Artykuły

Być dobrym także na Broadwayu

Rozmowa z ADAMEM KAMIENIEM

Adam Kamień debiutował na trzecim roku łódzkiej PWSFTviT główną rolą w fil­mie "Kornblumenblau" Leszka Wosiewicza, na ostatnim festiwalu w Gdyni nagro­dzonym Złotymi Lwami za reżyserię. Za rolę w "Kornblumenblau" Adam Kamień otrzymał Brązowego Leoparda na festiwalu w Locarno. Obecnie, jako jeden z aktorów zespołu sformowanego przez Janusza Józefowicza gra w warszawskim Teatrze Dramatycznym w musicalu "Metro", który ma szansę stać się rewelacją sezonu teatralnego.

- W małych miastach, jak moja rodzinna Ostrołęka, życie artystyczne właściwie nie istnieje. Jeszcze przed studiami skończyłem kurs tańca towarzyskiego i później należałem do zespołu tanecznego. W tym samym cza­sie działałem w amatorskim teatrze poezji "Arka". Wspólna praca, wyjazdy i sukcesy byty dla nas bardzo ważne. Pozwalały lepiej poznać samych siebie.

Ostatecznie wybrał pan aktorstwo...

- I tak, i nie. Pojechałem na egzaminy do Łodzi z myślą, że gdyby mi się nie powiodło, będę zdawał do studium wokalno-baletowego w Gliwicach. Chociaż postanowiłem być aktorem, wiedziałem, że muzyka i taniec nie znikną z mojego życia.

W programie szkoły teatralnej nauka śpiewu i tańca jest chyba obowiązkowa?

- Tak się wydaje nie wtajemniczonym. W rzeczywistości przygotowanie jest raczej sła­be. W tańcach kładzie się nacisk na folklor oraz tanga i walce. Praktycznie nie ma tańca nowoczesnego. Niewiele lepiej jest z piosen­ką. W Łodzi te zajęcia trwają tylko rok. Teraz, kiedy muszę sprostać wymaganiom, jakie stawia przede mną "Metro" i Józefowicz, jeszcze wyraźniej widzę, jak słabo zostałem przygotowany.

Od ukończenia szkoły do rozpoczę­cia prób w musicalu upłynął rok. Co pan w tym czasie robił?

- Chyba nie zmarnowałem tego roku. Wy­stępowałem w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Zadebiutowałem w "Nędznikach", później było zastępstwo w "Jesus Christ - Superstar". Wziąłem też udział w dwóch nowych przedsięwzięciach: w "Olivierze" (na podstawie Dickensa) oraz w "Pierścieniu i róży" Gruzy.

Dlaczego odszedł pan z Gdyni?

- Dla młodego aktora pozostawanie zbyt długo w jednym miejscu jest niekorzystne. Tak mi się przynajmniej wydaje. Pozbawia go samodzielności i zawęża pole działania. Mia­łem to szczęście, że jeszcze w okresie pracy w Gdyni dostałem niewielką rolę niemieckiego zamachowca w jednym z odcinków filmu "Napoleon w Europie". Dzięki temu zapropo­nowano mi następnie udział w zdjęciach próbnych do francuskiego serialu "Miłość od pierwszego wejrzenia" według pomysłu Eri­cha Segala. Dwa odcinki powstały w Polsce; w jednym z nich, "Pas de deux", otrzymałem główną rolę. Wtedy zrezygnowałem już z Tea­tru Muzycznego.

W "Pas de deux" mógł pan wreszcie zatańczyć?

- Mój bohater jest tancerzem stylu "mo­dern", który zakochał się w tancerce baleto­wej. Po wielu perypetiach udaje mu się pozy­skać dziewczynę dla tańca nowoczesnego i mimo intryg jej matki miłość młodych odnosi triumf.

Mówił pan o wysokich wymaganiach, jakie stawia aktorom musical "Metro" i jego choreograf. Warunki pracy też zdaje się są trudne.

- Janusz pokazuje nam swoje niezwykłe pomysły i oczekuje, że od razu będziemy umieli je powtórzyć. Poza tym pracujemy w niewiarygodnych godzinach, często przez całą noc. Uzależnieni jesteśmy od prób i przedstawień, które równolegle realizuje ze­spół Teatru Dramatycznego.

Te trudności odsuwały kilka razy ter­min premiery "Metra".

- Ta ciągła niepewność źle wpływa na at­mosferę w zespole. Mieliśmy nadzieję, że uda nam się zdążyć do Sylwestra. Niestety, Teatr Dramatyczny przygotowywał się do własnej premiery i dopiero od połowy stycz­nia ruszyliśmy pełną parą.

O czym jest "Metro"?

- Jest to historia młodych ludzi, którzy mieszkają w Europie po złej stronie muru i marzą o karierze artystycznej po tamtej stro­nie. Niepowodzenia skłaniają ich do rezygna­cji i rozstania. Pożegnanie na stacji metra za­mienia się jednak w taneczno-muzyczną de­monstrację ich buntu. Wywołuje ją rozmowa z Janem, tajemniczym nieznajomym. Ich spon­taniczne dzieło zostaje uznane za muzyczną rewelację. Ale do szczęścia po lepszej stro­nie muru nie wszyscy mają prawo...

Czy "Metro" oglądać będziemy tylko w Dramatycznym?

- Jesteśmy przygotowani do tournee po Polsce. Ale robimy wszystko, aby sprostać zadaniu, które przed nami i przed sobą po­stawił Janusz Józefowicz: "Metro" ma być dobre nie tylko w kraju, ale także na Broad­wayu!

Tak wiele mówimy o muzyce i tańcu, a przecież na co dzień nie odgrywają one u nas większej roli.

- Rzeczywiście, nie mamy w naszej kultu­rze tego zamiłowania do zabawy, luzu, jak na przykład Amerykanie. Ale proszę spojrzeć na te ciasne, duszne dyskoteki, do których w każdy weekend garną się tłumy. Coś ich jed­nak przyciąga i fascynuje. Myślę, że na nic nie jest za późno. Można nas jeszcze roztań­czyć i rozśpiewać!

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x