Artykuły

Aktor

Jest lato 1944 roku. Marian Cebulski krzyczy do szarej grudy: "Żebraku!". Później, do dziś, niewiele się zmieni. Cienie wejdą do gardła, nieco opadną plecy. Czystość zostanie. Przez 68 lat aktorstwo Cebulskiego odcięte od lukrowanego sentymentalizmu, pensjonarskiej ciepłoty, wzruszeń lepkich, bombastycznych - sztuka konkretna, wyraźna, bezbłędna jak rzeczy w "Powrocie Odysa": rdza, tynk, koło - pisze Paweł Glowacki w Dzienniku Polskim.

Jest lato 1944 roku. Marian Cebulski krzyczy do szarej grudy: "Żebraku!". Później, do dziś, niewiele się zmieni. Cienie wejdą do gardła, nieco opadną plecy. Czystość zostanie.

Możliwe, że to właśnie on 65 lat temu krzyknął wieczorem: "Żebraku!". Wieczorem albo w prologu nocy. Okutana ubłoconymi łachmanami wielka gruda na zardzewiałej lufie armatniej - ani drgnęła. Nie obudziły jej kolejne, podobnie szare słowa. Dopiero gdy gruda słyszy: "Troja" - wolno, z trudem unosi głowę, wyłuskuje twarz z ubłoconych strzępów szynela mówi: "Odys jestem, wracam spod Troi". Wtedy wszystko zaczyna się widzom zgadzać.

Tak, to drugie przedstawienie Teatru Podziemnego Tadeusza Kantora - rok wcześniej, w maju, pokazał "Balladynę" Juliusza Słowackiego, teraz daje "Powrót Odysa" Stanisława Wyspiańskiego. Wszystko się zgadza - jest Odys. Ale nie znika zdumienie.

Nie znika, bo Odys jest gadającą grudą, nie mityczną szlachetnością. W dniu premiery za oknami - lato roku 1944. A tu - co? Uniesienia estetyczne? Patriotyczne dosładzanie niepoczytalnie lukrowanego patosu fraz Wyspiańskiego? Koturnowa msza w stylu Teatru Rapsodycznego, msza za cierpiące miasto, ojczyznę w poniewierce i umierające pół świata? Pełen godności szmer łez boleści?... Tu nawet nie ma porządnego miejsca teatralnego. Tu jest tylko mieszkanie w kamienicy przy Szewskiej. Żadnego podziału na widownię i scenę. I nic, tylko czysta, piękna marność rzeczy byle jakich.

Koło od drabiniastego wozu, prymitywne, gminne. Łupina deski pod sufitem całym w rysach. Żuta przez rdzę lufa armatnia, ogromna, bezużyteczna - wrak salwy na murarskich kobyłkach, upstrzonych skostniałym wapnem. Kawałek opasłej liny okrętowej, już bez znaczenia. Toporny megafon, jak rzekł Kanton "bez śladów perfekcji". Zamiast pluszowych foteli - paki całe w piegach węglowego miału. W ścianach - dziury, w dziurach - kruszejące cegły. Sponiewierany tynk. Podłoga - spękane drewno. Kopce gruzu. Odys skulony w szarą grudę na wraku salwy. Pastuch, który opowieść rozpoczyna, nie krzyczy: "Polsko!", krzyczy: "Żebraku!". Możliwe, że grał go Marian Cebulski. Tylko możliwe? A co z pewnością?

Łatwo można by uspokoić wahanie. Zwłaszcza dziś, gdy Marian Cebulski obchodzi fantastyczny jubileusz 65-lecia twórczości aktorskiej, należałoby nabrać pewności, wesprzeć pamięć konkretami. Powiadają, że debiutował właśnie w tamtym "Powrocie Odysa" Kantora-Wyspiańskiego. Można by do Cricoteki zadzwonić, dopytać, upewnić się, bo przecież mówią też, że był na scenie już w o rok wcześniejszej "Balladynie" Kantora-Słowackiego. Poza tym - na widmowym afiszu "Powrotu Odysa" figuruje jako Pastuch Pierwszy, więc może pojawił się Pastuch Drugi i może to on, a nie Cebulski, zawołał: "Żebraku!"? Więcej - można by jakąś księgową Melpomeny skłonić do stworzenia z wszystkich 65 lat aktorstwa Cebulskiego - katalogu teatrów, w których grał i postaci, w które się wcielił, oraz, na przykład, katalogu sztucznego włosia, liczonego w kilometrach, z którego zrobione zostały wszystkie sztuczne brody Cebulskiego. Można by... Lecz, na dobrą sprawę - po co?

Jakoś nie mogę, nigdy nie mogłem, znaleźć związku zgody między z natury pierzchliwą sztuką aktorską a beznamiętną pewnością liczb archiwistów. I niech tak zostanie. Zwłaszcza że niby jak mogą mi pomóc, bądź zaszkodzić, mądre rachunki i katalogi, skoro moja pamięć o lecie 1944 roku wynika z faktu, że ojciec mój miał wtedy lat 13, matka zaś - 5? Lepiej zostać przy tym, co o wspominaniu mawiał Kantor - że to jest wcale nie słodka, ani jasna gierka, którą ciemne widma prowadzą z nami, gdy sen nie przychodzi. Więc - pamiętam. Tak, pamiętam tamten letni wieczór, albo początek nocy, roku 1944 i biedny pokój w kamienicy przy Szewskiej (a może gdzie indziej?). Później, grubo później, na ścianie kamienicy zawiśnie tablica upamiętniająca premierę "Powrotu Odysa", tablica ze zdaniem Kantora: "Do teatru nie wchodzi się bezkarnie". Przez 68 lat aktorstwo Cebulskiego będzie w mocy tych sześciu słów. Aktorstwo odcięte od lukrowanego sentymentalizmu, pensjonarskiej ciepłoty, wzruszeń lepkich, bombastycznych - sztuka konkretna, wyraźna, bezbłędna jak rzeczy w "Powrocie Odysa": rdza, tynk, koło. Ale to kiedyś. Teraz jest lato 1944. Pastuch Cebulski krzyczy do szarej grudy: "Żebraku!" Do dziś niewiele się zmieni. Ot, cienie wejdą do gardła, nieco opadną plecy. Czystość zostanie ta sama.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x