Artykuły

A Bóg ich nie usłyszał

"Ostrzeżenie przed przyszłością" w reż. Christopha Marthalera - epilog III Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Dialog-Wrocław. Pisze Krzysztof Kucharski w Słowie Polskim Gazecie Wrocławskiej.

Wyrzucenie Christopha Marthalera z pracy wZurichu wywołało oburzenie w środowisku artystycznym. Reżyser natychmiast dostał propozycję przygotowania spektaklu specjalnie na Wiener Festwochen, na międzynarodowy festiwal teatralny w Wiedniu. Wszyscy spodziewali się czegoś bardzo bulwersującego.

Nie była więc zaskoczeniem wiadomość, że akcja projektu Marthalera będzie się działa w jednym z największych i najpiękniej położonych - wśród zieleni - szpitali psychiatrycznych w Europie, w sławnym wiedeńskim Otto-Wagner-Spital składającym się z wielu budynków. Właśnie tam podczas II wojny światowej na zlecenie nazistów dokonano zbrodni na wielką skalę -eutanazji ponad ośmiuset psychicznie chorych dzieci. Co ciekawe, dopiero w 2002 roku pogrzebano mózgi zamordowanych wtedy chorych. W zakonspirowanym magazynie znaleziono szczątki sześciuset ofiar.

Ślady po podludziach

Po wejściu do szpitala strzałki i festiwalowi wolontariusze kierują nas na symboliczną wystawę w budynku szpitalnym, w którym nie ma ani jednego pacjenta. Poniewierają się zabawki, na ścianie widzimy przypięte dziecięce rysunki, zmagazynowane sterty szpitalnych łóżek. Przystawiając ucho do małych głośników, słuchamy ascetycznych historii chorób małych pacjentów, a potem na ekranie monitora oglądamy w innej pustej sali ich dokumentalne zdjęcia. Towarzyszy nam sonata Dymitra Szostakowicza skomponowana w czasie, kiedy popadł w niełaskę u Stalina i przygotowywał się na spotkanie ze śmiercią. To była pierwsza część tego niezwykłego wydarzenia.

Przed nami jeszcze trzy

Zwabieni muzyką przenosimy się do sali widowiskowej, gdzie odbywa się impreza promocyjna dla rencistów i emerytów. Za niewielkie pieniądze można wyjechać do egzotycznego miejsca, by poddać się eutanazji. Rasistowskie cytaty z "Mein Kampf" wywołują śmiech, ale fragmenty ustaw norymberskich brzmią nawet logicznie. Mnóstwo tu muzyki, wzniosłej, pieśni skierowanych do Boga. Pochwały miłości i dobra.

Z sali widowiskowej idziemy za aktorami do zdewastowanej szpitalnej kuchni, gdzie żarliwi agitatorzy przekonują nas zza pulpitów wiecowych mównic do korzyści wynikających z likwidacji ludzi. nieuleczalnie chorych, starych i zniedołężniałych, nieczystych rasowo oraz homoseksualistów i nierozumiejących wielkości tych planów. Według faszystowskich teorii, to tylko podludzie.

Pieśń do Boga

W części najbardziej przypominającej przedstawienie z amfiteatralnie usadowionymi na scenie widzami wysłuchujemy autentycznych zeznań doktora Heinricha Grossa, byłego lekarza planowo mordującego wraz z personelem chorych na oddziale dziecięcym Am Śpiegelgrund. Po wojnie ów doktor nie tylko nie został skazany za swoje zbrodnie, ale twórczo kontynuował medyczną karierę, opierając badania na mózgach ofiar. Dziś jest jednym z największych autorytetów psychiatrycznych w Austrii.

Z tych zeznań wynika, że nic takiego nie robił, a to co robił, to tylko dla dobra nauki i pacjentów. Czuje się niewinny. Wysłuchujemy też opowieści pielęgniarki i chorego, który przeżył ten koszmar. Tu znów muzyczny patos i odwołanie się do Boga: "Ach Jezusie, Panie mój, Ty przy dziecku stój". Przed nami na parkiecie sali widowiskowej aktorzy w maskach z twarzami dzieci popisują się śpiewem i tańcem. Tylko od czasu, któreś mniej sprawne ruchowo i przewracające się dziecko albo przeżywające atak epilepsji, odciągane jest na bok, jak bezużyteczny, zdefektowany przedmiot, by nie psuło nam zabawy.

Dla czystości

Zwłoki ofiar eutanazji owijano w folię, czasami niezbyt dokładnie, więc wystawała albo mała rączka, albo nóżka. Tych, którzy jakimś cudem przeżyli Śpiegelgrund, przez wiele lat dyskryminowano. Kto by słuchał "dziwnych" opowieści wariatów?

Zagranie "Ostrzeżenia przed przyszłością" na miejscu zbrodni mocno poruszyło opinię publiczną. To rusza nie tylko Austriaków. Marthaler ucieka od konkretów i dosłowności. Nie oskarża wprost, pyta. Nieprzypadkowo na pokaz w ramach festiwalu Dialog-Wrocław Szwajcar wybrał szpital psychiatryczny w Lubiążu. Nie tylko dlatego, że jest on w pewnym sensie architektoniczną kalką szpitala wiedeńskiego i ma równie zbrodniczą historię z czasów wojny. W czasie wojny wszyscy chorzy nagle zniknęli ze szpitala. Zostali pochowani w zbiorowej mogile nieopodal. Tuż po wojnie poszpitalne budynki przemianowano na Centrum Szkolenia Rolniczego i zostały zdewastowane. Od roku 1957 jest tam znów szpital psychiatryczny. Nikt nie sprawdzał, w jakim jest stanie i zwożono regularnymi transportami chorych ze wschodniej Polski. Stan techniczny budynków, brak ogrzewania, bieżącej wody, elektryczności i gazu dziesiątkował ludzi. Umierali z głodu, zimna, braku leków i... lekarzy. Oprócz psychicznie chorych, do szpitala trafiali konwojowani przez służby więzienne wrogowie nowego ustroju. Osoby w pełni sił umysłowych i fizycznych, ale wariatem był każdy, kto nie chciał budować socjalistycznej Polski.

