Artykuły

[Kiedy zaczął się właściwie Teatr STU?...]

4.

Kiedy zaczął się właściwie Teatr STU? Wielu niepoprawnych publicystów z Krzysztofem Mroziewiczem na czele, stawia dosyć nieprzemyślaną tezę, iż właściwy początek artystycznej drogi zespołu wyznacza "Spadanie".

Zgoda, że "Spadanie" wraz z modyfikującym je "Sennikiem polskim" wytyczały nowe drogi myślenia nie tylko w teatrze, ale nie sposób przyznawać im rolę odkrywczych "deus ex machina". Bez czterech lat uciążliwych przygotowawczych prac, bez kilku ewidentnych pomyłek Jasińskiego, nie byłoby ani "Spadania", ani "Sennika".

Stąd uogólnienie pierwsze: nie tylko talent Jasińskiego i czar jego twórczej imaginacji, ale i praca, przede wszystkim praca zadecydowała o sukcesie. I był to - co warto dzisiaj przypomnieć - sukces grupy, prowadzonej przez określonego leadera.

W takim uogólnieniu kryje się jednak niebezpieczeństwo podstawowego uproszczenia. Czy były te dwa spektakle przejawem modnej wtedy "creation collective"? Nic bardziej fałszywego! Była to grupa kilku osób-twórców, których, zdołał pozyskać Jasiński, zatrzymać dla siebie i odpowiednio wykorzystać.

Uogólnienie drugie dotyczy sytuacji w sztuce, która lubi się powtarzać. Sytuacji - mówiąc uczenie - strukturalnej. Idzie o to, że nowe, naprawdę nowe wartości nie tworzą się na głównych traktach sztuki, nie postępują za ciągiem mody, nie mieszczą się na pierwszych stronach szpalt teoretycznych, uczonych pism, ani też nie są dziełem uznanych artystów. W pierwszym okresie Teatru STU zaistniało takich kilka na wpół udanych prób, a czasami nawet totalnych niewypałów, które okazały się istotnym i najważniejszym doświadczeniem Jasińskiego i jego grupy, a które stały w jawnej sprzeczności z wiodącymi tendencjami w studenckim teatrze. I to zaowocowało za kilka lat.

W Polsce ostatnio zaprzestaliśmy od wielu lat dyskusji o koniecznościach rozwoju sztuki. Jesteśmy liberalni dla miernoty, sztampy i chały pod hasłem "może coś z tego będzie", natomiast całkowicie jesteśmy głusi na wszystko, co nowe. Doświadczyli tego na sobie bardzo drastycznie wszyscy wielcy twórcy - nowatorzy. Jasińskiemu aż do "Spadania" też dane było wypić nie jeden kielich niezasłużonej goryczy.

5.

Sukces. Jasińskiego próbuje się identyfikować w wielu publikacjach jako "szczęśliwego idola sukcesu". Ostatnie lata artystycznych dokonań wzmógł serial telewizyjny no i dyrektorskie wawrzyny.

Już "Spadanie" ukazywało złudę odkrycia. Znaczy to, że odkrycie myślowe i artystyczne w dzisiejszych czasach niesłychanie szybko się starzeje. "Spadanie" na przykład poprzez rozwój sytuacji dyskusyjno-politycznej trzeba było stale reanimować. Stąd zresztą - geneza "Sennika polskiego", całkowicie zmieniająca optykę przyswojonego już "Spadania".

Jasiński zakosztował "losu odkrywcy", który "rozmieniony na drobne" dochodzić musi własnych praw autorskich. To jeszcze jedno nie pisane prawo rozwoju współczesnej sztuki, podlegającej prawom nieubłaganego rynku i handlu.

6.

Polityka i koniunktura. Jak być twórcą wolnym, a jednocześnie prawdziwie zaangażowanym w sprawy najbliższe Krakowowi i ludziom? Jak przełamywać bariery zakłamania? To chyba jeden z podstawowych dylematów zespołu, który z okresu młodzieńczej wolnościowej "burzy i naporu" przechodzi - bo tak sam zadecydował - w okres dojrzałej odpowiedzialności.

To jedna z naczelnych zgryzot dyrektora, który postanowił przemawiać do widza masowego.

Dwa ostatnie spektakle: "Pacjenci" i "Szalona lokomotywa" dają odpowiedzi bardzo różne, proponują rozbieżne pozornie, ideologiczne rozwiązania. Jak Jasiński godzi w sobie konwencję cyrkowego misterium, jątrzącego rany i propozycję Witkacowskiej musicalowej błazenady. Wydaje mi się iż pomiędzy tymi biegunami zawsze mieściła się twórczość Jasińskiego i że tylko dopiero teraz ta biegunowość wystąpiła tak drastycznie.

Czy to źle, że twórca tej klasy sięga po nie mający żadnej tradycji gatunek, że próbuje jako pierwszy kształtować jego oblicze w scenerii plebejskiego cyrkowego otoczenia?

Czy zaangażowany twórca błądzi bezbłędnie podchwytując pytania Bułhakowa, tyczące ewidentnych wypaczeń pięknych idei?

7.

Wiele pytań, zadawanych nieustannie samemu sobie. Pytań, których wiele odnajduję u Jasińskiego od początku naszego spotkania. Na parę próbowaliśmy odpowiedzieć wspólnie, reszta jest naszą sprawą osobistą. Tak widzę znowu Krzysztofa, kiedy pochylam się nad domowym archiwum, kiedy siedzę przy stole montażowym pracując nad filmem o "Szalonej lokomotywie", kiedy znowu odwiedzam go w namiocie przy ulicy Rydla w Krakowie. Widzę go wtedy bez efektownych wywiadów w prasie zagranicznej, bez reklamowych wystąpień w telewizji, bez dowcipnych uników w dyskusjach publicznych. Wtedy wierzę mu znowu mimo, że to ja skrywam się za starym, wyciągniętym z szuflady na jubileusz pseudonimem ze "Studenta".

[fragment artykułu; autor, źródło oraz data publikacji nieznane]

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x