Artykuły

Notatka dla pamięci

W tym roku jest Rok Psa. Podobno jest bardzo szczęśliwym rokiem. Może będzie w nim więcej czasu na ceremonię parzenia herbaty. Może nauczą się grać w go. Może zobaczą jeszcze raz na żywo zawody sumo. Kiedy jeździli, on zawsze miał ze sobą szkicownik, ona - aparat fotograficzny. Było tam tyle pociągających rzeczy, które aż prosiły się o to, żeby je rysować i fotografować. O wystawie rysunkówi fotografii Andrzeja Wajdy i Krystyny Zachwatowicz "Nasza Japonia" pisze Małgorzata I. Niemczyńska w Gazecie Wyborczej - Kraków.

Pierwszy raz pojechali razem do Japonii w 1980 r. Przed wyjazdem przeczytała przewodnik. Autor złorzeczył, że nie ma się co tam pchać. Przecież wszyscy tam noszą maski z gazy, bo jest taki okropny smog! Jechała przerażona. Najpierw zobaczyli w masce człowieka na szosie. Potem widzieli już nawet wytworne damy na koncertach, które do przepięknych toalet miały założone zwykłe białe gazowe maski. Wtedy już wiedzieli, że Japończycy noszą je z troski o innych. Jeśli są tylko trochę przeziębieni, nie chcą nikogo zarazić.

Życzliwość

Było tak odmiennie. Zafascynowała ich ta całkiem dla nich nowa cywilizacja. To, jak tradycja łączy się tam z życiem. W teatrze grali sztuki sprzed kilkuset lat w kostiumach sprzed kilkuset lat, a na sali były panie ubrane w kimona. Gdzież by u nas, oglądając sztukę z XVII w., panie siedziały na widowni w sukniach z XVII w.? A tam było wszystko takie naturalne. W najzwyklejszej taniej restauracji danie podawali im w niezwykle estetyczny sposób. Jak małe, powszednie dziełko sztuki.

W codziennym życiu Japończyków zdumiało ich jeszcze niejedno. Kiedyś oglądali zajezdnię w końcowej stacji szybkiego pociągu. Byli też wtedy w hotelu dla kolejarzy. W dwuosobowym pokoju spod poduszek na zasłanych łóżkach wystawały duże rury. Nie mogli pojąć, o co chodzi. Ku ich zaskoczeniu okazało się, że to budziki. O odpowiedniej godzinie nastawione urządzenia cichutko pompowały powietrze do gumowych poduszek, które leżały pod zwykłymi. Śpiący wolno się podnosił, w końcu wstawał i się budził. A wszystko po to, żeby przypadkiem nie obudzić kogoś, kto śpi obok.

W Tokio wielokrotnie jeździli metrem ze względu na olbrzymie odległości. I tu kolejne zaskoczenie. W tłoku nikt nigdy nikogo nie popchnie. Wszyscy są sobie życzliwi. - Całkiem inaczej niż w Polsce - dziwili się.

Spokój

Dziś już nie bardzo pamiętają, ile razy tam byli. Musieliby się poważnie zastanowić. W japońskiej cywilizacji znaleźli spokój, znaleźli chwilę oddechu. Na starych drzeworytach widzieli ceremonię oglądania kwitnących kwiatów. I zobaczyli na własne oczy, jak ludzie przychodzą, siadają i patrzą na drzewa. Tylko dlatego że kwitną. Nic więcej przecież nie potrzeba. Przyroda to inspiracja. To źródło spokoju i przyjaciel. Stare drzewa zawsze się tam podpiera. Niech porosną jeszcze trochę. Niech dadzą jeszcze trochę radości.

Uczestniczyli też w innych ceremoniach. Urzekła ich ceremonia parzenia herbaty. W głowie się jej to teraz nie mieści. Przecież u nas nie ma już nawet ceremonii niedzielnych obiadów u dziadków. A tam mają czas na taką ceremonię parzenia herbaty, która musi swoje potrwać, którą pije się powoli. Mają czas na chwilę refleksji, spokoju, wyciszenia.

Zawody sumo udało im się oglądać tylko raz przez jakieś pół godziny. Wydały jej się szalenie delikatne. Tak, delikatne, pomimo tych wielkich mas ciała. Całkiem coś innego takich brutalnych, krwawych walk, jak chociażby w boksie. Chodziło tylko o to, żeby zawodnik wypchnął przeciwnika poza zaznaczony krąg. Właściwie nawet się nie bili. Chwila... i już po wszystkim. Znacznie dłużej trwał cały rytuał: posypywanie ich solą, witanie się, ukłony

Tajemnica

Byli pewni. Coś z tego pięknego świata trzeba Polakom przybliżyć, trzeba zabrać do siebie choć namiastkę japońskiej tajemnicy. Dostał wysoką nagrodę i postanowił ją przeznaczyć na instytucję zajmującą się japońską sztuką i techniką. Chcieli umieścić w niej japońskie zbiory od lat zalegające w krakowskich muzealnych magazynach. Zaczęli jeździć coraz częściej. Zapraszali ich wszyscy, którzy zachwycili się tym pomysłem i postanowili pomóc. Byli wśród nich nawet kolejarze japońscy bardzo zainteresowani Polską od czasu wizyty Lecha Wałęsy. Zbierali pieniądze razem z nimi. Mają nawet zdjęcia, jak stoją na ulicy z puszkami.

Ostatnio jeżdżą już rzadziej. Odkąd ich marzenie się spełniło, do nich przyjeżdżają japońscy przyjaciele. Widzą już u nas coraz więcej tej rzeczywistości. Sumo można obejrzeć w telewizji. Niedawno słyszała, że w Warszawie zrobiła się szalenie modna gra w go. To takie japońskie warcaby. Gra się białymi i czarnymi krążkami. A ona nawet jeszcze nie zna reguł. Musi kiedyś spróbować.

Kiedy jeździli, on zawsze miał ze sobą szkicownik, ona - aparat fotograficzny. Było tam tyle pociągających rzeczy, które aż prosiły się o to, żeby je rysować i fotografować. Nawet tylko po to, żeby zachować notatkę dla pamięci. Mają teraz dużo tych pamiątek. Może o niedużej wartości artystycznej, ale o dużej sentymentalnej. Każdy jest czasem trochę sentymentalny. Uwiecznili teatry, świątynie, domy, ogrody cesarskie. Ona zrobiła kiedyś całą serię zdjęć zamku Białej Czapli. Musiały być panoramiczne, bo taki jest wysoki. Ich wybrane prace można teraz oglądać na wystawie w ambasadzie Japonii w Warszawie. Współorganizuje je Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej "Manggha". To, które otworzyli w Krakowie 11 lat temu. On nazywa się Andrzej Wajda, ona - Krystyna Zachwatowicz.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x