Artykuły

Trzy perspektywy geniuszu sierocego

W ramach obchodów dziesięciolecia Nowej Huty nowohucki Teatr Ludowy pod kierownictwem Krystyny Skuszanki wystawił Sztukę Marii Dąbrowskiej "Geniusz sierocy".

"Geniusz sierocy" napisany w roku 1939 jest jednym z dwóch dramatów, jakie wyszły spod pióra Marii Dąbrowskiej, przy czym żaden z tych utworów nie doczekał się dotychczas świateł sceny. A więc kurtyna Teatru Ludowego odsłoniła przed widzami nową i niezbyt znaną szerszemu odbiorcy stronę twórczości autorki "Nocy i dni", pokazując Dąbrowską dramaturga i historyka.

Tłem "Geniuszu sierocego" jest bowiem historia Polski, lata 1646-48, ostatnie lata panowania Władysława IV. Dąbrowska wydobyła na światło dzienne nie najgłośniejsze wypadki związane z tym panowaniem, a więc nie politykę morską Władysława IV, lecz epizod niespełniony, raczej poboczny, jakim był królewski plan wojny z Turcją. Współczesny historyk odnosi się do tych planów sceptycznie. W wydanej przez PAN "Historii Polski" (tom I część II) określa się tę - inspirowaną przez dyplomację państw katolickich, głównie zaś przez Wenecję - koncepcję wyprawy przeciw Turkom jako "zgoła fantastyczną", o Władysławie IV zaś, który osobiście tę koncepcję lansował powiada się, że "był to jednak człowiek żyjący wciąż nierealnymi planami opromienienia swego imienia sławą wielkiego wodza i zdobywcy, dla którego interesy państwa schodziły na plan dalszy wobec ambicji osobistych".

Dąbrowska jednak - opierając się na wielu źródłach z epoki i o epoce - widzi tę sprawę zgoła inaczej, upatrując w wyprawie tureckiej przede wszystkim dramat dalekowzrocznego władcy, pragnącego poprowadzić swój naród drogą wiekopomnych czynów, któremu waliła kłody pod nogi pijana swobodą i samowolą, zgnuśniała w latach "złotego pokoju" szlachta. Klęska króla, któremu nie tylko nie udaje się przeforsować na sejmie projektów wojennych, ale który na tymże sejmie zmuszony jest zaprzysiąc nowe swobody szlacheckie staje się według Dąbrowskiej, przyczyną nieszczęść jakie wkrótce potem spadły na Polskę w postaci wojen kozackich, Korsunia i Żółtych Wód.

"Geniusz sierocy" jako dramat historyczny odbiega od tego wzoru, ku któremu skłania się coraz częściej teatr współczesny, traktujący wypadki przeszłe jedynie jako pretekst do bezpośredniego ingerowania w sprawy naszej epoki. Sztuka Dąbrowskiej jest polemiką historiozoficzną podjętą całkiem na serio i wymierzoną nie tylko przeciwko wielu interpretacjom naukowym, ale również, do czego zresztą przyznaje się sama autorka, przeciw wizji historii zawartej w "Ogniem i Mieczem" Sienkiewicza. Nie mniej jednak nie sposób zrozumieć tej sztuki jeśli zapomni się o jej drugiej perspektywie - o roku 1939, w którym powstał "Geniusz sierocy" nie będąc pozbawiony i ówczesnej aktualności.

W okrzykach szlachty przeciwko cudzoziemcom i innowiercom trudno nie dosłyszeć odgłosów antysemickiej awantury wszczynanej przez polski faszyzm, a w nawoływaniach do rozsądnego rozwiązania kwestii rusińskiej, które wygłasza ze sceny zarówno sam król jak Ossoliński czy wojewoda Kisiel, brzmi wyraźna aluzja do polityki narodowościowej sanacji. Ta druga perspektywa dramatu jest aż nazbyt wyraźna i czytelna.