Polski epilog

Przez lata Lubiąż był tematem tabu. Dopiero, gdy coraz więcej mrożących krew w żyłach wieści zaczęło przenikać z Lubiąża, pojawiła się wysoka komisja i stwierdziła haniebne zaniedbania. Winnych nie wskazano, a był to już rok 1968. Tragiczna, pełna niewinnych ofiar historia Państwowego Szpitala Psychiatrycznego w Lubiążu rozmyła się gdzieś w niebycie. Ilu ludzi zmarło po podaniu iniekcji, czyli wstrzyknięciu leku lub powietrza, ilu z głodu i zimna, nigdy się już nie dowiemy. Świadków tych zdarzeń i personelu, który wtedy pracował, z każdym rokiem ubywa. Umierają śmiercią naturalną.

Jakie znaczenie miał w karierze szwajcarskiego kompozytora i reżysera Christopha Marthalera (dziś lat 54) miał dość czarny epizod sprzed 13 lat? Kiedy przygotowywał spektakl "Murx den Europaeer" ("Zabij Europejczyka") w teatrze dawnego Berlina Wschodniego, sporo spacerował po tamtej części miasta należącej kiedyś do NRD. Ubrany w czarny płaszcz, czarny kapelusz, spod którego wystawały kosmyki czarnych włosów, wszedł do jakiejś smutnej knajpy, gdzie siedzieli sami mężczyźni, pewnie bezrobotni. Zamówił piwo i od kelnera usłyszał: "Żydów nie obsługujemy". W tym samym momencie faceci przy stolikach zaczęli śpiewać "Deutschland, Deutschland über alles". Uważa, że nie tyle był to rasistowski atak, co reakcja frustratów. Tak Szwajcar interpretuje czasem fakty, bo Marthalera mniej owe fakty interesują - nawet te najbardziej dramatyczne - choć chętnie nimi manipuluje w języku sztuki. Interesuje go ludzka kondycja. W epilogu festiwalu Dialog-Wrocław obejrzeliśmy zdarzenie teatralne "Ostrzeżenie przed przyszłością" w szpitalu psychiatrycznym w Lubiążu. Premiera odbyła się w słynnym w całej Europie wiedeńskim szpitalu psychiatrycznym Otto Wagnera. Lubiąż przypomina go architektonicznie, choć dziś jest bardzo zaniedbany. Marthaler ma na koncie wiele klasycznych sztuk w bardzo prowokacyjnych realizacjach. W latach 2000-2004 był dyrektorem Schauspielhaus Zurich (Szwajcaria), z którego został zwolniony za zbyt awangardowy repertuar.

***

O spektaklu powiedzieli

JANUSZ DEGLER teatrolog, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego: Wychodzimy z tego spektaklu i mamy dyskomfort, bo twórcy tego zdarzenia hitlerowską zbrodnię połączyli z toczącymi się wciąż w świecie dyskusjami nad eutanazją. Sami musimy sobie odpowiedzieć na pytania, czy skrócenie cierpienia człowieka i chorego i tak skazanego na śmierć, jest zbrodnią czy humanitarnym gestem? Jak my sami byśmy się w takiej sytuacji zachowali? Jak daleko wolno się posunąć w imię społecznego dobra? W agitacyjnych przemówieniach słuchamy logicznych uzasadnień, że śmierć nieuleczalnie chorego, czy niedołężnego starca, to ulga dla budżetu państwa, czyli nas wszystkich.

MICHAŁ PULIT, dyrektor biura fundacji Lubiąż: Zacznę od ciekawostki. Niewiele osób pewnie wie, że pierwotnie szpital psychiatryczny mieścił się w budynkach klasztoru cysterskiego, którego remontem teraz zajmuje się reprezentowana przeze mnie fundacja Lubiąż. W trakcie wojen napoleońskich był tu szpital frontowy, a od roku 1823 - szpital psychiatryczny. Austriacki spektakl zrobił na mnie duże wrażenie, bo czym człowiek starszy, tym więcej ma wątpliwości i trudniej mu jednoznacznie odpowiedzieć na wiele pytań. Nie ma w tym przesady, że od totalitaryzmu do tolerancji jest tylko krok.

JACEK WEKSLER, dyrektor programowy kanału TVP Kultura: Sama forma tego teatralnego zjawiska może nie jest aż taka nowatorska dla osób, które interesują się sztuką teatru wiele lat. Ale jego siła tkwi w prowokacji. Na miejscu zbrodni dotąd nieosądzonej bardzo logicznie przekonuje się nas, że "pomóc" człowiekowi nieuleczalnie choremu podając mu śmiercionośne lekarstwo, to nic złego. Spektakl wiedeński mówi o mordowaniu psychicznie chorych dzieci. Grany we Wrocławiu w bliźniaczym szpitalu psychiatrycznym, przypomina o zbrodniach komunistycznych.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x