Artykuły

Le Madame Sans-Gene

Szustow wie, że polska publiczność nie jest jeszcze gotowa na wiele rzeczy, które za granicą są już powszechne i oczywiste (polski widz nie oswoił się jeszcze nawet z nagością w teatrze, a cóż dopiero z "bezpłciowością") - pisze Karolina Krawczyk w miesięczniku Teatr.

Rząd niskich kamieniczek na Nowym Mieście. Adres "Koźla 12". Miejsce znane chyba każdemu mieszkańcowi Warszawy, przynajmniej ze słyszenia, z gazet. Kiedyś znajdowała się tu fabryka aparatury pomiarowej. Dziś, za żelazną bramą bez logo - jedno z najmodniejszych miejsc stolicy. Ale fakt, iż jest to miejsce trendy, z door selection* i darkroomem* (jak na lanserski klub przystało) to tylko jedna strona medalu. Le Madame dla każdego może oznaczać coś innego. Jedni wpadną tu na taneczną imprezę weekendową, inni na projekcję filmu, promocję książki, gorącą dyskusję polityczną, wegetariańską akcję w obronie zwierząt, wernisaż albo kontrowersyjny performance. Jeszcze inni po prostu na dobrą kawę, którą można wypić leżąc na wygodnej kanapie, w leniwej atmosferze pełnej tolerancji i kompletnego luzu. Le Madame ma wiele twarzy - to również prężnie działająca teatralna scena impresaryjna, szczególnie gościnna dla przedsięwzięć młodych, niezależnych i odważnych.

Od początku istnienia sceny LeMa, czyli od stycznia 2005 twórcy z 53 teatrów, z Polski i zagranicy, pokazali tutaj 198 spektakli. Z gościny przestrzeni przy Koźlej, przywodzących na myśl industrialne klimaty Berlina, skorzystali dotychczas miedzy innymi: Teatr Porywacze Ciał z Poznania, Teatr Rondo ze Słupska, Fundacja Starego Teatru z Krakowa, Teatr Polski z Bydgoszczy, Teatr 2 Strefa oraz Rites de Passage z Warszawy, belgijski Theatre Ocean Nord, Mise En Scene z Francji, performerki z zielonogórskiej grupy "Sędzia Główny", a ostatnio korzysta jeszcze Laboratorium Dramatu i Towarzystwo Autorów Teatralnych (Urojenia Pawła Jurka), Leon Dziemaszkiewicz i Teatr Stajnia Pegaza. W repertuarze znajdują się spektakle z TR Warszawa - Patty Diphusa i Noce Szeherezady, popularną pozycją jest współprodukcja klubu - Miss HIV w reżyserii Macieja Kowalewskiego. Czasem można zobaczyć też studentów i absolwentów warszawskiej Akademii Teatralnej - na przykład monodram Katarzyny Zielińskiej Goście oraz egzaminy z Gombrowicza studentów Wydziału Reżyserii.

Przestrzeń artystyczna Le Madame ma wielu zwolenników i entuzjastów, ale chyba nie mniej sceptyków i przeciwników (zwłaszcza wśród urzędników z Miasta).

Co wzbudza takie kontrowersje? Czy różnorodność, współobecność tak wielu wrażliwości teatralnych budzi niepokój i sprzeciw?

Czy charakter tego miejsca, liberalny światopogląd jego twórców i bywalców tak przeszkadza? Czy też może jakość tych, bez wątpienia, zaangażowanych przedsięwzięć nie spełnia oczekiwań? "Jesteśmy niewygodni, to fakt" - mówi Katarzyna Szustow, dyrektor artystyczny Le Madame.

Ten, ta, to, whatever...

"Le" to rodzajnik męski, "Madame" oznacza panią, damę. To jedno z niewielu miejsc, w którym nie ma podziału na męską i damską toaletę. Przecież zgodnie z koncepcjami, które w latach 90. przedstawiła Judith Butler, płeć jest tylko konstruktem kulturowym, kolejnym "produktem". Jest sztuczną kategorią, jest "odgrywana", performatywna - dlatego w LeMa nieistotna. W ogóle unika się tu wszelkich podziałów - czy to ze względu na orientację seksualną, czy płeć, wiek, sposób ubioru, preferencje muzyczne, czy cokolwiek innego - to przestrzeń otwarta (także artystycznie), tolerancyjna, unikająca jakichkolwiek wykluczeń (ciekawe swoją drogą, jaką kategorię stosują bramkowi selekcjonerzy klubu...).

Jednym z najgłośniejszych wydarzeń w Le Madame była wizyta w lutym 2005 r. słynnej crossdressingowej* grupy performerów z "Wotever Club" w Londynie. Zamierzeniem przedsięwzięcia było stworzenie w Warszawie, choć chwilowej namiastki republiki wolności dla wszystkich: gejów, lesbijek, drag kings*, drąg queens, transseksualistów i transwestytów, heteroseksualistów oraz ludzi związanych z performing arts.