Reżyseria Jerzego Krasowskiego uczyniła wiele aby akcentów tych nie zagubić. Ale reżyseria ta również stara się o wydobycie i trzeciej perspektywy, tej najbardziej aktualnej w roku 1959. Krasowski i teatr Skuszanki nie bez racji zobaczył w sztuce Dąbrowskiej odwieczny polski dylemat - dylemat posłuszeństwa dla władzy lub groźby warcholstwa. Jest to konflikt, którego społeczeństwo polskie nie potrafiło nigdy do końca rozwiązać, utrudniając poczynania władców dążeniem do nie znoszącej ograniczeń wolności, wolność nazbyt często obracając w swawolę. Społeczeństwa niedojrzałe ustrojowo, często stawiane były wobec takich właśnie absurdalnych alternatyw świadczących w istocie zarówno o braku rzeczywistych wolności, jak i rzeczywistej władzy.

Stąd prawdopodobnie bierze się pewna nowa tonacja, towarzysząca współczesnemu odczytaniu "Geniuszu sierocego". W sztuce Dąbrowskiej wyraźnie przeplatają się dwa nurty: patetyczno podniosły wątek osamotnionego władcy pragnącego wielkości narodu nawet wbrew opinii tegoż narodu oraz wątek satyryczny zawarty w dialogach szlacheckich posłów. Za sprawą jednak inscenizacji nowohuckiej, a być może również w jeszcze większym stopniu właśnie na skutek odbioru sztuki przez współczesnego widza, który powoli wyrasta z kręgu zaznaczonych wyżej dylematów, ze sceny odzywają się niekiedy tony całkiem nowe. Zarówno bezrozumne warcholstwo szlachty, jak i patetyczne cierpienia wodzów i hetmanów spotykają się niespodzianie na nowej płaszczyźnie zaskakującej i nieoczekiwanej, na której i jednych i drugich oglądamy z pewnego dystansu jako persony dramatu, w który nie potrafimy się już na serio zaangażować, jako osoby z dwóch biegunów tego samego zaklętego kręgu, którego problematyka intelektualna zdaje się ustępować w miarę postępu cywilizacyjnego. Autorka sztuki nie przypisuje bynajmniej owego "sierocego geniuszu" jednej tylko stronie i nie angażuje się nazbyt bezpośrednio w spór toczony na scenie. Przeciwnie, powiada ona, że "wielkością narodu jest poznać geniusz swój w kimkolwiek on się okaże. Może on się okazać w królu, może i w jakimś prostym chłopięciu ruskim alboli mazowieckim" chociaż geniusz ten "jest sierotą błąkającym się i odpychanym od nas". Dąbrowska ustawia się przez to nieco ponad dramatem odwołując się do obrony wartości ogólniejszych.

Ton całej sztuki jest, mimo kilku fragmentów rodzajowych, wyraźnie dyskursywny. Napisany piękną archaizowaną polszczyzną, dramat zawiera długie partie dialogów i monologów, których funkcją jest nie tyle rozpinanie subtelnej pajęczyny międzyludzkich reakcji psychologicznych ile wykładanie racji i poglądów. Zachowanie konsekwencji w tym względzie jest wyrazem godnej podziwu dyscypliny pisarskiej, przed reżyserem jednak i aktorami piętrzy dodatkowe trudności ograniczając możność większego zróżnicowania środków wyrazu. Stąd przy wyrównanym poziomie zespołu (co zresztą jest stałą cechą przedstawień nowohuckiego Teatru Ludowego) trudno jest mówić o kreacjach lub nawet różnicować wykonawców. W momencie gdy możliwość działania sprowadza się do zmiany nasilenia głosów i patetyzacji gestów aktorzy ograniczyć się musieli do pietyzmu w podawaniu trudnego tekstu.

Przedstawienie zaliczyć należy do rzędu nowych osiągnięć Józefa Szajny, który zbudował dekorację oszczędną, trafną jako tło zarówno dla scen podniosłych jak i satyrycznie ujętego tłumu szlacheckiego, który to tłum może nieco przerysowany wprowadza jednak najsilniej ów pierwiastek "trzeciej perspektywy" współcześnie i nieco ironicznie.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji