Artykuły

Teatr Krasowskiego

Akcję ,,Thermidora" Stanisławy Przybyszewskiej stanowi kilka godzin dyskusji prowadzonej przez sześciu członków Komitetu Ocalenia Publicznego oraz rozmowa Saint-Justa i Robespierre'a. Jest tuż po rocznych już rządach jakobinów. Republika francuska została uratowana. Jakobini rozprawili się z wrogami zewnętrznymi i opanowali sytuację wewnętrzną. Żyronda została rozbita rok temu (2 kwietnia 1793 r.) Na kontrrewolucję odpowiedziano terrorem. Powstania prowincji krwawo stłumiono. Partia rojalistów została rozbita. Ruch sankiulotów ujarzmiony; zwłaszcza po straceniu hebertystów (22 marca 1794 r.) i zdławieniu prawicowej opozycji wśród jakobinów (Sprawa Dantona). Ofensywa wrogów zewnętrznych została powstrzymana (wiosna. 1794 r.), wojna z Koalicją zwycięska. O tym wszystkim mówi się w dramacie.

To, co się działo dalej z rewolucją, pozostało już poza dramatem Przybyszewskiej. Z jej dzieła dowiadujemy się jeszcze, że Robespierre będzie oskarżony o dyktaturę a potem zgilotynowany. Z historii wiemy, że uderzenie w dyktaturę Robespierre'a nastąpiło 9 Thermidora II roku rewolucji, że oskarżono go w Konwencji, że sankiuloci, już wcześniej osłabieni w swoich siłach i od przywódcy odizolowani, nie wystąpili skutecznie w jego obronie. Podnieśli wprawdzie rękę na Termidorian w rok później, ale było już za późno, żeby uratować rewolucję. Termidonanie rzucili przeciwko nim Gwardię Narodową, a następnie wojsko, łamiąc tym, jako rząd, zasady rewolucji.

Do dziś trwa spór historyków, który moment kończy Wielką Rewolucję Francuską: dzień stracenia Robespierre'a czy dzień rozbicia ruchu sankiulotów (20 maja 1975). Głos Przybyszewskiej, choć tylko literacki i teatralny, daje tu dużo do przemyślenia.

Przez całe przedstawienie oglądamy niezmienna scenerię - salę posiedzeń Komitetu Ocalenia Publicznego; obszerne stylowe wnętrze stanowiące przestrzeń do gry aktorów, razem ze stołem i fotelami á la Louis, oknem otwartym na duszny wieczór upalnego lipca, z freskami, przedstawiającymi sceny rewolucji. Dekoracja, a zwłaszcza te freski, od pierwszego momentu wystawiają chlubne świadectwo scenografowi (Wojciech Krakowski) - rozumieniu ducha dramatu i zamiaru reżysera; pojęciu sensu j e g o teatru.

Przez całe też przedstawienie na scenie te same postaci; próbują stworzyć sylwetki z dokładnością niemal portretową, a nawet obdarzyć je czymś w rodzaju charakteru, a przynajmniej rysów "mówiących". To członkowie Komitetu Ocalenia Publicznego: Billaud-Varenne (Andrzej Polkowski), Fouché (Witold Pyrkosz), Collot d'Herbois (Andrzej Gazdeczka), Barére (Marian Wiśniewski), Carnot (Bolesław Abart). Jest jeszcze Vilate - dziennikarz (Józef Skwark). Potem wejdzie Tallien (Romuald Michalewski), a później także Saint-Just (Janusz Peszek) i Robespierre (Igor Przegrodzki).

Akcję i fabułę wypełnia polityka, ale treść dialogów ma konkretne cele - zmierza do zawiązania spisku przeciwko Robespierre'owi: przekonania członków komitetu o konieczności obalenia go, ustalenia kierunku oskarżenia, stanowi też próbę pozyskania Saint-Justa. Groza rewolucyjnej Francji czasów terroru czai się w atmosferze spotkania i w zmiennych napięciach rozmowy, wyziera spoza zachowania się członków komitetu i wraz z wieściami z Paryża przenika do sali.

Dramat zaczyna się jak chłodna dokumentalna relacja. Głośnik podaje komentarz historyczny. Przedstawia osoby na scenie, jakby informował o sylwetkach ze ściennych malowideł. Komentarz, światło reflektora i żywa postać wkracza w akcję. Krótki, zaledwie jednozdaniowy, komentarz urywa także rozmowę Robespierre'a z Saint-Justem, kończąc dramat i dopowiadając znany wszystkim fakt historyczny.

Struktura wystawionego tekstu Przybyszewskiej (adaptacja Krasowskiego zachowała jedynie ponad połowę tekstu) i zwartość dialogów nieuchronnie przywodzi na myśl precyzyjną i matematyczną budowę klasycznego dramatu, dyscyplina teatru (wszystkich - aktorów, scenografa, reżysera) dowodzi ograniczenia. które jest świadectwem mistrzostwa: wyrzeczeń, które znamionują wielką kulturę i wysoką świadomość artystyczną.

Przez dwie godziny, wśród grozy wiejącej ze sceny i pośród ciągłego napięcia widowni bohaterowie dramatu mówią o polityce. Teraźniejszej. Przeszłej. Przyszłej. Jak żywi ludzie tamtej epoki. Namiętnie i ostro, kategorycznie i z wątpliwościami, w strachu i w nagłych zrywach namiętności. Jest w tym powaga i dramatyzm, żałosny ludzki strach i budząca szacunek troska społeczna. Jest, rzadko na scenie spotykany, dynamizm i, nie często ze sceny na widownię przenikająca rzeczowa surowość spraw trudnych i groźnych a dotyczących wszystkich.

W fabule bowiem, w dialogach i akcji dramatu Przybyszewskiej o dziejach ostatnich dni Wielkiej Rewolucji Francuskiej jest zawarty nie tylko strach o własną, głowę członków komitetu, marzenie o czasie kiedy, ,,da się żyć" i sprawiedliwość oddana niewiarygodnej wszechstronności umysłu Robespierre'a. Jest także jeszcze bardzo pojemna struktura problemowa: próba odpowiedzi na pytanie, jaki jest jak działa mechanizm konkretnej rewolucji oraz próba wywnioskowania, co się da wiedzieć o mechanizmie działania, sprzecznościach i konfliktach każdej rewolucji. Dramat historyczny i polityczny rozrasta się do wymiaru dramatu filozoficznego. Robespierre i Saint-Just mówią o rewolucji i jej naturze, ale znacznie więcej mówią o naturze człowieka i życia, o materii i jej funkcjach; o duchu ludzkim i o duchu rewolucji, o duchu praw człowieka i obywatela.

I ta właśnie warstwa w dramacie Przybyszewskiej wydaje się najbardziej płodna intelektualnie i najbardziej znacząca. Ostatecznie pozostałe dwie mogą być nam dostępne z historycznych dramideł i aluzyjnych sztuk tzw. kostiumu historycznego, w których konstrukcja sztuki i pojemność myślowa dialogu zawiera czytelną i mniej lub bardziej banalną aluzję do współczesności. Tymczasem to, co u Przybyszewskiej jest ponadto. stanowi rewelację. Jej sztuka o Wielkiej Rewolucji Francuskiej jest rozprawą na temat prawidłowości przebiegu procesów społecznych, udziału w nich mas ludowych i roli jednostek, na temat tego, co w rewolucji nieuchronne i tego, co przypadkowe, o znaczeniu wystąpienia mas i działalności przywódców w ukierunkowaniu procesów społecznych, słowem o mechanizmie rewolucji i o siłach poruszających ten mechanizm.

Jak ustawiała Przybyszewska zrąb myślowy swojej konstrukcji dramatycznej: "Pierwszą podstawą, klęski w 1794 r. była przedwczesność rewolucji (...), Drugi powód upadku, to zależność biernego ogółu od czynnych jednostek. Jak doszczętną była ta zależność ogółu od jednostki wodza - tego dowodzi fakt, że scentralizowany postęp rewolucji zamienił się - bezpośrednio po 9 Thermidora - w bezładne cofanie się, w rozkład jawny. Jeszcze wyraźniej widać to po Jakobinach. Ten, potężny organizm, rozsiany po całej Francji, by wychowywać masę i jednoczyć prowincję ze stolicą - żył myślą i wolą Robespierre'a. Olbrzymia organizacja nie przeżyła nawet miesiąca. Jej także głowę ucięto."

Oparłszy dramat na tych dwóch przesłankach, Przybyszewska przedstawiła w dramacie zawiązanie się spisku przeciw Robespierre'owi, charakteryzując tegoczesną sytuację rewolucji oraz rządu i jego przywódcy: ,,Popatrzcie na naszą republikę, jak ona dzisiaj wygląda. Toż to piekło. Jeszcze niedawno szalały prowincje, dokoła Paryża kipiał kocioł rewolty. Dzisiaj milczy. Czyż nie podpadło wam nigdy to złowrogie milczenie? Czyż zdrowy kraj zachowuje się tak potulnie? Niedawno uderzała Europa na wszystkie cztery nasze granice. Dzisiaj nasza armia święci w Brukseli zdobycie Belgii, Koalicja leży w proch rozbita.

Ale tu w Paryżu jawi się prawdziwa sytuacja. Impulsywny paryski lud barykaduje się za zamkniętymi okiennicami i milczy. Rząd tkwi wyizolowany pośrodku świata, dla którego stał się czymś obcym. Otacza go przygnębiająca pustka. Pozbawiony oparcia w ludzie, zdemoralizowany, uwikłał się rząd to trudnościach nie do rozplątania. Sprzeczne siły uderzają na siebie. Nic nie układa się harmonijnie, Od sześciu tygodni nie uczyniono jednego kroku naprzód. Republika rozpada się. Terror panuje i przeraża sam siebie. Na olbrzymim rumowisku, które jeszcze dwa lata temu było najpiękniejszym krajem Europy, lecz rumowiska tego nie można zdobyć."

Taka jest sytuacja rewolucji i rządu. A przywódca? A Robespierre? Dawna historia przekazała nam wizerunek Robespierre'a krwawego kata rewolucji, nowsza - zarejestrowała rzeczy nie wyjaśnione, jego niezrozumiałe zachowanie podczas ostatnich tygodni i dni życia. Przybyszewska w listach rozważała cały splot możliwości: ,,Może mu sytuacja wyrosła ponad głową i stracił w rozszczepieniu wewnętrznym. (...) siłę rozpędu; może ten sam proces był prostszy, prawie materialny: może rozkleił się cieleśnie po prostu, czemu by zaciekły opór całego już rządu i niebezpieczne podobno dla suchotników upały mogły sprzyjać (...) może była to dezorientacja ogólna, wzmożona straszliwym wyczerpaniem, może wreszcie sytuacja prawdziwie tragiczna i możliwa tylko u najczystszych umysłów: zwątpienie. (...) Ale może też przeciwnie, przygotował w ciągu tych sześciu tygodni wysiłek decydujący i najwyższy z całej swojej kariery: może nagle usunięcie się, raptem urwana ofensywa, były środkiem taktycznym i skutkiem konieczności wytchnienia, zyskania jasności umysłu i dystansu. Może dał za wygraną już 26 lipca (8 Thermidora), gdy wykonał pierwszy, niesłychanie ryzykowny krok w swym planie przewrotu - widząc wobec skutków, że się przeliczył co do proporcji sił."

Przybyszewskiej udało się wskazać nieomylnie dostrzeżony przez siebie punkt, na którym opiera, się równowaga rewolucji, punkt, w którym zawiązuje się konflikt rozsądzający mechanizm rewolucji od wewnątrz: ,,Dziś warunki wewnętrzne sprzyjają (...) warunki zewnętrzne też się poprawiły. (...) Masa jest stosunkowo uświadomiona, umiałaby więc sądzić samodzielnie i wystąpić czynnie, nie popadając koniecznie w najcięższe błędy taktyczne. (...) Kontrola wzajemna rządzących i rządzonych, ten jedyny sposób neutralizowania zgubnych popędów natury ludzkiej, przestała być Utopią. (...) Lecz to wszystko nie eliminuje zasadniczego zła w mechanice rewolucji: nieuniknionej konieczności scentralizowania całego przedsięwzięcia dokoła jednostek-wodzów. Więcej: dokoła jednego wodza; gdyż póki ich będzie kilku na jednej płaszczyźnie, póty muszą się zwalczać."

Przedstawienie "Thermidora" - Przybyszewskiej jest charakterystyczne dla teatru Krasowskiego. Na czym polega teatr Krasowskiego?

Przede wszystkim na wyborze tekstu. Zawsze o ważkiej problematyce, częściej dotyczącej wzajemnych uwarunkowań jednostki i społeczeństwa niż problemów moralności z życia społecznego wyizolowanych. Na ogół są to dzieła wielkiej literatury, ale niekoniecznie dramatycznej. Równie dobrze mogą być to teksty dramatyczne adaptowane przez Krasowskiego, czy - w wypadku dramatów rozgadanych, przerastających sceną - dla tej sceny przykrojone, nieledwie na nowo skonstruowane i skomponowane z materiału literackiego oryginału.

Z kolei, w samym przedstawieniu uderzać przede wszystkim będzie konstrukcja, zmysł kompozycji, świadomość struktury. Obrazy, sceny, części przedstawienia rysowane będą ostro, jakby obwiedzione mocno linią szeroką, wyrazistą, zdecydowaną. Rzeczy najważniejsze uzyskają. dzięki temu miejsce osobne, wybijające się. Pozostałe także obrysowane śmiałym konturem, swoją strukturalną podrzędność ujawnia niemal natychmiast. W obrazach, scenach, częściach przedstawienia nie ma prawie w ogóle roboty cyzelatorskiej. Brak im miękkości, delikatności, głębi, otoczenia czegoś co byłoby sugestywne poprzez niedopowiedzenie czy niedookreślenie. I tak jest dobrze. Jest to bowiem teatr myśli i refleksji intelektualnej. Jeśli zdarzy się w nim scena liryczna - na zasadzie przerywnika - nie ma w niej cienia sentymentalizmu; jej miękkość jest przelotnym wzruszeniem człowieka i delikatnością humanisty wobec spraw ludzkich.

Z kompozycji przedstawienia i wykreślonego planu zdarzeń wynikają jasne, rzeczowe, konkretne zadania aktorskie, ustawienie postaci, zakreślenie jej pola do działania, wyznaczenie roli w ogólnym mechanizmie. Reszta należy do aktora: reżyser jest kontrolerem jego wkładu do zamierzonej całości.

Inne czynniki ujawniają się w teatrze Krasowskiego rzadko. Malarstwa w nim tyle tylko, ile trzeba by zarysować teren akcji, muzyki tyle. ile trzeba na ornament, efektów widowiskowych szukać można, gdy już inaczej nie sposób w ogóle sobie wyobrazić realizacji danego dramatu.

Jest to indywidualny teatr i odrębny warsztat reżyserski. Jest w nim znajomość rzemiosła i dogłębne poznanie materii teatru, ludzkiej, kompozycyjnej, dramaturgicznej, malarskiej, wiedza o tworzywach teatru, możliwości ich zastosowania i o granicach uzyskiwanych przez nie efektów. Teatr - świadomy siebie, umiejący narzucić sobie najwyższe ograniczenia i rygory, podporządkowany w całości zamysłowi kompozycyjnemu, wyrażenie prawd podstawowych o świecie i człowieku społecznym mający za cel pierwszy, za cel główny i podstawowy. Teatr dobry i teatr żywy, współczesny i polityczny.

Świadectwem prawdy o nim jest ostatnie przedstawienie dramatu Przybyszewskiej, dla której zresztą, Krasowski jako realizator ,,Sprawy Dantona" (1967) i ..Dziewięćdziesiątego trzeciego" (1968), a teraz ,,Thermidora" zrobił szczególnie wiele. I wydobywając ja z zapomnienia, i wiążąc z jej dramaturgią własne nazwisko i przedstawiając ją, nie tylko jako utalentowaną dramatopisarkę Wielkiej Rewolucji Francuskiej, o umyśle ścisłego historyka, przenikliwego psychologa, bystrego polityka, ale także jako człowieka. który obserwując czas sobie współczesny z fenomenalną intuicją dociekał mechanizmu procesów społecznych. wysnuwał trafne wnioski z przeszłości i stawiał przewidujące diagnozy na przyszłość, w swoich dramatach świadomie konstruując zrąb teatru nazywanego przez nas właśnie - politycznym.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x