W krajach zachodnich wydarzenia tego rodzaju są stałym punktem życia kulturalnego. W Polsce wciąż ich brakuje, chociaż - jak pokazała lutowa impreza - istnieje duże zapotrzebowanie. Najważniejszą ideą było szerzenie tolerancji, pokazanie, że wszyscy "odmieńcy" tak naprawdę są "normalni" - też lubią się bawić, mają poczucie humoru i w dodatku coś do powiedzenia. Może czas najwyższy przebudować nieco system wykluczeń, w którym żyjemy? Taka "queerowa"* praca u podstaw... Na skutek szumu medialnego na imprezie zjawił się tłum ludzi. Do środka weszło ponad 700 osób, reszta musiała zostać za drzwiami. Przyczyn popularności "Wotever" jest wiele: po pierwsze, to w Polsce rzeczywiście nowość, a po drugie duża jest liczba ciekawskich gapiów szukających sensacji, skandalu. Zrobiła się z tego "modna imprezka", na której wypadało się pokazać. W takich momentach zazwyczaj gubi się istotę przedsięwzięcia i nie tak trudno sprowadzić wszystko do afery. Łatwo zbanalizować, wyśmiać, odrzucić. Zresztą przy tak intymnych i delikatnych kwestiach, jak płeć (sex, gender, transgender, whatever...), czy seksualność, w Polsce wciąż będących tematem tabu, nie dziwi kontrowersyjność imprezy oraz ataki pod adresem klubu. Katarzyna Szustow - organizator wydarzenia - nie raz brała udział w takich przedsięwzięciach w Londynie czy Berlinie. Wnikliwie zajmowała się też tematem drag queen shows na studiach Wiedzy o Teatrze (praca seminaryjna pod opieką prof. Leszka Kolankiewicza; artykuły Boska dekadencja w Scenie nr 3/2003; Drag queen - kabaret współczesności w Didaskaliach nr 63/2004). Nie jest w pełni zadowolona z lutowej akcji w Warszawie. Nie o taki szum wokół imprezy chodziło, chociaż rzeczywiście chciała, żeby ludzie dowiedzieli się o tym wydarzeniu, żeby fakt obecności ludzi "poza płcią" zaistniał w ich świadomości. Szustow wie, że polska publiczność nie jest jeszcze gotowa na wiele rzeczy, które za granicą są już powszechne i oczywiste (polski widz nie oswoił się jeszcze nawet z nagością w teatrze, a cóż dopiero z "bezpłciowością"). Ale wierzy też, że sytuacja się zmienia. Takich działań, jakie podejmuje Le Madame powinno być znacznie więcej - wtedy może zwiększyłaby się świadomość i otwartość ludzi. Ale tymczasem mamy to, co mamy i to musi wystarczyć.

Więcej niż skandal

W manifeście sceny Le Madame pojawiły się między innymi hasła: "Erotyka" i "Defloracja", z czego zwłaszcza to ostatnie wywołało oburzenie i szum na internetowym forum Gazety Wyborczej. "Chodziło o naszą otwartość na debiutantów, na najmłodszych twórców, którzy często zrobili coś ciekawego i nie mają tego gdzie pokazać. Jeśli uważam, że artysta ma coś do powiedzenia, co może być dla kogoś ważne, co jest zaangażowane, to - nawet jeśli nie trafia to w moje prywatne upodobania - daję mu przestrzeń, zapraszam ludzi" - mówi Szustow - "To dobre miejsce na debiut". Nie chodzi wiec o nadużywanie słów, które kojarzą się ze stosunkiem seksualnym ani o epatowanie liberalnym podejściem do seksu. Scena Le Madame nie ma być - jak ją widzą niektórzy - miejscem orgii i deptania wszystkich możliwych wartości, demonstracją pikantnych "fanaberii". To, w jaki sposób ludzie postrzegają klub, bywa często powierzchowne. Bo nie o szokowanie widza dla samego szoku tutaj chodzi. Scena Le Madame jest po prostu odważna, bo może sobie na to pozwolić. Szustow zawsze wybiera przedsięwzięcia, za którymi kryje się dużo więcej niż tylko skandal i przekraczanie ogólnie przyjętych norm, chociaż rzeczywiście nie raz można dyskutować o jakości i artystycznych wartościach prezentowanych spektakli. Tak, czy owak, Szustow pokazuje często rzeczy, których nikt nie chce pokazać gdzie indziej. Na przykład w listopadzie [2005] przyjedzie "SUKA OFF" - grupa trudna do sklasyfikowania, bo posługująca się wieloma środkami: performancem, video, body art.... Będzie ją można zobaczyć w nowym miejscu - na ul. Mińskiej (klub M25 należący do właścicieli LeMa), bo - jak mówi Szustow -"postindustrialna przestrzeń M25 lepiej koresponduje z treścią ich widowisk. W Le Madame było by to zbyt perwersyjne, choć my nie boimy się łamać tabu."

