Artykuły

Nieco mrocznie, lecz z humorem

"Trzeba zabić starszą panią" w reż. Cezarego Żaka w Och-Teatrze w Warszawie. Pisze Anna Czajkowska w serwisie Teatr dla Was.

Nie trudno zauważyć, iż wakacyjne premiery teatralne cieszą się coraz większym powodzeniem. Dobrze, że są teatry, które o tym pamiętają. W warszawskim Och-teatrze polska premiera komedii sensacyjnej, o której mówi reżyser, Cezary Żak: - "Dostałem pierwszą w życiu propozycję reżyserii w teatrze. To będzie dla mnie duże wyzwanie. Rzecz się nazywa "Trzeba zabić starszą panią". Krystyna Janda kupiła prawa do tej sztuki i zaproponowała mi jej realizację w Och-Teatrze" . Tekst autorstwa Grahama Linehana jest teatralną adaptacją filmu "The Ladykillers" z 1955 roku, w reżyserii Alexandra Mackendricka, ze wspaniałymi rolami Katie Johnson i Aleca Guinnessa. Światowa prapremiera sztuki odbyła się w Londynie, na początku grudnia 2011 roku.

Pani Wilberforce (Barbara Krafftówna), ekscentryczna staruszka, wdowa po admirale, mieszka samotnie w domu na ulicy King's Cross, tuż nad tunelem kolejowym. Towarzystwa dotrzymuje jej schorowana papuga o dziwacznym imieniu Generał Gordon. Bujna wyobraźnia i nieograniczona ilość wolnego czasu zachęca ją do regularnego odwiedzania pobliskiego komisariatu policji i swego ulubionego funkcjonariusza (Cezary Żak), by raczyć go kolejnymi opowieściami o podejrzanych osobnikach. Po zamieszczeniu ogłoszenia w gazecie, dotyczącego pokoju do wynajęcia w jej starym domu, czeka na zainteresowanych. Pewnego dnia zjawia się elegancki mężczyzna i przedstawia jako Profesor Marcus (Marcin Troński). Profesor Marcus tak naprawdę nie jest profesorem, ale paroma sprytnymi gestami i pozą oraz zgrabnie dobranymi cytatami z klasyków potrafi przekonać starsza panią, że jest wybitnym przedstawicielem świata nauki. W rzeczywistości to drobny przestępca, który wraz ze swoją grupą planuje obrabować bank. Z łatwością wmawia pani Wilberforce, iż on i jego przyjaciele, którzy wkrótce go odwiedzą, tworzą amatorski kwintet muzyczny, a ich największym problemem jest brak miejsca do ćwiczeń. Wdowa, wielbicielka muzyki klasycznej, bez trudu zgadza się, by jej dom stał się mini salą prób dla amatorów - zapaleńców. Wkrótce pojawiają się kolejno ze swymi instrumentami w futerałach - szarmancki "Major" Courtney (Wojciech Pokora), znerwicowany lekoman Harry Robinson (Rafał Zawierucha) - skrzypek; trochę nierozgarnięty Lawson (jak się potem okaże - exboxer o pseudonimie Jedna Runda - w tej roli Michał Piela), wybitny wielbiciel gry na wiolonczeli oraz Serb - Slobo (Michał Żurawski). "Genialny" Marcus omawia ze swymi ludźmi plan napadu. Wszystko przebiegałoby gładko, gdyby nie ciągłe pukanie do drzwi i uprzejme propozycje wścibskiej starszej pani. Dla świętego spokoju gangsterzy godzą się na piątkowy, skromny koncert dla przyjaciółek pani Wilberforce. Nadchodzi wielki dzień rabunku. Wszystko układa się prawie idealnie, a wszelkie przeszkody zostają przezwyciężone. Do czasu. Bowiem niespodziewanie "Jedna Runda" upuszcza kufer ze skradzionymi pieniędzmi. Na oczach zdumionej wdowy wieko odskakuje i wysypują się banknoty. Odważna pani Wilberforce zamierza zawiadomić policję. Jak nakłonić staruszkę do milczenia? Uciszyć na zawsze? I który z rabusiów miałby się tego podjąć? Prawdę mówiąc, żaden nie ma na to ochoty . A zakończenie będzie nieco mroczne, lecz z humorem, jak na czarną komedię przystało.

Prawdziwą królową spektaklu jest niewątpliwie Barbara Kraftówna, niezapomniana Liza ze spektaklu "Pan Puntila i jego sługa Matti" Bertolda Brechta (reżyseria - K.Swinarski), czy Dorota w "Matce" Witkacego i Lady Macbett oraz Lady Duncan w przedstawieniu "Macbett" Eugne'a Ionesco (obie sztuki w reżyserii Erwina Axera). Długo można by wymieniać jej genialne kreacje aktorskie. Jej obecność na scenie to prawdziwa gratka dla teatromanów. Wciąż pełna wigoru, emanująca niezapomnianym ciepłem i lekkością aktorskiego kunsztu, zachwyca. Na szczególne uznanie zasługuje też Michał Żurawski, w roli byłego serbskiego bojownika partyzantki Tito. Wygłaszana przez niego kwestia o sierocińcu dla jugosłowiańskich dzieci, utarczki słowne z szefem - Marcusem wywołują szczery śmiech publiczności. Wielbiciele talentu Wojciecha Pokory również nie czują zawiedzeni.

Sam tekst nie jest dziełem wybitnym, dialogi nie iskrzą wyrafinowanym humorem, a całość przedstawienia opiera się głównie na sprawnej grze aktorów. Celowo przerysowane, groteskowe postacie "prawdziwych" kryminalistów, zagrane z odpowiednim przymrużeniem oka bawią widza i nadają spektaklowi więcej ostrości. Reżyser stara się pokazać, ile humoru można odnaleźć w całkiem poważnym temacie. Robi to poprawnie, nawet celująco, ale bez szczególnych pomysłów. Szczerze mówiąc wolę Cezarego Żaka w roli aktora. Spektakl, zwłaszcza jego pierwsza część, dość szybko staje się nieco monotonny i nużący. Po przerwie akcja przebiega dużo szybciej.

Scenograf zaskakuje pomysłowym rozwiązaniem przestrzeni scenicznej - na jednym poziomie, tuż obok siebie mamy dwa piętra i dwa różne pomieszczenia, w których toczy się akcja sztuki. Pomaga odpowiednia gra świateł. Stylowe kostiumy, typowe dla mieszkańców Londynu i powojennej Anglii, podkreślają klimat tamtych lat. Na zakończenie - Barbara Kraftówna, z sobie tylko właściwym wdziękiem, żegna licznie zgromadzoną publiczność. Propozycja komediowa w sam raz na ciepłe oraz chłodne letnie dni.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji