Artykuły

Kwestia smaku

Satysfakcja bycia interpretatorem współczesności jest większa, jeżeli to przeprowadzić przez pewien obszar kultury czy tradycji literackiej - mówi RUDOLF ZIOŁO reżyser szczecińskiego 'Kubusia Fatalisty i jego Pana"

Czy człowiek jest nikczemny?

- W dzisiejszych czasach - tak. Jest nikczemny i wielolicy. To, co kiedyś było grzechem, dzisiaj nie jest. Kiedyś był kodeks honorowy i niemodna panna cnota. Mówiono: mężczyzno, po tym, co zrobiłeś, powinieneś popełnić samobójstwo. Dziś jest coś, co nazywamy grą, marketingiem, socjotechniką. Tak, człowiek jest nikczemny.

Ten współczesny.

- A tamten był pewnie taki sam, tylko może się jeszcze maskował, znał kodeks, skalę odstępstw, odniesienie, autorytet. Czytał filozofów, miał złudzenia.

Denis Diderot, autor "Kubusia Fatalisty i jego Pana", którego Jest pan reżyserem i zaprezentuje w piątek w Teatrze Współczesnym, uważał, że zarówno kobieta, jak i mężczyzna nie mają zbyt wielu cnót. Są grzeszni.

- Kręcimy się od tysięcy lat wokół problemu człowieka i okazuje się, że w wielu punktach znajdujemy się w tym samym miejscu, cyklicznie czy też permanentnie. To dziwny wspólny mianownik dla czasów, wieków, epok.

Dlatego klasycy są ciągle aktualni.

- Tak. Proza rzadko to zderza, poezja jest bardziej śmiała. Zderza elementy ahistorycznie, wbrew regułom życiowego prawdopodobieństwa. To ja - wątpiący, rozbity, oszukany, zrujnowany wewnętrznie, rewidujący swoje miejsce, swój los, remanentujący wszystkie szkody i świństwa, z jakimi się spotkałem. Ja wątpiący i ten drugi - człowiek skloszardowany, wyrzucony poza orbitę tego, co się niesie, co jest skuteczne. Bohaterowie Diderota w tej swojej dramatycznej, śmiesznej i długiej podróży pytali, jak żyć. Jak to jest, że z nagła spotykają się z przyjacielem albo z tą dziwną kobietą, która pokaże im swoje rany? Okazuje się, że są na jednym oddziale w klinice Samotność, w klinice Człowiek. Człowiek zawiedziony, oszukany bądź człowiek popełniający omyłki. Tak na skróty - jest to pewnie o konieczności dyskutowania z tradycją. Postać z innej epoki, z innej fabuły może z nami porozmawiać. Straszne jest to, że najbardziej dramatyczne tematy tych rozmów złożą się w coś, co jest szczątkiem kanonu. Będzie to przyjaźń, miłość, wierność, uczciwość.

Sprawy najważniejsze i najtrudniejsze.

- I to jest smutne, bo nawet tak fundamentalne drogowskazy, które pozwalają się znaleźć w świecie i społeczeństwie współczesnym, nie prowadzą do prostych rozstrzygnięć.

Czy to znaczy, że człowiek nie jest piękny?

- Dopóki go boli, że był oszukiwany, dopóki potrafi rozmawiać sam ze sobą, dopóki czuje jakąś niewygodę, gdy sam oszukał, to jest nadzieja. Nie jest tak źle. W "Kubusiu" spotkała się dwójka ludzi - posiadacz z tym z gminu, ten z biblioteki i ten ze swojego życia. Spotkali się jako ludzie, jako przyjaciele. Dają sobie to, czego nikt inny im nie da. To już bardzo dużo. Jeżeli ci dwaj samotnicy, bezdomni tułacze, tacy galernicy po krainach bezsensu, tak sobie służą i potrafią podróżować, ujawnić to, co najciekawsze w człowieku, nie to, co jest w dystynkcjach posiadania, ale we wrażliwości, to już jest dobrze.

A co z tezą, którą przytacza Diderot, że wszystko Jest zapisane w niebie I że w zasadzie człowiek ma niewielki wpływ na swoje postępowanie?

- To jest bardzo przewrotne, oczywiście. To alibi draństwa, a może też lenistwo życia, usprawiedliwienie zaniechań. Prowokacyjna figura, przewrotna wykładnia determinizmu. Są dwie szkoły życia. Posłuszeństwo wobec nakazu prowadzić może, jak cnota, w krainę harmonii. Jest jeszcze ta piękna właściwość człowieka - łapczywość na haust chwili, haust spełnienia. Ważne tylko, żeby nie robić tego cudzym kosztem. Co innego jest miłość wolna, a co innego - gwałt.

Dziś handluje się wszystkim. Nie ma granic. To garnek wyborczy. Jak już dojdziemy do złotego runa, zapominamy, że tak naprawdę ta owca, która miała złote runo, wcale nie była bogata. Ona była tylko ofiarą, łupem. Czasem łupem jest to metaforyczne złote runo, a czasem - barania zgoda, ufność i głupota.

Słynie pan z tego, że reżyseruje głównie sztuki pochodzące z wcześniejszych epok. Nie znajduje pan odpowiednich dla siebie tekstów współczesnych?

- To pewnie wynika z tego, że byłem teatrologiem. Mam w sobie zapiekłość obrony ga-t u n k u . I bardzo boję się, żeby - ścigając się z reportażem, Big Brotherem, kroniką kryminalną, reportażem obyczajowym - za bardzo się do tego nie zbliżyć. Bo stracimy w teatrze własną odrębność. Możemy utonąć w tym, co niekonieczne. Satysfakcja bycia interpretatorem współczesności jest większa, jeżeli to przeprowadzić przez pewien obszar kultury czy tradycji literackiej. To lepsze niż stanąć naprzeciwko widza i pokazać te same majtki, tę samą d...ę czy sterczący obrzydliwie siusiak. Zastanawiam się, czy się schylać i jeszcze bardziej epatować przez wizjer czy może przez lustro troszkę oddalone, trochę w innej ramie. Nie unikałem tekstów współczesnych. W wyniku przyjaźni z Pilchem zrealizowałem jego teksty w teatrze i telewizji. Miałem też słabość do rosyjskiej literatury, przeżyłem dużą przygodę z aktorem i tamtą tradycją literacką. To nie jest niechęć czy specjalizacja. Tak się po prostu składa.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x