Artykuły

Jestem potrzebny

- Śmieszą mnie koledzy bujnie opowiadający w wywiadach o konstruowaniu serialowej postaci. Z MARIUSZEM JAKUSEM o trzeciej serii serialu "Fala zbrodni" rozmawia Krzysztof Kowalewicz.

Krzysztof Kowalewicz: Ruszyły zdjęcia do trzeciej serii serialu. Rozmawiamy na godzinę przed rozpoczęciem kolejnego dnia pracy. O czym Pan myśli?

Mariusz Jakus: O niczym. Działam jak automat, bo praca przy serialu przypomina fabrykę. Sceny kręcą dwie ekipy, jedna nie dałaby rady. Dzisiaj zaczynam pracę wyjątkowo w południe, ale normalnie jadę na plan już o siódmej rano i siedzę do późnego wieczora. Potem wracam do hotelu, kolacja, kąpiel, sen i od nowa. Nie ma czasu na przygotowanie roli, żadnego artyzmu, romantyzmu. Śmieszą mnie koledzy bujnie opowiadający w wywiadach o konstruowaniu serialowej postaci. Powiem tylko, że w hali, gdzie kręcimy, powstają równolegle trzy seriale.

Nie znudziło Pana to tempo pracy?

- Po trzech latach przyzwyczaiłem się. Jakoś sobie daję radę. Jestem w stanie nauczyć się całego dialogu tuż przed ujęciem. Wymóg czasu. "Fala zbrodni" to nie jest telenowela, gdzie kręci się codziennie przez cały rok. Tego bym nie wytrzymał. Przy tym serialu pracuje się tylko w wakacje, ale teraz kręcimy więcej odcinków i będę zajęty aż do jesieni.

Ogląda Pan "Falę zbrodni"?

- Nie i wolałbym nie mówić szczegółowo o powodach. Czasem przypadkiem zerknę na jakiś odcinek. Nie lubię seriali, nie tylko kryminalnych. Poza tym nie przepadam za patrzeniem na siebie na ekranie. Teraz to się zmieni. W trzeciej serii "Fali" moja postać jest bardziej widoczna. Podobno stawiają na najlepszych (śmiech). Zagrałem np. scenę, gdzie staczam morderczą walkę bokserską. Dlatego z ciekawością obejrzę odcinki ze swoim udziałem.

Dotychczas przede wszystkim grał Pan ścigane przez policję osoby z półświatka. Teraz stoi Pan po drugiej stronie. Odpowiada to Panu?

- Zawsze marzyłem o tym, żeby przejść na drugą stronę. Dzwonili do mnie producenci serialu "Kryminalni" z TVN, żeby zagrał u nich przestępcę, ale nie było to możliwe ze względu na umowę wiążącą mnie z Polsatem. Na dodatek teraz jeszcze jestem policjantem w serialu "Pierwsza miłość". Mam tam małą rolę, choć sam film mi nie odpowiada. Reżyseruje go Okił Khamidov, któremu wiele zawdzięczam. A że studio jest ulicę dalej, zgodziłem się zagrać.

Ma Pan pracowite wakacje. Kiedy zamierza Pan odpocząć?

- Nie planuję urlopu. Świadomie rzuciłem się na głęboką wodę i jakoś to muszę przetrzymać. Po miesiącu siedzenia we Wrocławiu wracam do Łodzi 15 sierpnia i od razu zaczynam przygotowania do wrześniowej premiery u Barbary Sas. Nie chcę rezygnować ze sceny. Jesienią, jak to tylko będzie możliwe, zamierzam krążyć między sceną w Łodzi, a planem serialu we Wrocławiu. Muszę przyznać, że ostatni sezon bardzo mnie zmęczył, zwłaszcza premiera "Klaustrofobi" w reżyserii Dariusza Siatkowskiego. Przez dwie godziny na scenie prowadzę nieustający dialog i mam dużo zadań fizycznych. Dlatego teraz chcę poprosić dyrektora artystycznego, żeby nie angażował mnie w nowe premiery, bo i tak mam dużo grania. Ale nie narzekam. Jak jest dużo pracy, to znaczy, że jest się potrzebnym. To bardzo ważne w tym zawodzie.

Rośnie Pana popularność?

- Narzeczona Kasia nie chce chodzić ze mną po mieście, bo wszyscy naokoło się gapią. Nic dziwnego, bo telewizja wciąż powtarza "Falę zbrodni".

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x