Cykl SUKI OFF Flesh Forms to ciąg niepokojących obrazów, pokazujących dualizm płci, jej przenikanie się i względność. To "seksualny rytuał kreacji, destrukcji i rutyny", zawierający elementy bondage* art, przekłuwanie ciała i instalację audio/video/body. Czyli dużo eksperymentów przy użyciu sprzętu medycznego, elektryczności, etc. - ciało ludzkie w ekstremalnych warunkach. Spektakl CLONE FAKTORY to laboratorium, w którym dokonuje się klonowania istot, wykorzystywanych następnie do transplantacji, seksualnych praktyk i eksperymentów medycznych. Akcja to gorzki obraz współczesnego mikrokosmosu, jakim jest ludzkie ciało, sterowanego przez koncerny genetyczne i medyczne. Show z udziałem Kurni Monster - światowej sławy modelki i performerki fetish/bondage. Żaden inny teatr nie odważył się pokazać twórczości SUKA OFF, a artyści przez wiele miesięcy byli zbywani dziwnymi tłumaczeniemi. Pewnie dlatego, że SUKA OFF realizuje klubowe akcje, prezentowane głównie zagranicą, na największych imprezach "fetysz". Środowisko to, zbagatelizowane przez większość artystów i krytyków, stanowi obecnie poligon doświadczalny dla radykalnych artystów ciała.

Kilka idei z importu

Po kilku podróżach (przede wszystkim do Niemiec i Anglii) oraz pod wpływem inspiracji czerpanych od wykładowców WOT-u - Doroty Sajewskiej i Tomasza Kubikowskiego, Szustow chciała stworzyć miejsce otwarte na różne wrażliwości teatralne. Chciała dać możliwość polifonii, uwzględniając przede wszystkim tych, których społeczeństwo na co dzień nie chce słuchać. "Chcę stworzyć grupę teatralną z osobami starszymi, emerytami. Albo też teatr lesbijek. Niestety doba ma tylko 24godziny. Szukamy kogoś, kto by mógł się tym zająć. Na Scenie LeMa mają dziać się rzeczy ważne, dotykające palących problemów" - mówi.

W kwietniu razem z Goethe Institut, Kołem Naukowym warszawskiej Akademii Teatralnej i Instytutem Teatralnym, Le Madame zorganizowało POSTDRAMA PROJECT. Była to czterodniowa impreza skupiona wokół tematu "teatru postdramatycznego" i "postdramatyczności" - terminów stworzonych przez niemieckiego teatrologa Hansa - Thiesa Lehmanna. Z okazji imprezy, a także ukazania się polskiego przekładu jego książki, profesor przyjechał do Warszawy z wykładem. W ramach festiwalu miały też miejsce performatywne próby czytane, dyskusje, spektakle i warsztaty dramaturgiczne. Był Hamlet maszyna Heinera Mullera, Miasto moje Wyrypajewa, Obrażanie widzów Petera Handkego, słuchowisko absurdu Autologia Radka Dobrowolskiego, Performatyka motyli Łukasza Chotkowskiego. To była przede wszystkim próba pokazania, czym jest w praktyce teatr postdramatryczny, próba zapoznania polskiego widza z tym, wciąż obcym dla nas, terminem, i choć czasem te pierwsze kroki POSTDRAMY wypadały trochę niezdarnie, to organizatorzy i uczestnicy, zarówno z Polski, jak i Niemiec, będą kontynuować i rozwijać współpracę w przyszłym roku, jako EXPRESS 47.

I co dalej?

Pierwszego października ruszyło pełną parą drugie miejsce, w którym ekipa z LeMa chce dalej realizować i rozwijać swoje pomysły. Ale profil artystyczny ma być trochę inny niż na Nowym Mieście. Przede wszystkim inna jest specyfika nowej przestrzeni. "M25" (od ulicy Mińskiej 25, przy której klub się znajduje) leży na starej, "niebezpiecznej" Pradze Północ, która - mimo pewnego ożywienia ostatnimi czasy - nadal potrzebuje twórczej energii. Organizatorzy chcą tutaj działać razem z lokalną społecznością - będą na przykład warsztaty fotograficzne, muzyczne i teatralne dla dzieci i młodzieży, kurs samoobrony dla kobiet, capoeira. Tak jak na Koźlej, będą się odbywały również imprezy klubowe, bo to one utrzymują przedsięwzięcia kulturalne i pozwalają na niezależność. Niezależność od donatorów, ponieważ ten, kto daje pieniądze, często chce mieć wpływ na wiele rzeczy i stawiać warunki. Scena Le Madame nigdy nie brała od Miasta dotacji, utrzymując się sama, a ściślej - dzięki imprezom weekendowym. "Nie chciałabym, żeby ktoś, kto przyznałby nam pieniądze, mówił, co mamy pokazywać, a czego nie wypada. Nie chcę cenzury" - stanowczo mówi Szustow. Nadal chce zapraszać teatry odważne, ryzykowne. Bezkompromisowa i szczególnie wyczulona na artystów, którzy zaczynają rozmowę od kwestii finansowych - tym nie ufa...

