Artykuły

Reflektory są nieestetyczne

Budynek teatru to warsztat pracy artystów sceny i artystów rzemiosła teatralnego oraz miejsce, w którym prezentuje się publiczności dzieła sztuki teatralnej - codziennie inne dzieło innego artysty. Natomiast polscy architekci traktują projektowanie nowych teatrów lub przebudowę starych jako tworzenie dzieła czystej sztuki architektonicznej i stawianie pomnika swej wielkości. Nie interesuje ich poprawne rozwiązanie funkcji budynku teatralnego - uwagi w tym zakresie przyjmują jako przeszkodę w realizacji swej wizji. Wyznają zasadę nadrzędności architektury zarówno nad funkcją budynku teatralnego, jak i nad technologią. A nie znają się na nich, nawet nie odczuwają potrzeby ich poznania, choćby w podstawowym zakresie.

Ich ignorancja i arogancja sprawiają, że narzucają wszystkim wokół swoje wyobrażenia o instytucji teatru, nie mając o niej pojęcia. Z tego wynikają kłopoty podczas eksploatacji budynku. Najlepiej jest to widoczne na styku sceny i widowni. Architekci mają skłonność do rozwiązań agresywnych wobec potrzeb inscenizatorów, forsują rozwiązania utrudniające operowanie przestrzenią spektaklu i nieneutralne estetycznie, sprzeczne z najważniejszą rzeczą, jaką jest skupienie uwagi widza na scenie. Co charakterystyczne, na widowni przeszkadzają im reflektory jako elementy "nieestetyczne".

W projektach zawsze brak nie tylko analizy funkcji teatralnej, ale też przewidywania kosztów funkcjonowania w nich instytucji i ludzi. Analiza taka obnażyłaby błędy, które będą miały wpływ na działalność teatru przez dziesięciolecia; na przykład: brak magazynów (generujący koszty transportu), brak montowni i sal prób odpowiedniej wielkości (co wydłuża cykl prób na scenie), niewłaściwy ciąg technologiczny warsztatów (błędne usytuowanie pracowni generuje koszty prac, utrudnia i komplikuje organizację produkcji).

Oto kilka przykładów, niestety negatywnych.

W konkursie na budynek Opery Krakowskiej w jury nie było nikogo z artystów teatru. Wygrał projekt niefunkcjonalny, nieracjonalny z punktu widzenia zagospodarowania przestrzeni, o estetyce sprzecznej z charakterem instytucji. Najważniejsze mankamenty to powierzchnia robocza sceny - mniejsza niż w Teatrze Słowackiego; szklane elementy na widowni - działające jak lustra dla oświetlenia; sala prób sąsiadująca z kieszenią sceny; skomplikowany dojazd dla transportu dekoracji.

W zaprzyjaźnionym teatrze dyrektor poprosił mnie, bym spojrzał w projekty nowej siedziby - spojrzałem i osłupiałem. Najpoważniejsze błędy to sala prób przez ścianę ze stolarnią, do której można było wprowadzić deski o maksymalnej długości do trzech metrów; brak windy transportowej łączącej kondygnacje sceny, warsztatów i magazynów; brak montowni dekoracji; bezsensowne i niefunkcjonalne garderoby; jedna sala prób wielkości gabinetu dyrektora przy dwóch projektowanych scenach; brak rekwizytorni i magazynu dekoracji; przejścia dla dekoracji na scenę wielkości zwykłych drzwi Przypadkiem ocaliłem zapewne około stu milionów złotych z kieszeni podatnika, bowiem teatr w tak zaprojektowanym budynku po prostu nie mógłby działać. Moje honorarium wyniosło półtora tysiąca złotych. Ale za to wszyscy byli na mnie źli, bo im zepsułem zabawę. I już więcej mnie nie zaprosili na konsultacje. A teraz, jak słyszę, wracają do dawnych grzechów - montownia dekoracji znajduje się nad małą sceną Podobnie bywa z wieloma innymi projektami.

Jeszcze anegdota: zwrócił się do mnie z prośbą o poradę młody architekt, który dostał zlecenie z urzędu na napisanie warunków konkursu na rozbudowę teatru i zaczął pytać o warunki, jakie spełniać musi wyposażenie elektryczno-akustyczne. Odpowiedziałem, że to zależy od koncepcji architektonicznej. Odparł, że o założeniach architektonicznych już wie, bo wszystkiego się dowiedział od aktorów. Nie muszę dodawać, że jego brak wiedzy o teatrze był porażający.

Polską zmorą są budynki adaptowane na teatr lub wciąż eksploatowane stare teatry, których żadne pieniądze nie są w stanie zmienić w budynki odpowiadające normom XXI wieku. Remontuje się je częściowo, inwestuje nawet poważne kwoty - choć czasem niewiele drożej kosztowałoby wybudowanie nowych, lepszych, tańszych w eksploatacji. Dojmujący przykład to Roma. Warszawa jest jedyną stolicą w Europie, która nie ma porządnego teatru muzycznego, choć do Romy chodzą tłumy. Praca teatru odbywa się w niebywale ciężkich warunkach. Moi znajomi z Anglii byli przerażeni i zarazem pełni podziwu, gdy po spektaklu Upiór w operze obejrzeli scenę od strony kulis.

I przykład ostatni, symbolicznie łączący poprzednie: dyrektor teatru w Kielcach odmówił przeprowadzenia się do nowej siedziby, słusznie odmawiając jej miana teatru, i wolał pozostać w starym, zabytkowym i niewygodnym budynku.

Fragment wystąpienia Infrastruktura teatrów oraz inwestycje wygłoszonego podczas Forum Polskiego Teatru w grudniu 2009 roku.

Paweł Dobrzycki - scenograf, architekt, profesor ASP w Warszawie, kierownik Katedry Scenografii, prodziekan Wydziału Sztuki Mediów i Scenografii.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x