, zbliżamy się do siebie. Mam tylko trochę żal do Olivera, że nie przyjechał do nas po premierze, w trudnym momencie.

Maria Robaszkiewicz: Tak to jest z reżyserami - kończą pracę ze swoim ukochanym zespołem i jutro nowy zespół staje się ukochany.

Mateusz Węgrzyn: Tak jak w monologu Barbary Wysockiej - po Warszawie będzie Monachium czy inny Maribor.

Michał Czachor: Myślę, że jak spotkaliśmy go w Berlinie, to był w depresji.

Barbara Wysocka: Oliver Frljić ma depresję, ponieważ wie, że trudno będzie mu zrobić spektakl ważniejszy od "Klątwy" - tak powiedział.

Maria Robaszkiewicz: Pewnie trochę też się boi, po jego przeżyciach jest to uzasadnione.

Mateusz Węgrzyn: A jak reagowało środowisko teatralne? Jak to się zmieniało? Co słyszeliście w kulisach od znajomych aktorów, reżyserów?

Michał Czachor: Słyszałem plotkę, że w środowisku o naszym spektaklu mówi się już: "jebana "Klątwa". Na przykład: "ta jebana "Klątwa" jedzie na festiwal, to znowu obetną nam dotację".

Jacek Beler: Ze strony artystów, którzy swoją sztuką mają coś jeszcze do powiedzenia, uzyskaliśmy mentalne wsparcie. Myślę, że sporo wrogów również przybyło. Czas pokaże, jak "Klątwa" wpłynie na nasze życie zawodowe.

Klara Bielawka: Środowisko warszawskie było bardzo wspierające. Dostaliśmy ogromne wsparcie od Nowego Teatru czy TR-u, i to nie było poklepywanie po plecach, tylko fizyczna obecność przed teatrem i po spektaklu w kulisach. Wiem, że pewnie są takie głosy, o których mówi Michał, ale ja bezpośrednio tego nie usłyszałam.

Julia Wyszyńska: Niektóre teatry mówiły wprost, że nie udzielą nam symbolicznego wsparcia, bo przecież sami tego chcieliśmy: "Zależało wam na skandalu, to macie".

Maria Robaszkiewicz: Tak, a przecież to nie było naszym zamiarem.

Barbara Wysocka: Naszym może nie, ale reżysera owszem.

Klara Bielawka: Myślę, że jeśli ktoś się na nas obraża, bo z powodu "Klątwy" nie pojedzie na festiwal, to chyba naprawdę nie rozumie, o co w tym wszystkim chodzi, albo tylko udaje.

Barbara Wysocka: To takie miłe pomyśleć, że środowisko jest jednolite, zawalczy wspólnie w słusznej sprawie i że wszyscy nas wspierają. Tak jednak nie jest - odwaga i sukces Teatru Powszechnego budzą dużą zazdrość i niechęć tych, którym coś takiego się nie udaje.

Michał Czachor: Każdy ma prawo do wyrażenia swojego stanowiska. Pamiętajmy tylko, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Mateusz Węgrzyn: Jak odbieracie reakcje widowni? Często spazmatyczne śmiechy i wzruszenie, po każdym spektaklu owacja na stojąco.

Klara Bielawka: Feedback od widowni jest świetny. Przeważnie jak ktoś przychodzi na "Klątwę", to z niej nie wychodzi, bo wie, na co się zdecydował. A że jest to widownia często zastraszona pod teatrem, która siedzi trochę jak na szpilkach, to dodatkowo powoduje, że wytwarza się między nami nić porozumienia.

Barbara Wysocka: Mam wrażenie, że widzowie przychodzą z jakimś nabożeństwem, że te spektakle są jak jakiś rytuał - przyjdziecie, przedrzecie się przez ONR, sprawdzą wam torby, usiądziecie, a my wam powiemy trochę tego, co już wiecie, ale boicie się o tym mówić... A nawet pomyśleć. Spektakl jest różnie odbierany w różnych miejscach, na przykład w Berlinie ludzie świetnie się bawili, byli zrelaksowani i pozytywnie reagowali, ale chyba nie było tam takiej siły jak podczas spektakli w Polsce. Po prostu tam taki spektakl nie jest przekroczeniem, a pewne tematy są lepiej przepracowane.

Jacek Beler: Poruszanie się między fikcją a rzeczywistością zarówno dla aktora, jak i widza, jest czymś intrygującym. Ten spektakl na tym bazuje. Klimat oraz jego przekaz sprawiają, że wśród widzów wytwarza się rodzaj konsternacji i ogromnego skupienia, które czujemy, będąc na scenie. Jesteśmy z widzami bardzo blisko.

Mateusz Węgrzyn: Na temat oklasków słyszałem kilka opinii od osób, którym spektakl bardzo się podobał - mówili, że dla nich to był bardziej gest sprzeciwu wobec nagonki medialnej i zagrożenia, gest wsparcia dla was.

Maria Robaszkiewicz: Mnie się wydaje, że ludzie bardzo emocjonalnie odbierają ten spektakl. Zaprosiłam na niego kilka osób, które są bardzo wierzące i praktykujące. Byli poruszeni, to było dla nich niezwykłe przeżycie i do tej pory to wspominają. Absolutnie nigdy nie mieliśmy poczucia, że owacja jest na pokaz czy sztuczna, ludzie w większości są po tym dotknięci i chcą to wyrazić. Jak ktoś nie chce, to po prostu nie klaszcze. Oliver pokazuje w "Klątwie", że jest bardzo dobrym reżyserem, o nieprawdopodobnym wyczuciu teatru, rytmu i emocji. Nigdy nie mogę zapomnieć o tym, że on przeżył wojnę, był jako nastolatek w obozie dla uchodźców i że miał poważne doświadczenie z teologią. Dlatego mocna wypowiedź w jego wypadku jest zasadna.

Klara Bielawka: Moja znajoma, praktykująca katoliczka, powiedziała po obejrzeniu "Klątwy", że według niej ten spektakl zrobił człowiek głęboko wierzący, którego skrzywdził Kościół.

***

Warszawa, październik 2017 roku

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x