Nikt nie ma wątpliwości, że Le Madame jest bardzo ważnym miejscem w Warszawie. Że jest potrzebne, twórcze i żywe. Nawet sąsiedzi klubu, którym początkowo przeszkadzały hałasy i nocne imprezy, zaakceptowali jego istnienie i uczestniczą we wspólnych piknikach.

Można Le Madame nie lubić, można się nim/nią zachwycać. Można "bywać" albo obserwować z boku. Można też omijać szerokim łukiem. Ale ignorować znaczenia tego miejsca nie sposób, bo to by było po prostu nieuczciwe.

P. S.

Niebawem po napisaniu przeze mnie tych słów, okazało się, że komornik z Urzędu Miasta St. Warszawy upomniał się o przestrzeń przy ulicy Koźlej 12. Odżyła głośna sprawa z marca 2005, kiedy Miasto chciało eksmitować klub, wykazując luki prawne. Protest artystów i mieszkańców stolicy [zebrano ponad 5.000 podpisów na papierze] zaowocował wówczas obietnicami negocjacji w tej sprawie. Od tamtej pory lokal tkwił w zawieszeniu - zamkną, nie zamkną? Trudno sprawnie funkcjonować i rozwijać skrzydła, kiedy niepewny jest status i możliwość istnienia. Po kilku miesiącach nic się nie zmieniło - w Le Madame nadal dzieją się ważne rzeczy, a urzędnicy nadal nie dotrzymują słowa, nie chcą rozmawiać i każą właścicielom szykować walizki, i co dalej?

Słowniczek terminów przydatnych:

Bondage - element gry seksualnej wykorzystywany w praktykach sado-masochistycznych, polegający na krępowaniu, związywaniu i unieruchamianiu partnera/ partnerki.

Cross-dressing - dosłownie: zakładanie ubiorów przynależnych płci przeciwnej. Osoba uprawiająca crossdressing to crossdresser. Za crossdressera można uznać nawet Joannę D'Arc.

Darkroom - zaciszna i odpowiednio zaaranżowana przestrzeń wydzielona w klubach, przeznaczona do intymnych kontaktów.

Door selection - selekcja przy wejściu do klubu; bramkowi selekcjonerzy mają prawo po prostu kogoś nie wpuścić, jeśli mają taką chęć (lub dyspozycje).

Drag Queen - potoczna nazwa męskiego homoseksualisty wkładającego kobiecy kostium, wcielającego się w kobietę w przerysowany sposób; Drag Queen Show to taki kabaret współczesności, składający się głównie z tańca do znanych utworów muzycznych puszczanych z playbacku (wersja wykorzystująca grę kobiet z męskim kostiumem to Drag King Show).

Gender - płeć kulturowa (patrz też Sex).

Sex - płeć biologiczna (z dzisiejszej, postbutlerowskiej perspektywy można śmiało podważyć podział kategorii płci na "biologiczną" i "kulturową", zainteresowanych odsyłam do pism Judith Butler).

Transgender - Nazwa transgenderyzm jest złożeniem łacińskiego trans oznaczającego za, poza, z tamtej strony oraz angielskiego gender czyli płeć, rodzaj. Transgenderysta nie pragnie, a nawet ma niechęć do przeprowadzenia zmiany płci przez zabieg chirurgiczny, jednak chce funkcjonować w społeczeństwie w płci przeciwnej do swojej biologicznej. Transgenderyzm to przekraczanie norm płci. Osoba transgendryczna to osoba, u której manifestacja płci przynajmniej czasami sprzeciwia się oczekiwaniom społeczeństwa.

Queer - pierwotnie pogardliwe określenie homoseksualuisty; queer theory (ew. queer politics) to współczesny kierunek teoretyczny wykorzystujący to, co marginalne, wykluczone jako perwersja, jako rzecz nie do przyjęcia, skrajna odmienność, do analizowania centralnej konstrukcji kulturowej: normatywności heteroseksualnej, a także do walki z wykluczeniami.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x