Artykuły

"Szalona lokomotywa"

Od momentu udanych rock-oper wystawionych z powodzeniem przez zachodnie grupy, czekaliśmy na podobne widowisko w Polsce. Tym bardziej, że operetka u nas skostniała, ograniczając się jedynie do repertuaru klasycznego i niezbyt udanych propozycji polskich twórców. Jedynie Danuta Baduszkowa w Gdyńskim Teatrze Muzycznym przybliżała polskiemu widzowi jej bardziej współczesny gatunek - musical. Ale mimo tych doświadczeń i dobrych i nieudanych, liczyliśmy na coś więcej.

Za pierwsze próby należy uznać "Mrowisko" przygotowane przez zespół Klan. Było to baletowisko, gdyż warstwę fabularną tworzył nowoczesny balet, a muzyka i piosenki były jedynie oprawą. Później powstała "Naga" Niebiesko-Czarnych, a ostatnio "3400 lat po Ikarze". Ale w próbach tych elementy składowe rock-opery: akcja, muzyka, słowa i taniec były traktowane indywidualnie, nie tworzyły zintegrowanej całości. Propozycją, która uwzględnia wszystkie te czynniki jest "Szalona lokomotywa" w inscenizacji i reżyserii Krzysztofa Jasińskiego, a wystawiona przez krakowski Teatr STU. Fabułę oparto na kompilacji tekstów Stanisława Ignacego Witkiewicza - scenariusz jest dziełem Marka Grechuty i K. Jasińskiego, muzyka - M. Grechuty i Jana Kantego Pawluśkiewicza, choreografa - Anatola Kocyłowskiego. Zgromadzona w cyrkowym namiocie publiczność Krakowa, a następnie Warszawy mogła obejrzeć wreszcie spektakl nawiązujący do tradycji "Tommy" czy "Hair", z wyraźnie zaznaczonymi rolami, bohaterami i akcją. Szczególną atrakcją jest udział Maryli Rodowicz i Marka Grechuty w rolach głównych.

"Szalona lokomotywa" przedstawia dramat artysty tęskniącego do dokonania wielkiej rzeczy dla której warto sprzedać się Belzebubowi.

Jego rozterkę, i powolną psychiczną agonię, doprowadzoną do niedanej w spektaklu, próby samobójstw. Można dyskutować nad wyborem materiału wyjściowego na scenariusz. Wszak Witkacy nie jest jedynym naszym autorem. Można zarzucić Michałowi Czernaewowi, autorowi scenografii, nadmierne epatowanie widza; bo czegóż w tym cyrku nie było: i zapadnie w piaszczystej arenie i dym z ogniem, i fajerwerkowe oświetlenie i różne wehikuły z tytułową lokomotywą, wjeżdżającą na prawdziwych szynach. Nadmiar efektów wymykał się uwadze publiczności, która kręciła głowami dokoła namiotu. Ale otrzymaliśmy widowisko ze znakomitą muzyką, urozmaicone gatunkowo; kilka świetnych piosenek (a przecież o to chodzi) - "Hop szklanka piwa" jest już doskonale znana, tańcem i aktorskimi rolami. Widowisko, które pozwala snuć dobre perspektywy na przyszłość. Bo jeżeli nie będzie prób, nawet mniej udanych to do niczego nie dojdziemy.

Należy jedynie żałować, że "Polskie Nagrania" nie zdążyły wytłoczeniem nagranej w styczniu płyty zawierającej niektóre songi z "Szalonej lokomotywy".

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x