Artykuły

Rok na siedem i trzy czwarte

- Jestem w tej komfortowej sytuacji, że nie znam bezwzględnych reguł koncertu fortepianowego. Niemniej napisałem, jak sądzę, koncert na fortepian i orkiestrę smyczkową - mówi kompozytor JAN KANTY PAWLUŚKIEWICZ.

Dzisiaj [14 grudnia] o godz. 19 w Studiu S-5 Radia Kraków dojdzie do prawykonania koncertu fortepianowego "Liściany kolczyk" Jana Kantego Pawluśkiewicza. Wystąpi Aleksandra Łaptaś z zespołem kameralnym pod kierownictwem Haliny Jarczyk. Trwający 37 minut koncert zostanie zarejestrowany i retransmitowany w Radiu Kraków dziś o godz. 22.05. Autora kompozycji poprosiliśmy o rozmowę.

O ile pamiętam, do napisania koncertu fortepianowego namówił Pana pewien uznany pianista...

- Tak było, ale ja już tego nie pamiętam, a i pewnie ów pianista również, bo na przesłaną mu partyturę w ogóle nie zareagował.

Czekał parę lat, to może i Panu każe czekać. Albo mu się nie spodobał tytuł; przyzna Pan, że w zderzeniu z koncertem fortepianowym "Liściany kolczyk" brzmi jakoś słabo...

- Tytułu będę bronił; pochodzi on z "Harf Papuszy", utworu inspirowanego poezją Bronisławy Wajs - Papuszy, wspaniałej romskiej poetki, a przetłumaczonego przez innego poetę - Jerzego Ficowskiego. Wtedy nie napisałem muzyki do tego wiersza, a jedynie - inspirowany samym tytułem - fragment oratorium. Po latach do tego pięknego wiersza powróciłem...

Poemat symfoniczny "Harfy Papuszy", wcześniej opera "Kur zapiał" i oratorium "Nieszpory ludźmierskie"; cały czas Pana ciągnie w kierunku muzyki poważnej...

- Raczej ściągają mnie różnego rodzaju przypadki. Co niekoniecznie musi świadczyć o dużej wyobraźni, raczej o jej braku... I tak podążam od czasu do czasu dość nonszalanckim krokiem nie dostrzegając, że może to spowodować dość poważne komplikacje. A jak już podążę, to chcę rzecz doprowadzić do końca. Choć przyznaję, czasami trwa to długo. Ów koncert to zarazem powrót do tego, czym się już kiedyś zajmowałem, czyli muzyki kameralnej, wymagającej niesłychanego zdyscyplinowania - w niej najtrudniejszy szczegół słychać od razu.

Koncert fortepianowy to forma bardzo precyzyjna, obrośnięta tradycją wyznaczaną przez największych kompozytorów świata...

- Jestem w tej komfortowej sytuacji, że nie znam bezwzględnych reguł koncertu fortepianowego. Niemniej napisałem, jak sądzę, koncert na fortepian i orkiestrę smyczkową. Acz mam świadomość, że ortodoksyjni krytycy mogą mi stawiać rozmaite zarzuty. "Harfy Papuszy" też podobno nie spełniały wymogów poematu symfonicznego, a jednak prof. Leszek Polony napisał, że to jest poemat symfoniczny.

Na fortepianie zagra - czytam w zaproszeniu - "Aleksandra Łaptaś (Hamburg)".

- Jest to być może pewien zabieg marketingowy, ale też prawdą jest, że pani Łaptaś jest bardzo zdolną krakowską pianistką, poleconą mi przez dyr. Stefana Wojtasa. Jest ona obecnie stypendystką konserwatorium w Hamburgu.

Towarzyszyć będzie jej orkiestra bardzo kameralna...

- I nawet myślę, że tak zostanie, bo bardzo mi się to brzmienie podoba. Choć chętnie bym wysłuchał "Liścianego kolczyka" granego na fortepianie z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej. Teraz zagra 6-osobowy zespół smyczkowy złożony z absolwentów Akademii Muzycznej, kierowany przez Halinę Jarczyk, której ów koncert dedykowałem. Zasłużyła na to w pełni. Po ponad 20 latach naszej współpracy mam ogromne zaufanie do jej kompetencji, gustu muzycznego, wyczucia - pod tym względem jest fantastyczna i myślę, że niedoceniana w Krakowie.

Ma Pan tremę?

- Nie, bo sam nie występuję. Natomiast towarzyszy mi pewna forma emocji związana z tym, że po raz pierwszy będę miał okazję tego utworu wysłuchać. No i z faktu, że to bardzo trudna kameralna forma i że z każdej nuty będę się musiał wytłumaczyć. Albo i nie.

Opłaca się Panu - parę lat pracy, emocje, a tu może tylko ten jedyny raz koncert zabrzmi?

- Zawsze się pocieszam, że są tacy, co mają gorzej, tworzą coś 10 lat i nigdy nie mają okazji usłyszeć. A mówiąc serio, wcześniej nie próbowałem pisać tak bardzo precyzyjnej rzeczy, zatem postanowiłem zobaczyć, jak to jest. I jestem przekonany, że ta ścieżka gdzieś mnie może jeszcze poprowadzić, że może następną dużą formę już będę pisał inaczej.

Rozmawiamy nie tylko pod koniec roku kalendarzowego, ale i pod koniec Roku Jana Kantego Pawluśkiewicza obchodzonego w Krakowie.

- I to była kolejna determinanta, by doprowadzić do tego koncertu, by zaprezentować coś, czego jeszcze nikt nie słyszał. Bardzo dziękuję zatem prezydentowi Krakowa prof. Jackowi Majchrowskiemu i dyrektorowi Wydziału Kultury Stanisławowi Dziedzicowi, że ogłaszając taki rok, dali mi możliwość przedstawienia moich kilku utworów - "Ogrodów Jozafata", "Misterium Męki Pańskiej Przez tę ziemię przeszedł Pan", "Nieszporów ludźmierskich"...

Jaki to zatem był dla Pana rok - proszę ocenić w skali szkolnej od 1 do 6?

- To był rok na siedem i trzy czwarte. Bo siedem to magiczna cyfra. A trzy czwarte - to moje ulubione metrum. Powyżej szóstki wyszedłem powodowany i tym, że już na początku stycznia otwieram w Krakowie dużą wystawę swego żel-artowego malarstwa.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x